czwartek, 24 września 2015

Kinder Joy

Nigdy nie ukrywałam, że mam słabość do niektórych produktów o tak potwornym składzie, że można już tylko usiąść i płakać nad nimi... albo je zjeść. Produkty kinder, mimo, że straszliwie słodkie i tłustawe, zawsze raczej lubiłam. Z wieloma rzeczami mam tak, że mimo, iż ślinię się na samą myśl o nich, nie kupuję ich. Na świecie jest po prostu za wiele nieznanych smakołyków do odkrycia.

Jednego grudniowego dnia naszło mnie jednak na Kinder Joy, którego nigdzie nie mogłam znaleźć przez parę miesięcy. Byłam już tak zdesperowana, że zaczęłam szukać go w internecie, aż nagle... znów pojawił się w sklepach na lato. Wiadomo, w końcu to letni produkt, nie? No tak, też się właśnie o tym dowiedziałam.Tyle to już dawno na nic słodkiego nie czekałam! Co zrobiłam? Oczywiście, że kupiłam.

Zapomniałam tylko o jednej, zasadniczej rzeczy. Ostatnio, gdy jadłam Kinder Joy, czyli kulki waflowe posypane kakao w kremie mlecznym i kremie orzechowo-kakaowym, nie jadłam jeszcze czekolad typu Zotter, Morin, Vivani, a moje spojrzenie na słodycze było zupełnie inne. Gdy przyszło co do czego, czyli do rozerwania jajka na pół, byłam już nieziemsko ciekawa, jak teraz odbiorę ten produkt. Byłam świeżo po spróbowaniu Kinder Bueno Dark, więc miałam bardzo złe przeczucia, ale w końcu pomyślałam, że aż tak gust mi się na pewno nie zmienił. W końcu, Kinder Bueno nigdy nie lubiłam, to nie dziwne, że i ciemna wersja mi nie smakowała. White to już co innego, tak samo, jak Kinder Joy.

Ledwo rozerwałam dwie połowy opakowania bez strat w paznokciach. Zabawkę zostawiłam na później, na razie zajęłam się częścią do zjedzenia. Pachniała słodyczą mleczno-czekoladową, ale inaczej niż znane wszystkim kinderki. Tutaj narodziło się pytanie: od czego zacząć?

Wyłuskałam waflową kulkę.

Kakao zaraz zaczęło się rozpuszczać, ale jak można się domyślić, bez żadnych wytrawnych nut. To było takie słodkie, jakby puste kakao. Zero cierpkości, smak przytłumiony, pozbawiony walorów. Wafelek przyjemnie chrupnął pod zębami; ten to był dobrze wypieczony i miał smak typowych wafli do lodów, sprzedawanych na gałki. Taki nieco papierowy. Może minimalnie mniej od nich słony. 
A wnętrze? O wnętrzu kulki na opakowaniu nie ma nic, więc chyba producent sam nie wiedział. Nie dziwię mu się, bo brązowy krem w środku jest po prostu słodki i tłusty. Konsystencję ma zbliżoną do Nutelli, nietrzymanej w lodówce. Jest równie tłusty, i mimo, że jest go mało, przez ten czynnik wydaje się strasznie toporny. W smaku było to odrobinę czekoladowe, może jakby z pseudo-orzechowym posmakiem. W zasadzie ciężko to stwierdzić, bo w sumie i tak czułam głównie cukier.
Kulki były słodko-nijakie, ale przynajmniej chrupiące, co i tak nie wróżyło dobrze dla kremu.

Wierzchniej warstwy kremu, o kolorze brudnej bieli, było znacznie więcej, niż orzechowo-kakaowej. Miała mieć smak mleczny. Jak było w rzeczywistości? Gdy tylko gęsty krem znalazł się w moich ustach, wiedziałam, że nie chcę ani odrobiny więcej. Tłuszcz! Sam tłuszcz; czułam go wszędzie. Miałam wrażenie, że właśnie umieściłam na języku grudkę margaryny wymieszanej z cukrem i mlekiem w proszku. Straszliwa słodycz zaczęła drapać mnie w gardle. Czułam warstwę tłuszczu na ustach.
Krem wcale nie był kremowy. Konsystencję miał... przypominającą olej wymieszany z proszkiem. Jeśli już o proszku... miało to smak zatęchłego mleka z dodatkiem minimalnie waniliowym. Oczywiście z cukrem. 

Dolna warstwa, ta ciemna, była równie tłusta, ale wydała mi się znacznie mniej proszkowa. Czuło się tu słodkie kakao, w wersji uładzonej, czyli bez głębi i cierpkości, a także orzechy laskowe. To była silna nuta i muszę przyznać, że razem z chrupiącymi kulkami, ratowało to sytuację. Smak orzechów był wręcz naturalny. Szkoda, że oprócz tego, znalazło się w tym tyle cukru, bo orzechy potrafią naprawdę wiele zdziałać, jednak w tych proporcjach z cukrem... poległy. W zasadzie, dzięki cukrowi, nie wyczułam aż tak bardzo, żadnego margarynowego posmaku (to objawiło się tylko w postaci tłustej warstwy na języku, ustach itp.)

Całością jestem zszokowana. Było tłusto i słodko, z elementami naprawdę obrzydliwymi. Niby nie była to najgorsza rzecz na świecie, ale... co się stało ze wspaniałym, delikatnym smakiem kindera? Serce mi się kraja przy tej recenzji, nie mówiąc już o wystawieniu oceny, nad którą myślałam naprawdę długo. Było to mniej margarynowe od Kinder Bueno Dark, na pewno lepsze od Kinder country cream & crock, ale... cream & crock było recenzowane jakiś czas temu i otrzymało 5/10. Idąc tym tropem, skoro Joy jest lepsze, ale... to po prostu mniejsze zło, nie mogę mu wystawić 6. Postanowiłam obniżyć ocenę dla cream&crock, żeby wszystko się zgadzało.


ocena: 3.5/10
kupiłam: Kaufland
cena: około 3 zł (?)
kaloryczność: 555 kcal / 100 g, sztuka (20g) - 111 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcze roślinne (palmowy, shea), mleko odtłuszczone w proszku (13%), orzechy laskowe (7%), mleko pełne w proszku (5%), mąka pszenna, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu (2,5%), miazga kakaowa, skrobia pszenna, emulgator: lecytyny (soja); olej słonecznikowy,  tłuszcz kakaowy, białka mleka, substancje spulchniające (wodorowęglan amonu, wodorowęglan sodu), wanilina, sól.
Składniki mleka: 18% - Składniki kakao: 3,5%.

Nawet zabawki już nie tak fajne, jak kiedyś.

38 komentarzy:

  1. charlottemadness24 września 2015 05:43

    W dzieciństwie jadłam tylko tradycyjne Kinder niespodzianki, z resztą mój przedział wiekowy nie objąłby tych nowości Joy itp. :v .Z resztą zawsze można poczuć się znów dzieckiem i kupić to Kinder jajo jak Ty :D. Do dziś pamiętam ten smak tradycyjnego Kinder jaja, który zamulał smakiem masakrycznie, a pomimo to go się jadło :D.Choć ja byłam chyba bardziej zaciekawiona zabawkami niż samym "jajem" :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie... w czasach mojego dzieciństwa też ich nie kojarzę, ale nigdy nie zwracam uwagi, czy jakieś słodycze są przeznaczone dla dzieci, czy nie. :P
      Chociaż chyba nie warto wracać do produktów z przeszłości, bo... no właśnie, oto efekt.

      Usuń
  2. Tak mówiąc prawdę to nigdy nie jadłam tej wersji Kindera więc i kłócić się do oceny nie mogę. A zresztą, po Bueno Dark nie mam zamiaru podważać czyjejś negatywnej oceny Kindera, nawet z sentymentu. A zabawki teraz to badziewie. Kiedyś częściej się trafiało na porządne figurki, teraz raz na ruski rok :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż nie chce mi się wierzyć, że kolejna firma po prostu się zepsuła. Chociaż teraz, w sumie nawet nie widzę w sklepach dzieciaków kupujących te, czy klasyczne, kinder jaja.

      Usuń
  3. To aż przykre, jak łatwo zawieść się na czymś, co kiedyś było dla nas najlepszą rzeczą na świecie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba raz czy dwa jadło to jajko moje dziecko ,ale jak to dziecko nie marudziło . Sama nie próbowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I lepiej nie próbuj. :P Taak, wiadomo... dzieci to lubią aby słodkie, ale teraz mnie ciekawi, jakim cudem nie mają po tym mdłości.

      Usuń
    2. U mnie Jasio jak jest coś bardzo słodkie to i zwrócić potrafi to jednak gdzies te granice mają:)

      Usuń
    3. Raz, drugi i może wcale do przecukrzonych rzeczy się zniechęci.

      Usuń
  5. Jeszcze nigdy nie jadłam kinder joy, ale niedawno kupiłam zwykłe kinder jajo i w niespodziance był niebieski kucyk <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Szlag niszczysz moje dzieciństwo ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pociesz się, że swoje wspomnienia i zdanie o kinder z dzieciństwa też zniszczyłam. :P

      Usuń
    2. i moje... Ale i tak je kocham :D Bałam się czytać tą recenzję, ale w sumie Cię rozumiem, i że po próbowaniu innych pyszności Ci nie smakuje. Ale ja jestem szarym przeciętnym konsumentem i dla mnie jako ,,nim" to jest to muląca pyszność :D

      Usuń
  7. Według mnie Kinder Niespodzianka jest lepsza:)ma też lepsze zabawki;)Jednak za tę pieniądze i tak lepiej kupić tabliczkę czekolady.Mam pytanie: jadłaś może Vivani mleczną z orzechami?bo widziałam u siebie w KAUFLAND i zastanawiam się nad kupnem:)
    Pozdrawiam Gwiazdeczka*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat mlecznej z orzechami nie jadłam, ale na moim blogu znajdziesz recenzje innych Vivani i po nich można stwierdzić, że firma pewien poziom reprezentuje. ;)

      Usuń
  8. Chyba kiedyś były lepsze, teraz rzeczywiście są tłuste. A co do zabawek... tęsknię za starymi ręcznie malowanymi figurkami. Chociaż w różowej kinderce są kucyki My Little Pony ^^. Stara, a głupia jestem xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Te figurki były cudowne! Kucyki? Nigdy ich nie lubiłam, może z wyjątkiem jednej z pierwszych, rysunkowych wersji.

      Usuń
  9. Za mojego dzieciństwa też nie było tego Joya, więc w sumie może jadłam go z raz, kiedyś i nie za bardzo pamiętam. W sumie bym spróbowała, ale po takiej recenzji to strach się zbliżać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joy nie jest i moim smakiem dzieciństwa, ale i tak zawiodło i zniszczyło wspomnienia związane z samą firmą.

      Usuń
  10. Yesssss, wreszcie ktoś podziela mój brak entuzjazmu wobec tłustego i nijakiego Dżoja. Jeszcze zjedź Kinder Country i będziemy w domu :D Potem przyjdzie kolej na Daimy, Toblerone, maliny i wiórki, aaale to spokojnie, wszystko z czasem ]:->

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Country bardzo mi smakowało... Jakieś dwa lata temu, ale termin konfrontacji z nim już jest bliski. Co z tego będzie? Sama nie wiem. ;) Ale, tu Cię rozczaruję, Toblerone niezmiennie lubię, tak jak wiórki. ;P

      Usuń
  11. Wiesz co? Ja chyba nigdy tego nie jadłam. Oczywiście kindera znam doskonale, wszystkie jajka niespodzianki czy kinderki jako batoniki mleczne jadłam na potęgę i jadam chętnie do dziś. Tego z kolei no zupełnie nie kojarzę, szok. Kojarzę na półkach, kojarzę z Internetu natomiast smaku zupełnie nie więc przypuszczam, że go po prostu nie próbowałam. Nic dziwnego, bo nie lubię takich małych rzeczy co są ledwo na dwa machnięcia łyżeczką, zasłodzą Cię i masz ochotę się potem rzucić na czekoladę, bo tym maleństwem się przecież nie idzie najeść. Jakoś mnie ta forma nie przekonuje... ja to chyba muszę sobie mieć co pochrupać, pogryźć, a jak jeść coś łyżeczką to porządny jogurt lub lody, a nie takie coś. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dokładnie tak samo! Ale! Zbyt wielkich paczek, tabliczek też nie lubię.

      Usuń
  12. rzyznam, ze nie spodziewałam się aż takie słabej oceny. Może i zgodz sie z tą tłustością, ale proszkowate? Toż to (prawie) moje ukochane jajko z dzieciństwa! Bo kiedy tylko widziałam w sklepie Kinder Niespodziankę, nie dałam rodzicom spokoju, aż mi ja kupili. A niemieckie Duplo nadal pozostaje moim ulubionym wafelkiem obok Knoppersa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie jestem pewna, czy Duplo jadłam. Coś mi się kojarzy, ale teraz, po tych kinderkowych rewelacjach, na pewno prędko po nie nie sięgnę, o ile zrobię to w ogóle.

      Usuń
  13. Zawsze wolałam tradycyjne jajo od tego. W sumie mniej więcej się zgadzam z Twoją opinią.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jadłyśmy je nałogowo jak byłyśmy w czwartej klasie podstawówki, bo wtedy dopiero weszły na rynek :P Smakowały nam jak nie wiem, ale teraz chyba nie koniecznie chciałybyśmy je znów spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ponowne próbowanie możecie sobie z czystym sumieniem odpuścić. ;)

      Usuń
  15. O matko! :D Joy to produkt mojego dzieciństwa. :D Zawsze mocno pożądany przeze mnie i moją kuzynkę, bo dosyć rzadko dowozili do naszego sklepu. Ale jak już ten Kinderek był to … łohoho. :D Raz, że radość z zabawki, a dwa, z kulek, no ale my zawsze jadłyśmy to tak, że całość ''dziabdziałyśmy'' i mieszałyśmy - wtedy miało najlepszy smak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście wątpię, by teraz można było tu o jakimkolwiek najlepszym smaku mówić, haha.

      Usuń
  16. Jak byłam mała to je uwielbiałam, teraz to już dłuugo nie jadłam i nie będę, za drogie i za małe.. :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Aaa! jako dziecko uwielbiałam kinder joy *.* szkoda że tak słabo wypadło, ale podejrzewam że i mnie teraz nie będzie smakować ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja do Kinder mam straszną słabość, bo jest to mój smak dzieciństwa (a kogo nie jest?!:P). Kinder Joy pamiętam, że dostawałam tylko w nagrodę, bo to taki słodyczowy ''luksus'' był. W sumie dawno nie jadłam, chyba ze 3 lata! Ciekawe jak by mi teraz smakował :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie by nie smakował. :P
      Oj, kiedyś człowiek miał niskie standardy luksusu.

      Usuń
  19. Moim wspomnieniem z dzieciństwa jest zwykła Kinder Niespodzianka, ale nie chcę do niej wracać - lubię swoje dorosłe życie i jego smaki. Pozostałe wyroby spod szyldu Kinder są mi zupełnie obojętne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak - mój smak dzieciństwa to też klasyka, a to... to zawsze była dla mnie taka trochę niewiadoma, a parę miesięcy temu, gdy to kupiłam, łudziłam się, że wciąż takie rzeczy mogą mi smakować.

      Usuń
  20. Ja dziś kupiłam to coś bratankowi. Chciałam kupić mu kinder niespodziankę, która co prawda też ma słabą czekoladkę, ale niech mały sobie robi kolekcję ludzików. Zjeść zjadł, ale dodatek do tego to jakaś porażka - kawałek kartonika z jakąś postacią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle zapomniałam o tej recenzji - taki staroć.
      Taak, kiedyś to w niespodziankach jakieś ładne figurki były, a teraz? Kpina, skład i wszystko okropne, a cena nieźle wywindowana.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.