sobota, 31 października 2020

(Biedronka) Praliny Halloween Sweets: orzechowe, truskawkowe

Tego posta miało nie być, ale powstał z irytacji.
W tym roku mnie i Mamie bardzo brakowało nam halloweenowej otoczki praktycznie wszędzie i pustki wśród halloweenowego badziewia w sklepach. Chciałyśmy tak... chociaż trochę. Mama w akcie desperacji kupiła jakąś drobnicę na wagę w Biedrze, trochę trując mi głowę, że mogłybyśmy sobie "takie średniaki" przypomnieć, że pewnie jak "te czekoladowe jajeczka sprzed lat, co to człowiek czuł, że kiepskie, ale i tak jadł" (mowa prawdopodobnie o tych od Millano)... etc. Dałam się Mamie namówić na wspólną degustację i przy okazji sprawdzenie, co też sklepy oferują najmłodszym ze względu na fajne okazje. Albo raczej jak wszechobecny jest obrzydliwy wyzysk i polowanie na okazję, by ludowi opchnąć coś niskiej jakości - przysłowiowe g* w ładnym papierku.


(Millano-Baron) Praliny Halloween Sweets to mieszanka mlecznych czekoladek-kulek wyprodukowana dla Biedronki na Hallowen  przez Millano-Baron. Zawiera warianty: orzechowy i truskawkowy. Sztuka waży ok. 10g.

Z naszych obserwacji wyszło, że mimo iż papierki mają różne wzory, kryją dwa smaki. Zarówno u mnie, jak i u Mamy to:
-duch, czarownica: orzechowe z chrupkami
-pająk, dynia, oko: mlecznoczekoladowe z truskawkowym sosem

Wszystkie kulki łączyła wysoka tłustość, wręcz lepkość i miękkawość. Mimo to, w dłoniach się nie rozpuszczały. To typowe ulepki, które łatwo "otworzyć na pół".

Nadziano je byle jak, wystąpiły luki wolnej przestrzeni. Nie podobało mi się rozlokowanie poszczególnych części (tak, można powiedzieć: warstw). Otóż na środku (w miejscu "styku", tam gdzie linia, po której można podważyć je nożem) był krem, a chrupacz lub sos w obu połówkach "na górze", czyli bezpośrednio pod czekoladą.

Warstwa czekolady była średniej grubości. To miękko-plastikowa, naaromatyzowana i zacukrzona czekolada smakująca jak zaskakująco wysoce mleczne, ale jednak jedynie wyroby czekoladopodobne, a nie czekolada. Zajeżdżała waniliną i taniością, przy czym doszukałam się... dziwnej nuty aromatu (jakby owocowego? którego na logikę nie powinno tam być, a który czuję niemal we wszystkich nadziewanych czekoladach Millano-Baron - czyżby to jego pralinki?).

Orzechowe to w istocie "praliny z czekolady mlecznej o zawartości 30 % kakao z nadzieniem (55%) o smaku kakaowo-nugatowym z chrupkami".

podważona
Już wąchając byłam w stanie powiedzieć, że skrywają orzechowy, czekoladopodobny i margarynowy krem, jak również pszenno-chrupkowy dodatek.
Te były nieco konkretniejsze: krem zwarty, a spore, suche chrupki lekkie i chrupiąco-świeże. Tworzyły całą warstwę pod czekoladą, tylko pojedyncze były wtopione bezpośrednio w krem.
Nie podobało mi się takie rozwiązanie, jak i to, że po prostu przesadzili z ilością tych tworów o ostrych krawędziach, odstających od reszty.
Krem odznaczał się bowiem wysoką, miękką tłustością i przypominał połączenie margaryny z ciepłą plasteliną. Był straszliwie proszkowo-ziarnisty od cukru.
Rozpływało się to, zalepiało i maziało, a chrupki kaleczyły podniebienie. Gryzione wprawdzie chrupały, ale... właściwie nie wiadomo, kiedy się za to brać. Obok tej miękkiej masy - niefajnie, zostawić na koniec - boli. Niezgrane i odpychające.

przekrojona
W smaku nadzienie uderzało głównie cukrem i jeszcze większą ilością cukru, by następnie smagnąć chemicznym i wręcz metalicznym orzechem laskowym. W tym czasie po ustach rozszedł się margarynowo-tłuszczowy smak, przedstawiający plastikową czekoladę i plastikowy nugat. 
Pszenne chrupki smakowały niczym, więc tylko tak trochę osłabiły cukrowość i sztucznego orzecha.
Potworność - aż doszłam do wniosku, że sama czekolada z wierzchu jeszcze nie była taka najpodlejsza.

Truskawkowe to w istocie "praliny z mlecznej czekolady o zawartości 30 % kakao z nadzieniem (25%) o smaku czekoladowym i nadzieniem (20%) truskawkowym".

przekrojona
podważona
Zapach napastował agresywną, kwaskawą chemiczną truskawką. Był jednocześnie lekko soczyście-dżemikowy, a w tle czekoladopodobny.

Kulki wydały mi się delikatniejsze, bo oprócz jasnobrązowego kremu znajdował się w nich ciągnący i niemożliwie klejący sos / rzadki żel. Dodano go średnio dużo, raczej przy czekoladzie, ale i w w środek się zapuszczał. A ten był lepkim i straszliwie miękkim, maziasto-rzadkawym kremem. Wydał mi się raczej gładki, acz językiem namacałam też grudki (nierozpuszczony cukier? scukrzony żel?).

W smaku krem wydał mi się straszliwie cukrowy, ale i pozujący na mlecznoczekoladowy... z tym, że oparty na margarynie (i cukrze). Wyszedł więc tanio i słodko-nijako. To figurka czekoladopodobna przerobiona na krem typu Nutella.

Ogromną część uwagi skupiał na sobie straszliwie sztuczny, wręcz gryzący sos. To truskawa z laboratorium, która uderzała wysoką cukrowo-palącą słodyczą i kwasem... cytrynowym? Była podrasowana także w tym kontekście. Czułam w tym nasiloną owocową cukierkowość z aromatu (podkreślającą tą zawartą w czekoladzie). W całej swej straszliwej sztuczności, pobrzmiewała "truskawkowym dżemikiem" i kojarzyła się z żelem z Wedla Mleczna Truskawkowa.
Całościowo w cukrowości trudno doszukać się konkretnych smaków, ale "chemiczny żel" dręczył jęzor bezsprzecznie.

--------------
Pralinki uważam za po prostu nędzne. W pewnym momencie nawet autentycznie miałam na nie ochotę nastawiając, że albo to coś jak baronowe jajeczka z twardawymi kremami i drobnymi chrupkami, albo zwykłe kulki z tanim kremem (jak np. armatnie). Takie, dla "halloweenowego funu" mogłabym zjeść np. po jednej, by tam się z Mamą pośmiać i ponarzekać i nawet nie wiem, czy bym recenzję napisała, ale te były tak złe... że po prostu nie mogłam się powstrzymać. Obstawiałam, że może spróbuję, pokręcę nosem i tyle, bo nie lubię czekoladek-kulek, tego typu produkty mnie nie interesują, szkoda mi na nie czasu i zachodu, a nawet kubków smakowych. Wiedziałam, że mi nie posmakują, więc nie zamierzałam pisać recenzji.
Recenzja jednak powstała, bo mało że niesmaczne. One były po prostu niezjadliwe, także według Mamy. To jedne z gorszych słodyczy, na jakie w życiu trafiłam i... to nawet siląc się na obiektywizm. Jakość podziemia - aż jesteśmy z Mamą w szoku. Ona najpierw próbowała "jeść na części" (jak ja) i uznała, że: "jakby z cukru zrobione, ale widać, że jakiś zamysł był. To znaczy w tej orzechowej to rzeczywiście pod tym cukrem i metalicznością tego orzecha czuć, w tym drugim sosik ciekawy... No takie trochę inne, tylko tak słodkie, że chyba jeszcze nigdy czegoś tak cukrowego nie jadłam." Potem jednak po jednej zjadła w całości (licząc, że tak "nie skupiając się" będzie lepiej) i... "Jednak miałaś rację. Tak parszywe, tak cukrowe i sztuczne, że okropny niesmak w ustach jest, zanim to jeszcze zniknie. Taki metal, laboratorium całe".
Bardzo subiektywnie z tych dwóch smaków orzechowy wydał nam się mniej podły, acz Mama dodała, że "truskawkowy chyba rzadziej spotykany w takiej formie". Niestety akurat "w tym cukry" częściowo zasłoniło (brawo ja - miszcz fotografii), ale to chyba 55 gramów... Przerażające.
W ciemno obstawiłam, że to Millano (nie lubię tej marki i wydaje mi się, że umiem ją rozpoznać), ale w przeciągu paru dni wybrałam się do Biedronki na małe dochodzenie i odszukałam pudło (zamieszczam informacje z niego także jako zdjęcie jako dowód). Wcześniej jeszcze napisałam do Biedronki, ale długo czekałam - stąd wyprawa. Tak, producent to Millano.

Dobrze, że wzięłam się za nie przed 31 października, bo tymi straszydłami zepsułabym sobie fajny dzień - halloweenową pełnię (wiecie, że dziś jest pełnia księżyca?). Smutno mi jednak, to irytujące, że producenci tak bazują na "okazjach" by sprzedać coś, co tylko wygląda (wg mnie nawet nie atrakcyjnie, a tylko tematycznie), nie smakuje.

ocena: 1/10
kupiłam: Biedronka
cena: 1,99 zł za 100 g (Mama kupiła ok. 105g)
kaloryczność: 518 kcal / 100 g
czy kupię znów: haha

Skład: cukier, tłuszcze roślinne w zmiennych proporcjach (palmowy, shea), nadzienie truskawkowe (cukier, syrop glukozowy, przecier truskawkowy 14%, substancja utrzymująca wilgoć: sorbitole; regulator kwasowości: kwas cytrynowy; naturalny aromat, koncentrat soku z czarnej marchwi, substancja zagęszczająca: pektyny), tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, serwatka w proszku, mleko w proszku odtłuszczone, mleko w proszku pełne, chrupki 2,5% (mąka ryżowa, mąka pszenna, cukier, koncentrat soku jęczmiennego, sól), kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, tłuszcz mleczny, orzechy laskowe 0,7%, emulgatory: lecytyna sojowa, polirycynooleinian poliglicerolu; ekstrakt z wanilii; naturalny aromat orzecha laskowego, naturalny aromat

2 komentarze:

  1. "Za namową Mamy dałam się namówić", mówisz? :D

    Opakowania mają kozackie, zwłaszcza to z dynią. Orzechowe nadzienie wydaje się lepsze - tak na starcie. Uważam, że konsystencja jest moja. Zwłaszcza że słodycze są od Millano. Martwi mnie tylko, że mama była zbulwersowana jakością. Może to taki psikus marki na Halloween? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cicho, nic nie widziałaś! Po prostu degustacja tak mi w głowie zawróciła. <3 (Dzięki za wyłapanie - poprawione.)

      Orzech... Można powiedzieć, że się zgadzamy. Ty jednak masz możliwość teoretyzowania "na starcie". Ja dowiedziałam się, jakie to smaki dopiero przekrajając. "orzechowy wydał nam się mniej podły". xD

      Mama też nie lubi Barona, ale chyba nie aż tak, jak ja. "Zbulwersowana" to jednak za dużo powiedziane. Była po prostu przerażona, że może być coś aż tak słodkiego i nie dała rady zjeść.
      Jakość nie odbiega według mnie od innych nadziewanych Baronów (acz jadłam ich niewiele), więc chyba nie masz, co się martwić.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.