poniedziałek, 4 marca 2019

Antidote Tonacatecuhtli Raw 100 % Cacao with crunchy Nibs ciemna surowa z Ekwadoru

Pierwsza zjedzona czekolada marki Antidote (Explorer Milk Chocolate 56 % + a hint of salt) nie usatysfakcjonowała mnie. Szkoda, bo nie lubię, jak próbuję nową markę, czeka mnie jeszcze kilka czekolad, a tu już początek nie jest miły. Podobnie było z niedługo później pierwszym spotkaniem z inną marką - Organiko (95%). Też nie usatysfakcjonowała. W przypadku Antidote zaczęłam od najniższej zawartości kakao, a w przypadku Organiko od najwyższej. Efekt i tu, i tu marny. Nie powiem, zdenerwowało mnie to trochę, więc tak z przekorności, niedługo po nich zdecydowałam się na porządnie kakaową Antidote. Przynajmniej jej podtytuł był ciekawy - Tona, a dokładniej Tonacatecuhtli, to aztecki bóg stworzenia i  płodności. "Antidotum dla końcowych terminów i błędnego koła"... to motto z kolei coś mi mówi, że chyba powinnam była zostawić ją sobie na sesję, ups.

Antidote Tonacatecuhtli Raw 100 % Cacao with crunchy Nibs to ciemna surowa czekolada o zawartości 100 % surowego kakao z Ekwadoru z regionu Balao z nibsami, czyli kruszonymi kawałkami kakao.

Po otwarciu poczułam bardzo intensywny zapach cytrusów i ziemi, ewidentnie w specyficznym klimacie nibsów. Z cytrusów, opiewanych przez zwiewną, leciutką słodycz, wyróżniłabym pomarańcze. Oczami wyobraźni, gdy wąchałam wierzch tabliczki, widziałam te owoce z grubymi skórkami i jeszcze na ukwieconych drzewkach. Słodycz miała właśnie kwiatowy, może lekko waniliowy charakter. W ziemistości zaś po paru chwilach (i zwłaszcza, gdy wąchałam wierzch, a nie spód z nibsami) ujawniło się całe mnóstwo zaparzonej, mielonej kawy. Te zawilgocenie ziaren... w ogóle poczucie zawilgocenia było wszechobecne.

Przy łamaniu tabliczka była twarda, trzaskała, ale raczej sprawiała wrażenie, że jest tłusto-zawilgocona, niż sucha czy coś.
W ustach rozpływała się idealnie gładko i łatwo, mimo że bardzo powoli. Ugryziony kawałek niemal nie zmieniał formy, był bardzo zbity i tłusty, ale przy tym (zwłaszcza po paru chwilach) cudownie kremowy. Bardzo zbity krem, który mógłby być mniej zbito-tłusty, ale który na szczęście nie był obrzydliwą grudą tłuszczu. Zostawiał trochę smug, ale nie kojarzyły się z olejem.
Drobne kawałki nibsów (w ilości nie za dużej, ale trafionej) rozmieszczono równomiernie. Porządnie je wtopiono, dzięki czemu przy łamaniu nie odpadały (a w ustach długo pozostawały w kawałku czekolady). Zachwyciły mnie swoją świeżo-miękką, lekko chrupiącą strukturą do złudzenia przypominającą świeże orzechy. Uratowały odbiór tej tabliczki, bo spychały tłustość w niepamięć, a podkreślały soczystość.

Od pierwszego kęsa dominowała kwaśność. Kwaśna do potęgi wydała mi się jednak tylko przy pierwszym gryzie, z każdym kolejnym miałam wrażenie, że osnuwa ją nutka kwiatów. Siarkowo-smolisty kwasek, trochę ziemisty, mocny, ale nie siekiera, rozchodził się po ustach, jakby dając czas na oswojenie się ze sobą. W pewnym momencie dopuścił do siebie gorzkość o charakterze dymu.

Dymna gorzkość złagodziła mało spożywczą kwaśność, ubrała ją w bardziej cytrusowe nuty, a sama dodała do niej orzechy. Powiedziałabym, że może trochę gorzkawo-kwaskowate... świeżo-nieświeże, ale od nich moją uwagę odwróciła maślaność, która mniej więcej od połowy rozpływania się kęsa przybrała na znaczeniu. W pewnym momencie "mleczna tłustość", a więc smak masła i śmietankowo-śmietanowy zrównały się z kwaskiem (poniekąd były z nim połączone za sprawą śmietanowych zapędów). Wtedy śmietanka go przejęła przekładając się na śmietanowo-maślany smak.

Od kawałków kakao (nawet nie rozgryzanych) biła jednak pewna lekkość. Pojawiła się sugestia kwiatowej słodyczy, a kwaśność na dobre zmieniła się w sok z cytryny, który trafiwszy na maślaność i słodycz, na pewien czas znikał. Potem jednak cytrusy jako dojrzałe pomarańcze znów się odzywały. Zwłaszcza, gdy w trakcie rozpływania się kawałka rozgryzałam nibsy "obok czekolady" czułam słodkie pomarańcze.

Gorzkość i orzechowo-maślane wątki wybiły się ponad kwaśność, ale o niej nie zapomniały. Bliżej końca utworzyły z nią smak mielonej kawy, kawy zaparzonej i pozostałych już tylko ziaren na dnie filiżanki. Kawa z nutką pomarańczy w tle miała jeszcze jakieś ziemiste zapędy, ale przypisałabym ją do tych "złagodzonych" już nut. Słodycz odważyła się i podsunęła więcej białych kwiatów, które świetnie mieszały się z dymem.

Na to złagodzenie złożyły się też... nibsy. Wydały mi się szokująco wręcz słodkie w sposób intensywnie kwiatowy i pomarańczowy. Ze specyficznego smaczku wyprane jednak nie zostały, co czułam, gdy zebrała się ich większa ilość. Przywołały (wyobrażenie) piwo pomarańczowe z wyczuwalną słodową nutą.

Właśnie ta specyficzna słodowość, kwasek cytrusów i śmietany, ale wkomponowany w kwiatową słodycz i kawowo-orzechową gorzkość pozostały w posmaku. Czułam również taką łagodniejszą tłuszczowość (dobrego tłuszczu, którego i tak mi było za dużo), także na ustach. W trakcie jedzenia aż tak nie przeszkadzała dzięki miękko-soczystym kawałkom kakao.
W ciemno nigdy nie powiedziałabym, że to surowa czekolada 100 %... było w niej coś tak... złagodzono-słodkiego, że po prostu ta surowość... umykała. Struktura nie kojarzyła się ze strasznie ciężko-tłustymi setkami. Kwiatowa lekkość, soczystość słodkich pomarańczy i maślano-śmietanowe nuty ją tłumiły. Wcale nie wyszło to jako wada! Podobały mi się te duety: dymu i kwiatów, słodkiej pomarańczy i "nibsowego piwa", a śmietanowa-maślaność tak się dostosowała do otoczenia, że mi nie przeszkadzała. Mimo że uwielbiam nuty ziemisto-kawowe w czekoladach, wydanie bardziej orzechowo-kawowe tu też smacznie wyszło.

Ta czekolada widzi mi się jako wydobycie najlepszych nut z bardzo maślano-śmietanowo-pomarańczowej Minka Ecuador Hacienda Guantupi 100 %  i kwiatowo-cytrusowo-kawowej Pacari Raw 101% Chocolate 100 % Cacao + 1 % Nibs. Minka była jednak zdecydowanie za maślana, Antidote pod tym względem była o wiele bardziej wyważona i głęboko kwaśno-gorzka. Na pewno jednak była słodkopomarańczowa, a nie tak zdecydowanie cytrynowa jak Pacari. Także jej nibsy wydawały mi się niezwykle delikatne (ale akurat w ich przypadku to zaleta!).
Nibsy wydały mi się niespotykane.

Owszem, tłustość i maślaność wolałabym słabsze, lecz cała reszta wyszła tak intensywnie, bogato, ale harmonijnie, a nie napastliwie, że i tak z rozkoszą zjadłam całą tabliczkę na raz.
Okazała się dużym zaskoczeniem.


ocena: 9/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 16,59 zł (za 65 g; dostałam zniżkę)
kaloryczność: 666,6 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy

6 komentarzy:

  1. Ona wazy tylko 65g?wygląda na klasyczną stoweczke :) smieszne ma te kostki, chociaznw sumie powinnam powiedziec... Kulki? :D mi by maslankosc na pewno nie przeszkadzala, kocham maslany posmaczek <3 a kaloryczność jest iście szatanska :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wśród czekolad z tej półki rzadko trafiają się 100g, więc...

      Śmieszne, to fakt. Zupełnie mi się nie podobają, bo niewygodnie się takie je.

      Maślaność do ciemnych według mnie zupełnie nie pasuje. Maślane według mnie to mogą sobie być mleczne, z nugatami itp.

      Haha, tak. Nawet po przecinku... Bo w końcu diabeł tkwi w szczegółach.

      Usuń
    2. 100g tabliczki są charakterystyczne dla francuskich czekoladników: Morin, Pralus, Bonnet... Chociaż Cluizel czy Valrhona to już mniejsza gramatura.

      Usuń
    3. Ależ mi nie musisz przypominać o Morinie czy Pralusie, bo to przecież jedne z moich ulubionych marek.
      Jak sam jednak widzisz, trudno tu mówić o charakterystyce.

      Usuń
  2. Miałam różne skojarzenia podczas degustacji ciemnych czekolad, jednak żadna nie wydała mi się wilgotna. Jestem ciekawa, czekam na to. Niestety połączenie wyraźnej - nawet jeżeli nie oszałamiającej - kwaśności z goryczą kawy/orzechów przy zawartości kakao 100% nie zwiastuje dla mnie niczego miłego. Obawiam się, że w tym wypadku Twoja maślaność = moja oleistość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba tylko te takie plantacyjne, specyficzne (pewnie z jakiś bardzo konkretnych ziaren / otoczenia) robione przez największych ekspertów mogą dawać takie efekty, więc w sumie się nie dziwię.

      Właśnie nie! Nie powiedziałabym, że to 100, oleistość to... To na pewno nie. Ta była taka gęsto tłusta, słodkawo-tłusta.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.