piątek, 7 sierpnia 2020

batony 3Bit klasyczny, 3Bit orzech laskowy

Kiedy częściej jadałam zwykłe batony, czyli jakieś dobre kilkanaście lat temu i w dzieciństwie, decydowałam się na te nie zabójczo słodko-lepiące. Swego czasu często sięgałam po 3Bity, zamiennie z Twixami. Jakoś odpowiadała mi taka forma z herbatnikiem, choć nie były to numery jeden. Nigdy jednak (kiedy słodycze tego typu jeszcze mnie interesowały, a więc jeszcze w poprzednim miejscu zamieszkania) nie widziałam w sklepach orzechowego, więc gdy zobaczyłam jakiś czas temu* z Mamą postanowiłyśmy sprawdzić, jak w zasadzie smakuje. Najpierw jednak chciałyśmy wrócić do klasyka.
Byłam trochę niepewna, już samo nowe opakowanie ani trochę do mnie nie przemawiało, bo wolałam to sprzed zmian, ale trudno. Bez bicia przyznam się, że pierwotnie uznałam, iż recenzja do publikacji nie pójdzie - tak się na klasyka wkurzyłam. Recenzję za to sobie wydrukowałam. Potem pożałowałam tego, ale... jedyne zdjęcia, jakimi dysponowałam to byłyby ewentualnie takie zeskanowane. Jakoś nie miałam serca zostawić recenzji "gdzieś indziej". I... tak mnie irytowało, że spróbowałam batony, które w pewien sposób jakiś wpływ na moje postrzeganie słodyczy wywarły, bez echa na blogu, że po długim okresie czasu (*jadłam je i napisałam tę recenzję w, uwaga, lutym 2017!) namówiłam Mamę na ponowny zakup. Tylko w celu zdjęć, całość więc musiała kończyć ona. Pisząc ten wstęp jednak cały czas parskałam z rozmowy, jaka się przy tym nawiązała:
Mama: -No skończyłaś, mogę już...?
ja: -Proszę, weź jeszcze ugryź i daj mi na chwilę.
M: -Ale po co?
ja: -No do zdjęcia!
M: -Chcesz taki gryziony? Ugryźć mam...? Ale to, co ugryzę mogę już zjeść, tak?

3Bit klasyczny to baton w czekoladzie mlecznej (46%) z nadzieniem mlecznym (39%) i herbatnikiem, od Mondelez.

Po otwarciu poczułam przede wszystkim cukrową słodycz, mającą jakiś tam urok, podkręcony silną mlecznością i zalatujący waniliną. Zakrawało o ulepek tak słodki, że aż mdląco-nijaki.

Tłusty w dotyku baton nie zachwycał jakością. Wydawało mi się, że lada moment zacznie rozpuszczać się w dłoniach. Miękkie to i jakieś kruche, mimo że herbatnik cechowała świeża twardość.
W ustach czekolada szybko miękła i zalepiała w bardzo tłusty i lekko proszkowy sposób. Podobne cechy miał krem. Ten jednak był jeszcze bardziej miękki, wręcz tłusto-plastyczny i jeszcze bardziej proszkowy, a przy tym okropnie oleiście-margarynowy.
Herbatnik był również lekko margarynowy, a jednocześnie jakby sucho rozpadający się. Albo lekko chrupał, albo rozpływał się, to zależy, czy się szybciej gryzło, czy pozwalało mu się na dłuższy pobyt w ustach. Dodawał konkretu, to pewne.
Temu wszystkiemu jednak jakoś brakowało spójności.

W smaku sama czekolada uderzyła cukrem, cukrem i mlekiem, w czym doszukałam się mleka w proszku i kiepskiego posmaku. Jakiś aromat mieszał się wprawdzie z dziecięcym urokiem, ale sprawiała wrażenie cukrowo-taniej i tyle.
Biały krem nie zaprezentował niczego lepszego. Wydawał mi się jeszcze słodszy w cukrowo-nijaki sposób, że aż trudno coś o nim powiedzieć. Z czasem roztaczał lekko mlecznawo-tłuszczowy posmak. Podkreślił chyba trochę dziecięcy wydźwięk całości, ale i tak było to dość... żadne.
Żadnym smakowo nazwałabym również herbatnik. Jasny, ale dość mocno wypieczony, odznaczał się słodyczą i nijakością taniego herbatnika. Ot...
Szybko zasładzało to, drapiąc w gardle, i nudząc jeszcze szybciej, że po kęsie nie miałam ochoty na ani trochę więcej.
Całość wyszła do bólu nijako, nudno. Tak, jakby bezsensownie: kiepska czekolada, nijaki krem i nijakie ciastko. Bez charakteru, a zacukrzające i jakieś takie... tanie, nudne.


ocena: 3/10
kupiłam: Mama
cena: jak wyżej
kaloryczność: 547 kcal / 100 g; baton 46g - 252 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: cukier, tłuszcz palmowy, mąka pszenna, odtłuszczone mleko w proszku (7% w nadzieniu), tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, serwatka w proszku, permeat serwatkowy, tłuszcz mleczny, emulgatory: E442, lecytyna sojowa, E481, lecytyna słonecznikowa; pełne mleko w proszku, aromaty, sól, substancje spulchniające: węglany sodu, węglany amonu

--------------

3Bit orzechowy / orzech laskowy to baton w czekoladzie mlecznej (46%) z nadzieniem o smaku orzechowym (39%) i herbatnikiem, od Mondelez.

Po otwarciu poczułam straszliwie cukrową słodycz, mieszającą się ze sztucznymi orzechami laskowymi. Mimo ulepkowatego charakteru, nie było to nieprzyjemne, chemia nie wydała się napastliwa.

Pod względem formy i struktury nie różnił się od klasyka.

O ile przy czekoladzie aż mnie zamurowało od ilości cukru, czemu nie pomógł nawet ogrom mleka, krem orzechowy bardzo szybko się spod niej przebijał.
Nadał jej innego, choć również dziecięcego uroku. Ten tu kojarzył się jakoś tak "zimowo-świątecznie".
Nadzienie nie odstępowało czekoladzie poziomem przesadzonej, cukrowej słodyczy. Również czułam w nim mlecznawość i tłuszczowość, oleistość, ale wszystko to zabarwione sztucznym orzechem laskowym. Był wyczuwalny, słodko-uroczy i nienapastliwy. Nadał całości jakiegoś wyrazu. Mimo że był chemiczny, wyszedł pozytywnie. Może od ogromu cukru moje kubki smakowe zaczęły wariować, ale doszukałam się tu jakiejś leciuteńkiej goryczki (albo "taniości"?).
Tanio i sztucznawo smakował na pewno mocno wypieczony herbatnik. Z orzechowym kremem jakoś jednak mniej przeszkadzał niż z nijakim mlecznym w klasyku.

Z zaskoczeniem uznałam, że sztuczny orzechowy był nawet w porządku.
Jak widać, lepszy smak sztucznego orzecha (dziwnie uroczo sztucznego) niż smak żadnej taniochy.
Podobnie zaskoczyły mnie KitKaty: klasyczne i orzechowy.


ocena: 5/10
kupiłam: Mama
cena: jak wyżej
kaloryczność: 549 kcal / 100 g; baton 46g - 253 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: cukier, tłuszcz palmowy, mąka pszenna, odtłuszczone mleko w proszku, permeat serwatkowy, tłuszcz mleczny, pasta z orzechów laskowych 0,7%, emulgatory: E442, lecytyna sojowa, E481, lecytyna słonecznikowa, pełne mleko w proszku, aromaty, sól, substancje spulchniające: węglany sodu, węglany amonu

6 komentarzy:

  1. Trochę jestem zaskoczona bo myślałam że orzechowy wypadnie gorzej :D u mnie przynajmniej tak właśnie jest: klasyka uwielbiam, dla mnie mleczny krem o wiele lepiej komponuje się z czekoladą i herbatnikiem, no ja nie czuję żadnej margaryny ani aż takiego przesłodzenia, no uwielbiam po prostu tego batona <3 orzechowy jest w porządku, ta sztuczność właśnie nie jest aż tak obrzydliwa ale jakoś średnio pasuje mi do koncepcji 3bita :/ przywykłam już do klasyka bo faktycznie orzechowy wyszedł jakoś dużo później i nie pamiętam go z dzieciństwa :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię "mlecznych" kremów, bo zazwyczaj wydają mi się po prostu słodko-tłuste. Do orzechowych też jestem sceptyczna, ale potrafią zaskoczyć.

      Nie pasuje do koncepcji? A jaki smak kremu, oprócz bananowego (xD), by Ci pasował jeszcze?

      Usuń
    2. Hahah :D do herbatników chyba tylko czekoladowy, kokosowy i karmelowy, owocowe nie wydają mi się zbyt spójne z 3bitem :D

      Usuń
  2. Biedna mama. Dobrze, że nie rozrysowałaś jej wcześniej schematu gryzienia :'D Druga rzecz: tyle czekać z recenzją... wow. Po długości i braku serca w słowach od razu widać, jak daleko poza swój świat wyszłaś. Co do jednego jesteśmy zgodne: orzech jest better.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle czekać? Szczerze to o niej zupełnie zapomniałam na lata.
      Chodzi o emocje, styl czy odbiór?

      I to jest dziwne, że czasem mimo wszystko tak potrafimy się w czymś zgodzić.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.