niedziela, 1 listopada 2020

Ambiente Czekolada Mleczna Ciastka mleczna z kakaowymi ciastkami i orzechami laskowymi

Gdy tylko zobaczyłam na stronie Aldiego, że zrobili rzut nowości (na chwilę patrzenia), wśród których była m.in. ta czekolada, napaliłam się na nią. Natychmiast zrodziła się we mnie nadzieja, że będzie to mniejsza, bardziej płaska wersja ukochanej, a wycofanej lata temu Bellarom Neo. Takiej mlecznej z kakaowymi ciastkami bowiem nigdzie nie ma (a wstrętna przypadkiem znaleziona Natasja od Barona-Millano nie zbliża się nawet o kilometr do niej) - dominują mleczne z białym kremem i ciasteczkami, które mnie nie kręcą. Potem jednak wystraszyłam się samej marki Ambiente (bo produkują pod nią różni producenci - co wychodzi albo dobrze, albo katastrofalnie). Po zadowalającej Ambiente Czekolada Sól Himalajska jakoś się uspokoiłam. Już co prawda nadzieja nie rosła, ale przynajmniej się nie bałam... aż tak bardzo. Cieszyłam się za to, że nie kupiłam od razu dwóch ("jednej na zapas"), jak miałam przez chwilę ochotę zrobić.

Ambiente Czekolada Mleczna Ciastka to "mleczna czekolada o zawartości 32,5% kakao z ciasteczkami" kakaowymi i orzechami laskowymi, produkowana przez The Belgian Chocolate dla Aldi.

Gdy tylko rozerwałam sreberko, poczułam cukrowość mieszającą się z wyrazistym mlekiem i orzechami laskowymi. Odnotowałam też echo przearomatyzowania, mimo którego efekt był całkiem smakowity. Pomyślałam o czymś miodowo-orzechowym, a skupiając się na wąchaniu spodu i tabliczki połamanej, zarejestrowałam słonawe ciasteczka.

W dotyku czekolada wydała mi się sucho-proszkowa, a przy łamaniu twarda, choć trzaskała nie za głośno. Przekrój ujawnił całkiem sporo kawałków ciastek w średnim i małym rozmiarze oraz kilka beżowych kawałków, w tym drobniutkich orzechów laskowych.
W ustach rozpływała się najpierw plastikowo opornie i powoli, potem trochę przyspieszyła. Miękła, gięła się, a jednak zachowywała kształt. Przez to, że była mocno najeżona twardymi, zrobił się z tego straszny zlepek-ulepek. Znikała, idąc w kremowo-wodniste, tłustawe smugi i ujawniając kawałki początkowo twardo-ostrych ciastek. Po chwilowej gęstawości znikała jak woda.
Ciasteczka nasiąkały trochę. Przez większość czasu wydawały się raczej twardo-suche i chrupiąco-rzężące. Gryzione bliżej końca rozchodziły się na grudki, lekko mączne i z kryształkami cukru.
Wraz z rozpuszczaniem się kęsa, o zęby zaczęło mi dzwonić zaskakująco dużo "jakiś kulek". Gdy czekolada znikała, wyjęłam z ust zobaczyć, co to za dziwo.
Otóż były to przezroczyste kulki cukru (?), mnóstwo kryształków cukru i parę takich, z których schodził beżowy kolor i robiły się przezroczyste. To na pewno nie był karmel. Może po prostu jakoś zrobili warstwę z cukru na orzechach... Nie wiem. To było paskudne.
Okazało się, że wśród chrupaczy orzechów laskowych było... jak na lekarstwo. Cukier i ciastka wyjątkowo nieprzyjemnie drapały podniebienie.

W smaku przodowała słodycz. Wydała mi się podrasowana czymś perfumowym, jednak zaraz zalewało ją wyraziste mleko i orzechowo-maślana nutka. Tłuszczu kakaowego nie żałowano, mieszał się on z cukrowością, przez co skojarzył mi się z miodowym toffi. Mignęła też nutka taniości, na którą naskoczyło echo soli.

Dodatki, które wylegały na język na pewno serwowały mnóstwo cukru. Czystego, najzwyklejszego cukru.

Ciasteczka początkowo nie smakowały niczym szczególnym, dopiero podsysane upuszczały goryczkę. Wyszły głównie ciasteczkowo-pszenicznie i gorzko w charakterystyczny dla spalenizny sposób. Niewątpliwie czuć w nich także kakao, jednak... w cukrowości bazy jakoś traciło na znaczeniu. Kojarzyły się z ciastkami typu Oreo, ale z epizodyczną wyrazistością - obecną, gdy akurat trafiło się ich kumulację; z cukrem przegrywały. Mimo że raz i drugi upuściły nawet odrobinkę soli.

W kostce trafiłam na ze trzy kawałeczki mało wyrazistych orzechów laskowych.. Nic dziwnego, skoro pokryte były kryształkami cukru, oblepione nimi. Cukier częściowo rozpuszczał się wraz z czekoladą, jednak jego co większe kulki zostawały do końca (wypluwałam je). Był czystym cukrem i właśnie taką zwykłą cukrowością aż drapał w gardle.

Mleczno-maślana baza zza tych dodatków pobrzmiewała nijako. Wydawała się po prostu słodka i trochę mleczna, ale bez impetu. Mieszając się z dodatkami, wyszła trochę ciastkowo-maślanie... więc w sumie nie tak źle, ale aż trudno się było na niej skupić przez cukier.

Po wszystkim pozostawało przecukrzenie, czysty smak cukru, coś mdławo-sztucznego i całkiem przyjemna oreowata ciasteczkowość. Czułam też słonawe toffi, co wiązało się z poczuciem tandety, ale najgorsze nie było.

Pomysł na tę czekoladę uważam za po prostu tragiczny. Ciastka jak najbardziej spoko w smaku, ale... mnóstwo kawałków cukru i szokująco dziwne orzechy? Nie wiem, co z nimi wymyślili, po co tam one... i w zasadzie... że cukier? Po co? Nie rozumiem... Śmiech przez łzy, bo raptem dzień przed nią zjadłam Cachet Bio Organic 72 % Extra Dark Chocolate Sea Salt, w której to właśnie na kulki soli trafiłam. Kulki cukru to też zło.
Sama baza czekoladowa była taka sobie, ale te dodatki... Przekombinowali. Nie określili, jakie miały być ciastka - wyszły kakaowo. To może akurat przypadkiem im się udało? Tak dziwnie zrobionej "czekolady z ciasteczkami" to jeszcze nie spotkałam. Szkoda, że "dziwnie" ma tu w pełni negatywny wydźwięk (a ja właśnie często lubię dziwność). Niby zjadliwe to, ale takie, że... jeść się nie chce. Ten cukier po prostu odbierał jakąkolwiek przyjemność.
Takie samo zdanie miała Mama. Nie była w stanie powiedzieć nic, ani o czekoladzie, ani o ciastkach, bo "za bardzo ten sam cukier przeszkadzał. A tak... wszystko jakieś nienajlepsze, ale po co jeszcze go tak dodatkowo dawać?".


ocena: 2/10
kupiłam: Aldi
cena: 4,99 zł
kaloryczność: 530 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, laktoza, ciastka 5 % (mąka kukurydziana, skrobia ziemniaczana, cukier, alkalizowane kakao niskotłuszczowe, tłuszcz palmowy, dekstroza, skrobia z tapioki, aromaty, substancje spulchniające: E503ii, E500ii; sól), mielone orzechy laskowe (cukier, orzechy laskowe), emulgator: lecytyny; aromat

2 komentarze:

  1. Koncepcyjnie dla mnie czekolada byłaby atrakcyjniejsza i lepsza na wielu płaszczyznach bez orzechów. W wykonanie zaś ciastek też być nie powinno, a przynajmniej takich, bo nie lubię chrupania piasku (włączając w ciastka pozostałe podejrzane elementy). Taniość i sól - no, na szczęście znalazło się miejsce dla moich ulubionych nut. Muszę rozważyć zakup waz z zapasem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! W ogóle dowiedziałam się o nich już po zakupie; nawet na logikę mi tam nie pasują.

      Patrz w ogóle na ten piękny skład "mielonych orzechów" - wtf?

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.