czwartek, 17 grudnia 2020

Cachet Uganda 80 % Dark Chocolate ciemna z Ugandy

Nie da się ukryć, że w ciągu ostatnich lat przejadłam naprawdę mnóstwo rozmaitych czekolad. Mimo to, Uganda wciąż pozostawała nieodkrytym lądem. Stamtąd jadłam tylko (Vanini) Tesco finest Uganda 78 % i całkiem dobrze ją wspominałam, więc do dzisiaj prezentowanej też podchodziłam raczej pozytywnie. Raz, że lubię Cacheta, a dwa... nie liczyłam na nic wybitnie głębokiego. Wprawdzie nie zawierała odtłuszczonego kakao jak podlinkowana (choć muszę przyznać, tak szczerze-szczerze, że nie zawsze mi ono przeszkadza - owszem, to oszukiwanie, sztuczne podbijanie zawartości kakao, ale nie zawsze wychodzi fatalnie w smaku), ale obawiałam się, że coś innego stanie mi na drodze do pełnego poznania nut regionu.

Cachet Uganda 80 % Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 80 % kakao z Ugandy.

Rozrywając sreberko, poczułam delikatny, ale wyraźnie mocno palony zapach. Skojarzył mi się z młodymi orzechami. Mimo mocnego prażenia, było w nim życie i jakby tłusta soczystość tychże. Doszukałam się czegoś wręcz kwiatowego. Pomyślałam o krzakach leszczyny, a potem, głównie w trakcie degustacji, też o kawie... nie za mocnej, a ze słodko-cierpkim syropem? Orzechowym?

Ciemna tabliczka była matowa i sucha w dotyku
Łamała się z głośnym trzaskiem, niezbyt równo. Odebrałam ją jako sucho-kruchą.
W ustach rozpływała się powoli, ale bez oporu. Potrzebowała trochę czasu, nim z suchością przemieszała się jej gęsta tłustość. Wydawała się nieidealnie przemielona, ale kremowa i dość ciężka w tym. Wydawało się, że kryje trzeszczący efekt, a pod koniec... o dziwo nabierała soczystości i aż otłuszczała usta. Soczystość próbowała ratować sytuację podchodząc pod młode orzechy, lecz dalej nieco męczącej tłustości się trzymała.

W smaku przywitała mnie słodycz miodu i rześko-roślinny wątek... Roślinny, bo w końcu miód - to od razu i myśl o kwiatach, ale też jakby sugestia owoców? Wyszedł cierpkawo, drapiąco i charakternie, niczym kropelka ciemnego miodu...

Skapująca do gorzkawo-palonej toni. Ta nie była zbyt mocna, ale wszechobecna. Pomyślałam o kawie i palonych orzechach. Orzechy laskowe były młode i takie aż tłusto-wilgotne w naturalny sposób. Paloność opiekowała się nimi, do czasu gdy ich tłustość i soczystość zmieszały się ze słodyczą. Orzechy wypełniały przypieczone na chrupko z wierzchu i po brzegach jakieś... kawowo-miodowe brownie. Było lepiszczo-gęste od masła i aż lepkie od miodu. Osnute dymem, bo w końcu przypalone.

Cierpkawy miód i orzechy zmieniły się w słodką, a jednocześnie palono-goryczkowatą konfiturę. Zrobiona była z wiśni: ciemnych, jędrnych, ale tu już... farfoclowych. Lekko przypalone, konfiturowe wiśnie wnosiły soczystość, a nie pełnię swego smaku. W tle za nimi coś mi mignęło... może odymiona ziemia?

Bliżej końca ta soczystość wróciła na bardziej orzechowy tor, a ja wciąż myślałam o krzewach leszczyny. Właśnie o żywych, pełnych liści krzakach i drzewach. Paloność nie wlazła w nie, trzymała się obok, ale była wysoka i dymna. Ten dym... dodawał ciężkości, która jakby walczyła z kwiatami z zapachu. A te... nie chciały odpuścić. Trochę się przepychały, przykrywając i tak dość tłuste w smaku laskowce.

W posmaku została właśnie pewna zwiewność kwiatów, soczystość, ale też ciężka maślaność, palona kawa i orzechy młode, tłuste (wraz z poczuciem tłuszczu na ustach), trochę ukryte w dymie. Tu już czerwone owoce odrobinkę kwaskawe mi się wydały.

Smakowała mi, choć umiarkowanie. Męczyła mnie jej tłustość i czekanie na to, aż zacznie się rozpływać. Lubię, gdy czekolada rozpływa się długo, ale... ta właśnie potrzebowała czasu, by zacząć, a to fajne nie było. Nuty były zacne, ale niestety trochę przytłumione maślanością: a to tłuste brownie, a to soczyście-tłuste orzechy - przy każdej nucie się pojawiała. Mimo to wyszła zadowalająco gorzkawo, czymś smakowała i nie była nazbyt słodka czy kwaśna (w ogóle nie była kwaśna).

Podobne nuty były w Tesco finest Uganda 78 %: czerwone owoce, tłuste, młode orzechy i czekoladowe wypieki, dym. Cachet wyszedł jednak głębiej, bo to kolejno: wiśnie, laskowce, brownie, dym. Tesco rzeczywiście była spłycona odtłuszczonym kakao, co przejawiało się jako skojarzenia z kakaowymi rzeczami (wypiekami, Nesquikami). Cachet jednak też była gorzkawa, a nie mocno gorzka, zdecydowanie tłustsza, co mi niestety przeszkadzało. Była to bowiem ciężka tłustość (na szczęście jednak tłustość suchego kremu z budzącą się soczystością, a nie jak np. Ritter Sport 74 % Peru jedzony dnia poprzedniego). Przez to, jak czuła na konsystencję jestem, ogólnie z dwóch z Ugandy, wolę Tesco.
Dość podobna była do sąsiadki (bo i zawartość podobna, i kraje pochodzenia: leżące obok Uganda i Tanzania) Cachet Bio Organic 85 % Extra Dark, bo i orzechowa, kawowa, palona... ale  podlinkowana jednak charakterniejsza, bo jak wino czy ocet winny, z owoców to śliwki (Uganda wiśnie) chwilami niemal nibsowa, węgielna; w dodatku kupił mnie wydźwięk masła orzechowego. Osobiście zdecydowanie wolę podlinkowaną Organic z Tanzanii.


ocena: 7/10
kupiłam: Auchan
cena: 6,99 zł (promocja)
kaloryczność: 589 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, naturalny aromat waniliowy

2 komentarze:

  1. Skoro nawet Ciebie zmęczyło późne dojrzewanie, ja tym bardziej bym się irytująca. Jak się zapewne domyślasz, w ruch od razu poszedłby zgryz. Za to smaki bardzo atrakcyjne. No i fakt, że to AKURAT TA marka, robi swoje. Zjadłabym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gryząc na pewno nie poczułabyś wielu z fajnych nut, ale właśnie - dosłownie widzę, jak się kręcisz i irytujesz. :P

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.