piątek, 29 stycznia 2021

Tastino Bułeczka mleczna

Do obiektu dzisiejszej recenzji podchodzę... no właśnie, jako do obiektu. Dziwnego, nieznanego i trochę przerażającego, tajemniczego, a jednocześnie ciekawego. Możecie się ze mnie śmiać, ale było to niedługo po Fossa Salted Egg Cereal i te bułeczki przerażały mnie bardziej. Dlaczego? Otóż nigdy nie lubiłam słodkich bułek typu drożdżówki, pączków w ogóle nie cierpiałam, a twory kapciowe były mi raczej obojętne, choć i tak z tej kategorii miały się w moich oczach nieźle. Bułeczki mleczne kojarzą mi się jednak pozytywnie i nostalgicznie z jedną osobą, więc jako twór abstrakcyjny nie podlegają krytyce. Dalej - właśnie tego typu bułeczki w czasach gimnazjum i podstawówki zdarzało mi się jadać. U mnie w domu jadło się je np. z twarogiem (rzadziej z twarogiem i miodem w moim przypadku, bo za słodko trochę), a w szkole skubałam je same. W lokalnych (kiepskich) piekarniach były maślane - Mama wolała właśnie je. Te zaś potem zmieniono na Znakomite (suche i obrzydliwe wg mnie). Po latach jednak jakoś "mi się zapomniały" i w ogóle stały się tworem nie w moim guście, ale że Mama niedługo po muffinkach Firenze przypomniała sobie i o nich, po czym je kupiła, też postanowiłam spróbować. W ramach tych powrotów, które jak widać... na marnych ocenach kończą. Naszła mnie jednak szatańska ochota na "poskubanie tak czegoś" na serialu (gra słów zamierzona, akurat oglądałam netfliksowego Lucyfera). Czasem też po prostu lubię wyrabiać sobie opinię na temat tworów, które potencjalnie mogę czuć w czekoladach (np. biszkopty Auchan), o których czuję, że mam mylne wyobrażenie (Milky Way) czy słodyczowo-innych (miody, chlebki, które mi jakoś uciekły w zapomnienie).

Tastino Bułeczki mleczne to "pieczywo pszenne drożdżowe z mlekiem odtłuszczonym" marki własnej Lidla; opakowanie zawiera 10 sztuk.

Po otwarciu torby poczułam bardzo słodki, mleczno-maślany zapach typowo słodkobułeczkowy, na który błyskawicznie naskoczył nachalny, nieprzyjemny zaduch starego, suchego ciasta do makowca... Makowca bez maku? Podrasowany był chemią, lekką kwasowością, co odebrałam jako skarpetowo-duszne. W pierwszej sekundzie złudnie przyjemny, a po chwili odpychający.

Wyjęta bułka była wysoka, uginająca i odginająca się z powrotem oraz lekka, mimo że dość zwarta. Wydała mi się jakaś... spotniała od worka i bardzo natłuszczona, pozostawiająca tłuszczowo-mokrą warstwę na rękach.
Bułeczki te schły bardzo szybko. Od wyjęcia do końca sesji zdjęciowej mocno, nieprzyjemnie się już podsuszyła (więc wzięłam sobie kolejną, której końcówka - zanim ją zjadłam - też już wyschła).

Tradycyjnie zaczęłam zrywać z niej twardszą, suchawą i jednocześnie natłuszczoną skórkę. Dostrzegłam na niej jakieś dziwne, jakby foliowe fragmenty tłuszczu. Następnie wzięłam się za wnętrze. Kojarzyło mi się z suchą, a jednak natłuszczoną chałką, która w ustach miękła i rozpływała się. Robiła to powoli i zalepiając / zapychając. Wlepiała się w zęby, gęstniała. Była nieprzyjemnie zapychająca i sucho-tłusta. Chwilami wydawała się wręcz kruszyć.

Od początku czułam w niej słodycz, ale na szczęście nie taką bardzo wysoką. Wierzch wyszedł zdecydowanie mniej słodko, niż środek. Smak skórki był mocno wypieczony, wręcz zbyt przypieczony jak ciasto makowca-rolady.

Niestety całość była za to podszyta chemiczną nutą bułek z worka, lekką "ukwaszoną" kwasowością.

Wszystko to osadziło się w pszenno-drożdżowym otoczeniu. Bułeczkowo-słodkawa bułka, zwłaszcza wewnątrz delikatna, rzeczywiście smakowała trochę mlekiem. Odebrałam ją także jako lekko maślano-margarynową, co jednak było tak zrównoważone, że nie ciężko-tłuste.

Słodycz wraz z jedzeniem (im więcej wnętrza) wzrosła, ale mimo że prosta, nie porażała cukrowością. Uważam ją za dosłownie na granicy przesady (bułeczka jedzona osobno może i by mnie nieco nią zmęczyła)

Memłana w ustach, po paru kęsach wydała mi się trochę w tym duszna. Sztuczność i chałkowość były zatłuszczone smakowo. Niestety, chemia podyktowała skojarzenie z margaryną (której w składzie nie ma). W trakcie jedzenia z mlekiem zsiadłym / kefirem, nie było to aż tak strasznie napastliwe.

Po każdym kęsie zostawał kwaśno-sztuczny posmak, chemia i duszność. Mi kojarzyło się to ze starym makowcowym ciastem, które się już octwowo podkwasiło i zaczęło nieprzyjemnie walić margaryną i dziwną, skarpetową słodyczą. Po jednej nie miałam ochoty na więcej. Posmak był zwielokrotniiniem nieprzyjemnych nut.

Zjadłam jedną, podzieliwszy na 3: samą, z mlekiem zsiadłym, z kefirem. Bez czegoś mokrego czy mlecznego do popitki jakoś zbytnio mnie zalepiała-zapychała. Nie dałabym rady zjeść jej osobno, bo zbytnio mnie odpychało. Co więcej, wszystkie mleczne twory niwelowały nieprzyjemny posmak.

Bułeczki zaskoczyły mnie, że przynajmniej straszliwie słodkie nie były. Niestety jednak nie były... jakiekolwiek, a ich sztuczność przerażała. To jeden z tych produktów, który w sumie można zjeść jako jednorazowa zachcianka i tyle, bo tak to wiem, że nie kupię - cały wór by mnie wykończył, zanudził. Nie jem posiłków na słodko, więc zjadłam to jako słodycze, a ze słodyczy to po prostu wolę coś innego (czekoladę).
Niby bardziej zjadliwe od muffinek Firenze, ale niesmaczne. Resztę oczywiście zjadła Mama. "One schną w sekundę! A tak to niby nie złe, ale bezpłciowe. Dan Cake mówiłam, że mi za słodkie, a te nie smakują niczym konkretnym". Jadła je sobie z serem żółtym lub twarogiem, dżemami itp.
Jedną spróbowała z kremem czekoladowym, którego trochę jej podkradłam, by tak też spróbować, bo to ponoć klasyczne połączenie i... muszę przyznać, że były na tyle neutralne, nieprzesłodzone, że... miało to sens (z tym, że sam krem mi nie pasował). Posmarowane to-to czymś słodkim poszło w kierunku zwykłej, pszennej bułki, w dodatku chemicznej, więc mnie, nienawidzącej zwykłych bułek, po dwóch gryzach cofnęło... Jak bułki jednak ktoś lubi, te nie powinny go wyjątkowo odpychać.


ocena: 3/10
kupiłam: Lidl (Mama kupiła)
cena: 5,69 zł (za opakowanie 400g)
kaloryczność: 356 kcal / 100 g; 1 sztuka 40g - 142 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: 50 % mąka pszenna, 31 % odtworzone mleko odtłuszczone, cukier, jaja, olej rzepakowy, drożdże, sól, słodka serwatka w proszku, emulgatory: mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych, stearoilomleczan sodu; substancja zagęszczająca: sól sodowa karboksymetylocelulozy; naturalny aromat

7 komentarzy:

  1. Makowiec bez maku, zapachy w domyśle i tym podobne - lubię nasze twory logiczne :P Wkurza mnie suchość i jednoczesna tłustość tego typu buł, niemniej lubię je z całą paletą nieidealności. Że sztuczne, też spoko. No i lubię zwykłe bułki. Kupić nie, acz dostać bym mogła cały worek 400 g.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet uwielbiam te twory! A taak, na "makowca bez maku" teraz to aż w głos się roześmiałam.

      Ja za czasem aż nie mogę nawet sobie wyobrazić, jak oni to robią, że coś jest tak tłuste i suche jednocześnie. Mam teorię, że to tłustość oleju (obojętne jakiego) daje taki efekt. Opieram to na przykładzie ciasta sękacz, takiego domowego, porządnego. Jak stał dłuuugo bez pojemnika z wodą w środku, np. nieowinięty niczym, potrafił wyschnąć i był suchy, ale to była inna suchość - taka wyschnięta. Wtedy też nie wydawał sie już tłusty (a to przecież ciasto biszkoptowo-maślane, masło inaczej się zachowuje niż oleje).

      Ja bym umarła, gdybym z całym workiem musiała się rozprawić. To dla mnie jeden z tych produktów, które powinny być pakowane po 1-2 sztuki. Bo łatwo sobie wyobrazić, że ludzi nachodzi ochota jednorazowa.

      Usuń
  2. Ja uwielbiam zarówno zwykle bułki jak i takie bułeczki mleczne ^^ z tej firmy nigdy nie jadłam, zawsze wybierałam te z Biedry ;D kojarzą mi się z wycieczkami szkolnymi albo koloniami, brało się wtedy taki worek (zwłaszcza w lato, bo bez czekolady, to się nie roztopią w ciepłe) i żarło się całą grupką znajomych :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja przyjaciółka z gimnazjum potrafiła na raz opylić połowę worka właśnie bułek z czekoladą z Biedry. Tu jednak moje rozeznanie się kończy. Takie rzeczy z kawałkami czekolady to zupełnie nie dla mnie rzecz.

      Usuń
  3. Dla mnie to w ogóle zakazany twór z tego względu że kalorii ma od groma ... a ja bym musiała zjeść właśnie pół worka żeby się najeść ... niestety ostatnimi czasy poprzewracało mi się w głowie :( jem za 2 osoby i rosne w oczach. Płacze i jem i tak z łakomstwa i wstyd mi patrzeć w lustro a do ludzi iść to już w ogóle :'(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A smakowo wydają Ci się ok?

      Współczuję. Jeśli czujesz potrzebę wygadania się, pisz mailowo. Duszenie w sobie to złe rozwiązanie, a "iść do ludzi" - myśl o sobie i o tym, abyś to Ty dobrze się czuła!

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.