czwartek, 29 października 2020

Zotter Labooko India 70 % ciemna z Indii

Po kilku rozczarowaniach drogimi czekoladami, miałam ogromna ochotę na jakąś dobrą i nieoklepaną. Postawiłam więc na zaufaną markę, która w przypadku ciemnych tylko konsystencją potrafi mi podpaść. Reszta to pewniak. Region wybrałam sobie ciekawy, taki od którego przygodę z czekoladami bean-to-bar zaczęłam, a na który potem bardzo rzadko trafiałam. I właśnie akurat m.in. Zottera z indyjskiego kakao już jadłam! Tamten jednak miał 62 % kakao. Jak widać, Zotter cały czas ulepsza, zmienia swój asortyment, toteż byłam ciekawa, co też wykombinował z tym regionem tym razem. Ten bowiem kojarzył mi się bardzo dobrze, a piękne opakowanie i to, że lubię kuchnię indyjską, dodatkowo nastawiło mnie pozytywnie, co też w tej tabliczce odkryję. Ziarna do jej wyrobu zostały kupione od GoGround Beans, kompanię, która obok uprawy kakao i przypraw w regionie Kerala (dokładniej w lesie Malabar) zajmuje się ochroną środowiska.

Zotter Labooko India 70 % to ciemna o zawartości 70 % kakao z Indii z regionu Kerala; konszowała 20 godzin

Gdy tylko rozchyliłam papierek, poczułam delikatny zapach lekkich kwiatów, ziół i przypraw. W tle majaczyły niejednoznaczne, odrobinę podprażone tłuste orzechy (brazylijskie?). Po chwili jednak ziołowość wyszła na prowadzenie, a z kwiatami, chwilowo osamotnionymi, połączyła się subtelna rześkość owoców. Ledwo uchwytna, trochę jak pierwsze letnie owoce... może czereśnie i brzoskwinie? Jakiś pojedynczy świeży daktyl?

Bardzo ciemna tabliczka głośno trzaskała jakby była chrupką i bardzo cieniutką taflą polewy, mimo że w rzeczywistości była twardo-konkretna, zwarta.
W ustach rozpływała się powoli. Zalepiała, zmieniając się w gęsto-tłusty, mazisty budyń, wykazujący lepkość i miękkość. Była zbita, ale nie ciężka dzięki lekkiej soczystości z pogranicza wodniście-owocowej a dziwnej tłusto-nasączonej.

Już przy robieniu gryza poczułam słodkie przyprawy (cynamon i goździki pozbawione jakiejkolwiek ostrości?), by za chwilę odnotować ogólnie wysoką słodycz. Nieśmiało zaznaczyło się przy tym delikatne prażenie, uchwyciłam niezdecydowaną kwiatowo-ziołową nutę. Nagle w szaleńczym biegu wystartował karmel, śmietanka i podsuszone, acz wciąż soczyste daktyle. Te ostatnie jakoś związały karmel z przyprawami. Kręciła się przy nich nutka ziół.

Jako baza wyległy niemal równocześnie orzechy. Tłuste i delikatne, długo trudne do nazwania. Początkowo pomyślałam o brazylijskich i nerkowca, ale jednak jakieś bardziej gorzkawe... Może pekany? Tu znalazła swe miejsce gorzkość. Z czasem wyraźnie poczułam migdały, zaś nerkowce w ogóle zaczęły uciekać w... mleczność? Śmietanka, potykając się o to, zmieniła się w tłuste mleko z cynamonem.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa, jakby z opóźnieniem w smaku (bo już zapach ją sugerował) pojawiła się rześkość... taka niemal wodnista, kwiatowo-ulotna. Należała do owoców jakiś... nieśmiałych czerwonawych? W kolejnych sekundach pojawił się słodki, choć wodnisty arbuz, jasne, ale słodkie czereśnie i coś jeszcze... W rześkość wplątała się ziołowość.

Zrobiło się bardzo ziołowo, chwilowo wręcz aptecznie. Gorzkość nasiliła się, w czym pomogły jej przyprawy. Nabrały mocy. Z tła wyłaniał się korzenny bukiet, może też drzewa, jak już mowa o bardziej roślinnych nutach, co podłapała także orzechowość.

Oto wyraziste migdały pokazały mi się jako... daktyle nadziane nimi właśnie. Daktylowo-karmelowa słodycz trzymała się przypraw. Migdały z tymi tłustszymi orzechami zmieniły się w jakieś chlebki, miazgi... takie trochę raw barowe, podkwaszone (i trochę ziemiste?). Rześkość leciutko pobrzmiewała, a ja wychwyciłam banany. Z tych bardziej wodnistych owoców jeszcze nie do końca słodkie brzoskwinie... A i tak wraz z bananami wprowadziły wręcz słodziuteńkość, może słodyczowo-"dżemikową"? Soczystość... należała tu bardziej do tłustych orzechów i soczystych, świeżych daktyli. Świeżych, ale i suszonych? Po sugestii ziemi, mignęły mi też minimalnie kwaskawe śliwki, ale działo się z nimi to, co z daktylami.

Tę niepewność wprowadzała ziołowa nutka. Ona, jej gorzkość i orzechy / migdały (już mocniej prażone) pod koniec przełożyły się na wyraźne skojarzenie z ziemią i skrytymi w niej zgorzkniałymi orzechami i roślinami. W ziemi kryła się też goryczkowata ostrość... przypraw. Cynamon? Kardamon? Czyżby też słodko-ostre goździki? Przypiekały lekko język, a słodycz wraz z nimi zajęła się też gardłem. Także w ziemię wlały się lekkie owocowe kwaski.

Po zjedzeniu pozostał posmak słodkich przypraw, ze słodyczą nasiloną przez daktyle, pewna rześkość jak arbuzów / winogron, ale bez mocnego ich smaku i niejednoznaczna, tłusta orzechowość. Obok tego wszystkiego z kolei... pyłkowość kakao i przypraw - zarówno smakowa, jak i jako lekko suchszy efekt. Przypominał też taki... jak po wypiciu kawy z ekspresu albo mocnej ziarnistej.

Całość była bardzo wielopłaszczyznowa, ale w sumie konsekwentna. Wszelkie drobne nutki układały się w jedno. Kwiaty i zioła łączyły owoce i przyprawy, dzięki czemu nie wyszło ani zbyt ostro-ciężko (prawie wcale), ani specjalnie owocowo. A jednak oba motywy były wyraźne. Wyraźna była gorzkość, lecz nie siekiera a jako orzechy, zioła i ziemistość, co z kolei nie zagrałoby gdyby nie migdałowe obrobienie. I w końcu słodycz daktyli, karmelu i bananów - gdyby nie wszystko inne może zrobiło by się za słodko? A tak, niepewne czerwonawe (czereśnie, arbuzy) i inne owoce trochę to rozbiły.

O dziwo bliżej niż do Zottera Labooko India 62 % było jej do daktylowo-bananowej i mocno korzennej Mirzam India 65 % z wątkiem czerwonych owoców. Zotter 70 % to nie sama słodycz, a słodycz i gorzkość (kwiato-ziół, przypraw, orzechów i ziemi). Z pierwszym łączy go silna migdałowość.
Ja ją z kolei postrzegam jako połączenie Mirzam z Fair Dunkle Schweizer Bio-Schokolade 70 %, acz o niższej słodyczy. Może nieco zbyt wysokiej, ale wysokiej przyjemnie, bo nie osamotnionej.
Sam producent, określając nuty, do wszystkich owoców "dodawał dżem" - może coś w tym było, że nie mogłam stwierdzić, czy suszone, czy świeże, ale ja dżemów raczej tu nie czułam.


ocena: 10/10
kupiłam: biokredens.pl
cena: 16 zł
kaloryczność: 591 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie wykluczam

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy

2 komentarze:

  1. Dużo różnych owoców i... pojedynczy świeży daktyl. Awww <3 Preferuję szybkie rozpuszczanie, ale sposób jest zacny. Przyprawy korzenne z orzechami i śmietanką/tłustym mlekiem brzmią obiecująco. Jak deser mleczny, budyń czy krem do ciężkiego, jesiennego ciasta. Ziołowości nie chcę, ale to chyba mniej ważna i wyraźna nuta od poprzednich. W końcu "nutka" tylko. Tylko jak po tłustym cieście z masą kremową może pozostać rześkość? Hmm. Zjadłabym, żeby się przekonać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toż tego wszystkiego by się nie poczuło, gdyby rozpuszczała się szybko... Swoją drogą, wiesz, że ja różnicę słowa "rozpuszczać się" (używam w odniesieniu raczej do rzadszych), a "rozpływać się" (na takie gęstwiny zazwyczaj).
      Dobrze wyczułaś. Nie lubię zdrobnień i jak ich używam, to celowo (tak jak łyżeczki do herbaty nigdy nie nazwę łychą / chochlą).
      Może, może, bo ją tchnęły owoce.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.