Chałwy w swoim życiu za wiele nie przejadłam, ale teoretycznie bardzo lubię jej smak. Realnie jest mi za słodka i zbyt zalepiająca. Normalnie, żeby nie psuć sobie myślenia o niej, raczej żadnej bym nie kupiła... Moje Tesco jednak zostało zamknięte. Gdy ogłoszono tę decyzję, z Mamą ruszyłyśmy się zaopatrzyć w produkty marki własnej, które lubiłyśmy. Wiedziałam bowiem, że nie będzie mi się chciało jeździć na drugi koniec miasta po pojedyncze rzeczy. Od wielu lat miałam zamiar spróbować chałwę z Tesco z fistaszkami i zawsze stwierdzałam: "poczeka", "kiedyś tam". Znalazłam się jednak pod murem! Musiałam ją kupić. Jak więc już miałam chałwę z dodatkiem, niestandardową...
Gdy Mama kupiła limitowane, dość dziwne jak na chałwy, smaki Odry... byłam mięciutka i plastyczna na sugestie, że "może jeszcze takie, też z dodatkami do porównania". Jak ta kobieta mnie zna! Nie byłam przekonana ani do smaku karmelu w chałwie, ani tym bardziej do soli. Patrząc na skład, bałam się... W zasadzie planowałam oddać ją Mamie z powrotem, nie próbując. Pomyślałam jednak, że to chyba za dziwne smaki, by miały mnie ominąć. I tak zdecydowałam się na zaczęcie od wariantu bezpieczniejszego, choć trochę kojarzącego mi się z niezłym pomysłem Wedla:
pomarańczowo-piernikową. A decyzję przyspieszyłam, bo mimo jeszcze obiecanych 5 miesięcy ważności, chałwa trochę popuściła - opakowanie było mokre od oleju! Całe szczęście, że trzymałam ją ze słodyczami "potencjalnie dla Mamy".
Odra Chałwa sezamowa z czekoladą i skórką pomarańczową to chałwa sezamowa z czekoladą ciemną o zawartości 70 % kakao i kawałkami kandyzowanej skórki pomarańczowej; edycja limitowana na zimę 2019/20.

Już otwierając poczułam smakowite połączenie goryczki sezamu i skórki pomarańczowej, bardzo znaczących dla bardzo słodkiej chałwowej bazy. Była przy tym zaskakująco soczysta, a ogół jak najbardziej kuszący.
Niestety jednak... z chałwy coś aż się lało ( to z kolei odrzucało): lepiąca wydzielina z... oleju, słodkiego syropu i jakby czegoś wodnistego? Odsuszałam to ręcznikami papierowymi bez końca. Ze zdziwieniem odkryłam, że nie był to sam tłuszcz. I tu po raz pierwszy pomyślałam, że dodatki chyba zmielono / stopiono i wmieszano w masę chałwową, a nie że dosypano kawałki. Nawet kolor wydał mi się dość ciemnawy jak na chałwę.
 |
| dowody zbrodni |
Mała chałwa okazała się bardzo twarda. Przełamywana szła w strzępy, a kroić... było ciężko. Spróbowałam, ale nóż udało mi się wbić do połowy, reszta ułamała się. Te strzępy jednak też nie były takie, jak w normalnej chałwie. Kryły dziwne białe włókna - w pierwszej chwili wystraszyłam się, że patrzę na robaka, ale to chyba "coś", co się zrobiło z cukru i syropu glukozowego.
Mimo tłustości i pewnej soczystości, okazało się to zaskakująco kruche. Kruche i twarde, więc jedzenie widelczykiem było prawie niemożliwe.
Właśnie już przy jedzeniu spotkało mnie kolejne zaskoczenie. Oto chałwa była twarda, a w ustach niemal natychmiast częściowo się rozpuszczała, wykazując lekką soczystość. W ciągu następnej sekundy pozostała już tylko twarda, cukrowa gruda i dziwne włókna jak z plastiku (z czasem też się powoli rozpuszczały). Te jej strzępy... nie były chałwowe, a... dziwne (jak kamienne cukierki?). Przypominała... kawałek Daima albo wyjątkowo spory dodatek z Toblerone. Przylepiała się do zębów, w inny sposób niż zwykłe chałwy. Typowego dla chałwy skrzypienia prawie nie uświadczyłam; o delikatności mowy nie ma. Może tylko złudna suchawość.
Skórek przeciętnej wielkości znalazłam w niej zaskakująco sporo. Okazały się miękkie, nasączone i lekko cukrowe. Z jednej strony złe, z drugiej nie aż tak jak chałwa.

W smaku od początku poczułam wysoką słodycz i soczysty smak soku pomarańczowego.
Zaraz jednak pomarańcza zrobiła się bardziej goryczkowata, odsunęła się na tył. Wyraźniej rozszedł się smak bazy.
To wyrazisty sezam o zadowalającym poziomie gorzkości, wymieszanej z mnóstwem słodyczy. Nie odebrałam jej jako czysto cukrowej, acz niestety coś mi właśnie w niej nie grało. Pobrzmiewała czymś sztucznym, bliżej nieokreślonym, ale na szczęście nie stało to na pierwszym planie.
Goryczka sezamu mniej więcej w połowie wzrosła, dołączyła do niej nutka kakao. Lekko goryczkowato-cierpkie, dodatkowo osłabiło słodycz.
Po wszystkim pozostał posmak głównie pomarańczy, obrzydliwe zasłodzenie spowodowane nie tylko cukrem oraz goryczkowaty motyw sezamu. W gardle paliło, a usta wydawały się straszliwie otłuszczone.

Po pierwszym, malutkim skubnięciu-kęsie obrzydziło mnie to do tego stopnia, że chciałam wszystko szurnąć do śmieci i mieć spokój, ale jak już poznałam, z czym mam do czynienia, jak powiedziałam sobie, że taka struktura - choć tragiczna! - nie zabije mnie... Próbowałam to rozwalać widelczykiem i pozwalać temu rozpuszczać się w ustach, bo pogryźć się nie dało. No, a jednak chciałam coś tam zjeść, by zrecenzować... I tak zmęczyłam połowę.
Zaskakująco nie przesłodzona, niestety mająca dziwny wydźwięk słodyczy. Czekolada (rozpuszczona?) wzmocniła goryczkę sezamu, ale jako czekoladowej chałwy tej nie odebrałam. Skórka w zasadzie wyszła znośnie... Gdyby tak zamiast syropu był tylko cukier, obstawiam, że byłaby to chałwa świetna. A tak nie dość, że popsuł smak to jeszcze sprawił, że konsystencja to jakaś kpina.
Drugą połowę oddałam Mamie. Według niej to nie chałwa, a jakaś tragedia: "Tego się pogryźć nie dało! To ma być chałwa? To jakiś dziwny kamień i tak dziwnie się utwardzało." Żeby powiedziała coś o smaku, aż musiałam cisnąć, bo przez strukturę chyba prawie nie zwróciła uwagi: "No smak jak smak, wolę te zwykłe chałwy". Drugi wariant postanowiłam oddać. Ta i tak była obrzydliwa, więc jak jeszcze pomyślałam o dodatku cukru z masłem i solą, byłam pewna, że to nie dla mnie.
(Btw, utwierdziłam się w tym, powąchawszy, gdy Mama jadła. Poczułam bowiem maślaną krówkę i palone masło. Od razu pomyślałam, że ni jak nie chciałabym tego mieszać z chałwą. Potem... zobaczyłam, jak Mama wyciąga z ust karmel (a uwielbia karmel!). Tłumaczyła, że "Tego się pogryźć nie da... a i chałwy przez to nie czuć. Ale chyba sama chałwa lepsza niż ta czekoladowo-pomarańczowa.")
ocena: 2/10
kupiłam: Kaufland (Mama kupiła)
cena: mówiła coś o 2,50 zł (za 40g)
kaloryczność: 526 kcal / 100 g; sztuka (40g) 210 kcal
czy kupię znów: nie
Skład: miazga sezamowa 41 %, syrop glukozowy, cukier, czekolada ciemna o 70% zawart. kakao 4% (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa), kandyzowana skórka pomarańczy 4% (skórka pomarańczowa, syrop glukozowo-fruktozowy, cukier, regulator kwasowości: kwas cytrynowy), olej rzepakowy, tłuszcz palmowy, aromaty, białko jaja w proszku