poniedziałek, 21 grudnia 2020

(Słodki Przystanek) Beskid Madagaskar Ambanja Superior BIO Dark 100 % ciemna z Madagaskaru

Niewielu markom ufam w kwestii wykonania czekolad o zawartości 100 % kakao, tak samo jak uważam, że niewiele regionów się nadaje na taką zawartość dla mnie. Ogólnie nie jest to moja ulubiona kategoria czekolad, ale... ale właśnie setki z Madagaskaru przeważnie bardzo mi smakują, a czekolady Beskidu... kocham. Szykowało się więc wspaniałe combo!

Beskid Madagaskar Ambanja Superior BIO Dark 100 % to ciemna czekolada o zawartości 100 % kakao z Madagaskaru z regionu Ambanja (północna część).

Rozchylając papierek poczułam intensywną ziemię i gorzkie nibsy, niemal słód, od którego to odpłynęło soczyście-piwne skojarzenie. Skojarzenie z piwem... mocnym, ale z owocową nutą. Pod ziemią kryły się bowiem goryczkowato-kwaśne, ledwo słodkie grejpfruty i inne cytrusy, w tym na pewno soczyście kwaśna cytryna. Kwach jednak stopowała rześka cierpkość, kojarząca się nieco z płatkami kwiatów... albo raczej masą / kremem z nich. Zapach zapowiadał siekierę.

W dotyku niemal czarna tabliczka wydała mi się ślisko-tłusta, a przy łamaniu nie tak twarda, jak mogłabym się spodziewać. Trzaskała ładnie, ujawniając gęsty przekrój z paroma pęcherzykami.
W ustach okazała się idealnie gładka i rzeczywiście zbita. Kojarzyła się z chłodnym masłem, do końca zachowującym mniej więcej swój kształt, acz po paru chwilach lepiła się jak gęsta smoła. Była odrobinę soczysta, rozpływała się w tempie umiarkowanym i koniec końców nie wyszła ciężko czy przytłaczająco. Wolałabym jednak nie tak tłustą i dziwnie znikającą.

Od pierwszych sekund czułam wyraziste, gorzkie orzechy. Orzechy ze skórkami, skórki orzechów... włoskich i ziemnych. Dominowały zdecydowanie te pierwsze. Jedne i drugie były lekko podprażone i tak orzechowo intensywne, jak to tylko możliwe. Były tłuste w specyficzny, orzechowy sposób.

Rozsypały się na gorzkawej ziemi. Ta okazała się goryczkowato-cierpkawa i bardzo odymiona, co tłustość osłabiało. Dym pochodził z wędzarni i palarni... trochę ciężko-wilgotny... soczysty? pomyślałam o soczystym słodzie i nibsach. Słód i ziemia przełożyły się na obraz ciemnego piwa, którego motyw przeplatał się z wędzonym.

Piwa o owocowych nutach lub z sokiem owocowym. Przez mocniejszą gorzkość przebił się bowiem kwaśny sok cytryny, który zaraz rozpłynął się w otoczeniu, pozostawiając na scenie grejpfruta. Lub... goryczkowate, grejpfrutowe piwo? W połowie rozpływania się kęsa wędzona nuta znalazła się na czele. Podkreśliła ją lekka pieprzno-korzenna ostrość. W drugiej połowie zaś cytrusy zaczęły znacząco rosnąć w siłę.
Nie były to jednak same grejpfruty i cytryny. Owocowa kwaśność szybko zrobiła się... zielona. Nagle, niemal jako wiodąca nuta, pokazało się kiwi. Przodowało przez parę sekund, by następnie zmiksować się z zielonym agrestem.

Zagarnęły do zabawy orzechy z początku, które przeszły (poprzez tłustość?) w strefę nabiału. To cierpko-kwaśny kefir i kwaskawy twaróg. Dużo, bardzo dużo twarogu. Nie było mocno kwachowato, a w dużej mierze neutralnie nabiałowo, śmietankowo. Działkowy agrest w twarogowym otoczeniu? O tak.

Śmietanka, twaróg były lepkie i gęste. Niczym smoła ciemna, goryczkowata i kwaskawa. Osnuwał je dym, starał się ukryć iluzoryczną słodycz, jaką przytoczyły, ale owocom najwidoczniej się spodobała. Doszukałam się w tym czegoś nadpsutego... twarogu? Ziemi? Zasypanych pieprzem dla niepoznaki?

Pod koniec nabiał i dym toczyły spór, gorzka ziemia i owoce zaś uknuły na boku odrobinkę... czegoś. Doszukałam się rześkości, ale podrasowanej cierpkością. Pomyślałam o płatkach kwiatów, takich zmiażdżonych, jakby jako jakaś masa (nadzienie do np. pączków / ciasta?). Było w nich coś gnilnego, wmieszały się w końcu w ziemię.

Ziemia, osnuta dymem oraz zalana grejpfrutem, agresto-kiwi i cytrynowym słodem zakończyła to wszystko, pomagając sobie mocnym motywem wędzenia i pojawiającą się znikąd pikanterią przypraw korzennych.

Została w posmaku wraz z wędzonym, wręcz piwnym charakterkiem i kwaskawym, bardziej złożonym motywem. Przełożył się na to miks owoców, ale raczej ich soczysta kwaśność, bo były zbyt różnorodne, by je w tym momencie połapać. Czułam też jakby orzechowo-gorzką tłustość. Włoskie i fistaszki stały się bardziej... olejem? To jednak znikało po pewnym czasie. Najdłużej (bardzo długo!) zostawała cytrusowa soczystość i dymna goryczka.

Czekolada okazała się przepyszna. Ziemia i wędzenie, dzięki piwu tylko dla dorosłych, połączyły się z przednią soczystością owoców (grejpfrut, cytryna, kiwi i agrest) oraz orzechami i nabiałem. Kwaśno-goryczkowato, niesłodko i siekierowo... Ciężkawo, ale w punkt.

To grejpfrut, tłuste orzechy i lepki twaróg znane z 80 %, ale bez słodszych nut karmelizowania czy korzennych przypraw. Wspomniana serwowała też inne owoce (czerwone), a także nie tyle ziemię i słód, co kawę, ale obstawiam, że to słodycz tak przemodelowała nuty.
To zupełnie inna setka niż kawowo-czerwonowocowy Zotter Labooko Madagascar 100 %. Bliżej jej do sadystyczno-siekierowej wersji o większej ilości nut Madecasse 100 % (podobne do słodu nibsy i nabiał). Było w niej też coś cytrusowo-nabiałowego i owocowo-kwiatowego, co w Menakao 100 % z 2019 roku, ale podlinkowana też była inna, delikatniejsza. Mocne wędzenie Beskidu można jakoś podciągnąć pod BBQ Menakao, tak na wydźwięk.

Całość była ciężka, siekierowa i wręcz trochę sadystyczna, ale o zacnym smaku. To przerażająca głębia, w której chce się utonąć, jak dobry horror, na którym człowiek chce się bać. To szatan podobny charakterem do Zottera Labooko Peru 100 %, ale o smaku Madagaskaru oczywiście.


ocena: 10/10
kupiłam: Słodki Przystanek (dostałam)
cena: 18,90 zł (za 50 g; ja dostałam)
kaloryczność: nie podana
czy kupię znów: tak

Skład: ziarno kakao

2 komentarze:

  1. Na miniaturce widzę Beskid, zacieram rączki, wchodzę, a tu setka. GOOOD, WHYYYYY?!!! Już aromat trudny, nieolgowy. Konsystencja - poza twardością - też troszku przeraża. O ziemi i cytrusach better nie wspominać. Ta recenzja to moja świąteczna rózga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aczkolwiek i tak... gdyby już jakakolwiek setka miała u Ciebie przejść, obstawiam, że właśnie akurat Beskidu albo Original Beans by dały radę. Tylko że Beskid musiałby Ci ogarnąć może akurat nie z Madagaskaru.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.