niedziela, 9 sierpnia 2020

Milka Mmmax Strawberry Cheesecake mleczna z nadzieniem o smaku sernika, herbatnikiem i nadzieniem truskawkowym

Nie ukrywam, że nie przepadam za Milką, ale nie wypieram się, że parę bardzo mi smakowało. Dużych sama sobie jednak za nic bym nie kupiła, choćbym nie wiem, jak pyszne miały być. Mam jednak to szczęście, że Mama wręcz kocha plebejskie, przeraźliwie słodkie słodycze, a jej ulubiona forma to ciastka i batony. Dobrze się więc złożyło, że większość dużych tablic popularnych marek takie właśnie przypomina - znalazły się w kręgu zainteresowań Mamy. Mogłam więc zgarnąć sobie porcję, jaka mi odpowiadała, nie wydając ani grosza! Cudnie. Nie wszystkie jednak nas ciekawiły. Ta na ten przykład o dziwo ciekawiła mnie nieco bardziej niż Mamę, bo ona bała się kwasku. Ja z kolei mam całkiem niezłe doświadczenie z sernikowymi czekoladami. Nie mówię już nawet o przepysznym Zotterze Cheese-Walnut-Grapes, czy niemieckich dawnych limitkach Lindta mit Liebe gemacht: Kasekuchen-Mandarine i Quark-Kirsch, ale też o Wedlu Cookie o smaku Cheesecake. Ok, gdy chodziło konkretnie o serniki truskawkowe (Lindt Hello... oraz First Nice), było już gorzej, a tej zdecydowanie bliżej do nich, ale... Nie skreślałam jej. Sernik zawsze bowiem był jednym z ciast, które lubiłam (mimo nieciastowej natury). Może nie owocowy, ale co tam.


Milka Mmmax Strawberry Cheesecake to mleczna czekolada z kremem o smaku sernika (35%,) herbatnikami (13%) i nadzieniem / żelem truskawkowym (11%).

Po otwarciu poczułam intensywny zapach przecukrzonego do granic możliwości sernika... serniczka, serniczusia. To niemal serkowy, twarożkowy sernik z czystym cukrem, wzbogacony o uroczo-słodziaśny motyw. W oddali dowąchałam się też sugestii homogenizowanego serka truskawkowego, zwłaszcza po przełamaniu, kiedy to też pojawiła się nutka ciasteczkowo-biszkopcikowa. Wszystko to było urocze, jak tylko można sobie wyobrazić.

Przy łamaniu tablica wydawała się konkretna i miękkawa zarazem. Wydawało się, że lada moment zacznie rozpuszczać się w dłoniach, wginać, ale... Słychać, jak się łamała. Sama czekolada leciuteńko pykała - to ciastko wydawało chrupnięcia. Krem, otaczający herbatnik z dwóch stron, wyglądał na dość zwarty, ale to tylko pozór.
Samo ciastko za to też takie zwarte nie było, bo łamało się idealnie po liniach, krusząc się bardzo. Twardości i konkretu jednak na pewno dodało.
Truskawkowy żel mieścił się na wierzchu, po środku każdej kostki, nieco się ciągnął i lepił. Nie było go zbyt wiele.
W ustach czekolada szybko miękła, rozpływając się z ochotą. Cechowała ją tłustość i gęstość.
Krem okazał się jeszcze tłustszy, ale w kontekście strasznie oleiście-śmietankowym. Był mięciuteńki i mazisty. Mieszał się jednak spójnie z szybko mięknącą i zalepiającą czekoladą.
Warstwy te zalepiały wspólnie.
Sos truskawkowy też zalepiał, ale znikał szybciej z racji tego, że mimo że jak na żelo-sos był gęsty, to jednak rzadszy od pozostałych warstw. Wydał mi się "przyjazny" (bez pestek, scukrzenia czy czegoś tego typu), choć mało soczysty, a gładki w sposób nie owocowy, a bardziej po prostu żelowy.
Ciastko z kolei to konkretny twór dość tłusty i dobrze wypieczony, chrupki i pełny.
W porę gryzione chrupało, pozostawione samo sobie, rozpływało się na gęstą, tłustą masę ciasteczkową z ciastkowymi płatami (?), więc w zasadzie i na koniec było, co chrupnąć. Przez proporcje zrównał się z resztą, uważam więc, że był za gruby (bo to jednak nie ciastko miało być główną atrakcją).
Przez układ warstw, dość spore znaczenie miało, jak umieściło się kawałek w ustach. Wolałam do góry spodem, a najlepiej w ogóle bokiem kęsa, bo wtedy ciastko miało więcej czasu, by się rozpłynąć, a żel szybciej wkraczał w smaku.

W smaku czekolada uderzyła cukrem i mlekiem, przy czym miało to specyficzny, uroczy posmak. Co więcej, nasiąkła motywem słodkiego ciasta.

To był sernik serkowo-serusiowy, bardzo słodki, cukrowy, ale wyraźnie śmietankowo-sernikowy. Trochę zaleciał mi margaryną.
Na próżno szukać w nim kwasku nabiału, zaraz za to wzrosła mleczność, a jednocześnie... cukrowa słodycz. Drapała w gardle.
Biały krem okazał się więc przede wszystkim słodki, ale autentycznie sernikowo-serkowy, ciastowy. Niestety, z czasem zaczął się wydawać również margarynowy i tłuszczowo-mdławy. Trochę, ale jednak.

Co więcej, był to konkretnie sernik na ciasteczkowo-biszkoptowym spodzie. Słodki biszkopcik również w tym kremie czułam. Skojarzenie to podkreśliło ciastko, które odzywało się niepytane niegryzione. Zrównało się ze smakiem pozostałych warstw, odciągało czasami uwagę od smaku truskawkowego sernika / serka.

W tym czasie dawało o sobie znać także nadzienie truskawkowe. Prezentowało słodziuteńką, dżemikową truskawkę, przy czym był to smak delikatny, nienapastliwy. Z jednej strony wplatało też kwasek, podpinający się pod biały krem. Podkreśliło więc skojarzenie z sernikiem. W całości jednak ten kwasek wydawał się niemal iluzoryczny (na pewno za to czułam go, gdy wydobyłam trochę żelu osobno). Żel smakował zaskakująco naturalną truskawką, ale jego słodycz i tak była przesadzona.

Ciastko w odniesieniu do tego wszystkiego wyszło mało słodko, ale także ono do słodyczy się dołożyło. Znacznie wyraźniej jednak czułam w nim porządne wypieczenie i smak maślano-margarynowych ciastek średniej jakości, które udawały biszkopty. Albo biszkopty, które wyszły jak ciastka maślane? Raz czy drugi nawet trochę słonawo zaleciało.

Wszystko łącząc się autentycznie odlegle przypominało sernik serniczek z maślanym ciastkiem i nutką truskawek. Czekolada cały czas również była obecna, nadając jeszcze bardziej dziecięcy kontekst.

Po zjedzeniu zostało zacukrzenie totalne (cukrowy pożar w gardle właściwie już po dwóch kostkach), ale też posmak mleka, śmietankowego serka i ciastka. Czułam sztuczność, bliżej nieokreśloną... ciastkowo-ciastową? Na pewno nie truskawkową, owoce wcale jakoś się rozmyły.

Zdziwiłam się, że całkiem-całkiem mi to smakowało, ale... po dwóch-trzech kostkach mogłabym skończyć. Zjadłam pasek, bo tyle przygotowałam na pierwsze podejście, ale... nie miałam ochoty na kolejne. Mimo to, zrobiłam je - wtedy nie podołałam już takiemu paskowi, bo takie zacukrzenie szybko mnie męczy / nudzi. Patrząc na cenę, formę i efekt, jakoś bardziej mi się to podoba niż Lindt.
Problemem tej tabliczki jest mordercza słodycz, a przez to mdły, nijaki smak. Cukier przykrył wszystko. Słodki krem... leciutko sernikowy. Słodki żel... leciutko truskawkowy. Ciastko jak ciastko, może być. Jeśli miało neutralizować słodycz... słabo mu szło. Może miało osłabić smaki? To poszło mu już lepiej. Najpiękniejszy to był zapach. Chciałabym, by czekolada smakowała, jak pachniała.
Planowana połowa (z nadwyżką) Mamy wróciła do niej, ja zaś ze swojej części dwa paski wysłałam Oldze z livingonmyown. Mama uwielbia serniki, ale słodycze sernikowe już mniej, więc jej entuzjazm ogromny nie był. Stwierdziła jednak, że czekolada smaczna, ale - nawet ona to powiedziała! - za słodka. Jedząc ją na przestrzeni dwóch-trzech dni, zmieniła nieco zdanie, dodając: "jednak coś w niej jest", "taka... ciekawa".


ocena: 7/10
kupiłam: Mama kupiła w Tesco
cena: jak wyżej (ale chyba 11 zł zapłaciła za 300g)
kaloryczność: 528 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: cukier, olej palmowy, mąka pszenna, serwatka w proszku, tłuszcz kakaowy, odtłuszczone mleko w proszku, syrop glukozowy, miazga kakaowa, tłuszcz mleczny, koncentrat truskawkowy (1,5%), śmietankowy ser w proszku (1%), substancja utrzymująca wilgoć (glicerol), lecytyny sojowe, koncentrat soku cytrynowego, odtłuszczony jogurt w proszku, pasta z orzechów laskowych, koncentrat soku z czarnej porzeczki, aromaty, sól, substancje spulchniające (węglany sodu, węglany amonu)

6 komentarzy:

  1. Nie spodziewałam się że ta Milka jest tak dobra :D chciałabym ją kupić bo uwielbiam słodycze o smaku sernika, ale zniechęca mnie ogromny rozmiar tabliczki. No i niespecjalnie kusi mnie dżem truskawkowy. O ile ogólnie kocham czekolady truskawkowe i truskawki, to jednak sernik najbardziej lubię sam, śmietankowy lub waniliowy, bez dodatków :p a ten krem zapowiada się właśnie tak, jeszcze na maślano - ciasteczkowym spodzie... Mmm ^^ chciałabym w końcu spotkać czekoladę o smaku samego sernika, bez żadnych truskawek, pomarańczy, cytryn, malin czy czegokolwiek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorąc pod uwagę, że rzeczy sernikowe mogą kiepsko oddawać sernik, to mam mieszane uczucia. Jak jednak miałabym mówić o serniku-cieście to też obowiązkowo bez dodatków, a już zwłaszcza owocowych!

      Teoretycznie nie powinno być trudne zrobienie takiej... Np. taki Zotter: mógłby upiec sernik i oblać go czekoladą - i tak jego tabliczki są naturalne, bez podziału na kostek itp. :D

      Usuń
  2. W moim domu wizja rozpuszczania w dłoniach byłaby jak najbardziej realna. Zapraszam po nowe doznania :D Cukry i tłuszcze, Twoje klimaty. Jeśli dobrze pamiętam, spoilerowałaś mi, że Ty też ją dobrze odebrałaś. Mnie rozkochała, więc tym bardziej dziękuję ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Twoim domu... zniosłabym wszystko. xD

      A no spoilerowałam. Nie masz za co dziękować, bo sama bardzo się cieszę, że Cię naprawdę uszczęśliwiła. Bo większość słodyczy ode mnie... ech.

      Usuń
  3. Bardzo lubię sernik i słodycze z motywem sernikowym, ale nie cierpię cukrowości Milki. Gdy tylko widzę, że ta firma wypuszcza jakiś nowy produkt i wszyscy moi znajomi się tym ekscytują, ja myślę sobie ... NIE! Dlatego też jestem zaskoczona, że ta tabliczka wyszła tak ciekawie. Myślę, że przypadłaby do gustu mojej mamie, siostrze i koleżankom, ale mnie rozczarowałby brak charakterystycznej dla nabiału kwaskowatości i mocna słodycz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Coś w słodyczy Milki jest, że ona u mnie po prostu nijak nie zdobyłaby 10. Po prostu jest tak niemoja, że aż słów brakuje. Przyznaję, że czasem i tej marce coś wyjdzie, ale odwiecznego parcia na nią otoczenia nie rozumiem.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.