niedziela, 22 listopada 2020

J.D. Gross Winter Edition Mousse au Lait Almond & Cinnamon mleczna z musem śmietankowo-mlecznym, cynamonem i migdałami

Wyborowi, którą z czekolad z zimowej serii Grossów z mousse'ami zjeść jako drugą, towarzyszyły sprzeczne uczucia. W głowie słyszałam kłócące się głosy. O dziwo ta chyba była najmniej moja, a parę gorzej zrobionych Chateau obudziło we mnie mały lęk, a przynajmniej podejrzliwość, w kwestii czekolad z cynamonem. Skład tej mówił mi, że nie mam się czego bać, ale znowu kawałki migdałów w mlecznym kremie brzmiały po prostu nudno. Wiedząc zaś, co za mousse'y potrafi stworzyć Gross... Mogło być pysznie. Mogło być... jakkolwiek. Nie pomogło, że niby seria mousse'owata, a tłumacz uparcie pisał "krem", a nie "mus" czy coś. Ta tabliczka była dla mnie zagadką, jak wyjdzie. Nie chciałam więc dłużej przeciągać tkwienia w niepewności.

J.D.Gross Winter Edition Mousse au Lait Almond & Cinnamon to mleczna czekolada o zawartości 32 % kakao nadziewana śmietankowo-mlecznym mousse'em (37,8%) z cynamonem i kawałkami migdałów (5%); edycja limitowana na zimę 2019/20.

Rozrywaniu sreberka towarzyszył atak słodko-ostrego cynamonu, w pełni naturalnego i kuszącego, mieszającego się z równie naturalnym, wyrazistym mlekiem. Pełny, głęboko mleczny motyw podchodził pod śmietankę i mieszał się z czekoladą. Wszystko to było przesłodzone, trochę i słodyczą, i cynamonem drapiące w nosie, ale... jednocześnie szlachetnie waniliowe. W dodatku przy podziale poszczególnych kostek odnotowałam nutkę migdałowych ciasteczek, co już w ogóle ukoronowało smakowitość.

Tabliczka wydawała się dość lepka, ale nie oblepiała sobą palców. Była tłusta, a jednak nie miękka. Przy łamaniu wykazywała twardość, lekko pykała.
Przy robieniu kęsa gruba warstwa czekolady też pykała, ale... spod niej wyciskał się mięciutki mousse, usiany nieprzesadzoną ilością średniej wielkości kawałków migdałów.
W ustach czekolada rozpływała się w tempie umiarkowanym, bardzo gęsto i kremowo. W tłusty, maślano-śmietankowy sposób zalepiała usta, otłuszczała je, ale nie wydała mi się zbyt ciężka.
Tłustość podtrzymał mousse, ale jego była inna: śmietankowo-oleista i jednoznacznie kojarząca się z bitą śmietanką. Mięciutka chmurka, trochę piankowa, trochę właśnie śmietankowa była definicyjnym mousse'em delikatnym i napowietrzonym, cudownym.
Tę miękką mousse'owość zaburzały epizodycznie jedynie kawałki migdałów. Zaburzały, ale... nie przeszkadzały. Stanowiły przerywnik od tłustości. Okazały się lekko chrupiące, świeżo-miękkawe i trafione z wielkością.

W smaku czekolada uderzyła słodyczą o lekko waniliowym charakterze i ogromem mleka. Wydała mi się wręcz śmietankowa sama w sobie i przesiąknięta nadzieniem. Zarejestrowała cynamonową nutę, która podkreśliła ogólną migdało-orzechowość, częściowo płynącą z samej czekolady. Już ona lekko zadrapała w gardle.

Mousse wszedł konsekwentnie rozkręcając smak śmietanki. Był najprawdziwszą bitą śmietanką. Zacukrzoną co niemiara i... mimo że z czasem mignęła mi w niej oleistość, cały czas cudnie mleczną. Niczym słodkie mleko z cynamonem. Ten bowiem pobrzmiewał od początku, ale mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wyszedł wyraźniej, na pierwszy plan. Bita śmietanka i cynamon dominowały. Rozgrzał usta swą słodką pikanterią, nie zaburzając łagodności i uroku śmietankowej bazy. Wydawało mi się, że to właśnie korzenność też drapie w gardle, nie sama słodycz.

Cynamon mieszał się z migdałowo-orzechową nutką, która nasilała się przy kawałkach. Nie musiałam ich rozgryzać, by poczuć ten delikatny akcent. Nakręcił korzenność wtłoczoną w błogą śmietankę.

Bliżej końca, gdy już zaczęłam podsysać i podgryzać pojedyncze kawałki migdałów, całość przywiodła na myśl waniliowo-migdałowe ciasteczka podane do ciepłego i zacukrzonego do gęstości mleka z cynamonem. Mleko... właściwie śmietanka były błogo delikatne, czym nie odebrały cynamonowi charakteru. Rozgryzane migdały wyszły na przód, ale nie zagłuszyły innych smaków, a wpisywały się w nie.
Mimo że dość niepozorne, okazały się pełne smaku. To świeże sztuki, smakujące po prostu sobą. Jeśli były prażone, nie czuć tego.

W posmaku pozostały właśnie migdały w cynamonie i czekoladzie mlecznej. Przez duże M! Czułam ogrom mleka tłustego, takiego otłuszczającego usta jak... jak oleista bita śmietanka? To było także to. Drapanie w gardle słodyczy zostało o tyle uprzyjemnione, że wydawało się poniekąd wynikać z cynamonowości.

Całość wyszła obłędnie. Doskonały mousse o mocno śmietankowym smaku idealnie łączył się z mleczną, trochę waniliową czekoladą. Cynamon był wyrazisty i mocny, ale że w pełni naturalny, okazał się boski, a migdały też mu się podporządkowały, budując korzenność. Wprawdzie słodycz wolałabym niższą, ale to jedna z tych czekolad, w przypadku których zasłodzenie jest pozytywne. Tłustość - tak samo. Mogłaby być niższa, ale jej wydźwięk był niesamowity (bita śmietanka zamknięta w kostkach). Zjadłam sama, dzieląc na dwa dni - jakoś nie zdobyłam się na poczęstowanie Mamy.


ocena: 9/10
kupiłam: Lidl
cena: 7,99 zł (za 188g)
kaloryczność: 584 kcal / 100 g
czy kupię znów: chciałabym (ale np. w przyszłym roku czy coś)

Skład: cukier, pełne mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, olej palmowy, miazga kakaowa, odtłuszczone mleko w proszku, migdały 5%, bezwodny tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, ekstrakt z laski wanilii, olej rzepakowy, cynamon

4 komentarze:

  1. Szkoda, że te tabliczki już są niedostępne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ale nigdy nic nie wiadomo; oferty świąteczne / okazyjne w Lidlu chyba często wracają.

      Usuń
  2. Duża, ale jestem przekonana, że do niej wrócę. Do niej, creme brulee i białej. Przy czym nie najbliższym razem, raczej "w przyszłym roku czy coś" ;) Zacukrzenie i oleistości zupełnie mi tu nie przeszkadzają. Miękkość, lekkość, smaki, konsystencje w rozpływie - to obłęd. Mnie migdały nie przywiodły na myśl ciasteczek. Wręcz przeciwnie, odebrałam je jako wzorowo bakaliowe. W sensie wygryzanie ich skierowało mnie ku czystym migdałom, a nie skojarzeniu z ciastkami. Ocena godna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież ja nie pisałam, że migdały smakowały mi jak ciasteczka, tylko, że gdy się już na końcówce zabrałam za migdały, "całość przywiodła mi na myśl...". Wyobraziłam sobie scenkę z jedzeniem ciastek z migdałami - porządnymi, migdałowo-migdałowymi migdałami, ale jednak w całej tej słodkiej fuzji. W niej, w fuzji było coś ciasteczkowego.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.