niedziela, 10 października 2021

Zotter Fur die besten MitarbeiterInnen der Welt! ciemna mleczna 50 % z powidłami z rumem, nugatem z orzechów laskowych i włoskich oraz warstwami czekolady białej i ciemnej

Zima 2020 nie była pierwszą, gdy Zotter stworzył specjalne czekolady dla swoich pracowników, które nie trafiły do normalnej sprzedaży. Takie posunięcie podoba mi się częściowo (choć łatwo mi mówić z punktu widzenia szczęśliwców, którzy czekolady te dostają), bo pokazuje, że liczą się dla niego. A jednak... przykro, że pewnych rzeczy za żadne pieniądze nie idzie zdobyć (po zjedzeniu utwierdziłam się w tym nieśmiało sformułowanym twierdzeniu). Szkoda tylko, że ubiegłoroczna, czyli Classic Happy Christmas... for the best employees (2019/20) niezbyt mi smakowała. To pewnie w dużej mierze przez to, że po prostu to kompozycja nie w moim stylu. Tamtej zimy ogólnie weszła też Plum Jam, czyli z powidłami, których to smak bardzo lubię, ale do tabliczki miałam sporo zastrzeżeń. Gdy zimą 2020/21 otrzymałam kolejną dla pracowników, trochę się bałam, że jak i tamte dwie mnie zawiedzie. A zawodu się bałam, bo opis brzmiał nie dość, że smakowicie, to jeszcze w moim stylu! Bałam się za bardzo nakręcić, ale... może to jednak miała być rekompensata za brak odpowiedniej dawki przyjemności z tamtych? (Swoją drogą, ładna kolejka wpisów, co? Recenzja pisana w styczniu.)


Zotter Fur die besten MitarbeiterInnen der Welt! 2020/21 to ciemna mleczna czekolada o zawartości 50 % kakao nadziewana (30%) powidłami śliwkowymi z rumem, (26%) nugatem / praliną z orzechów laskowych i włoskich z cynamonem oraz z cienką warstwą czekolady białej na górze i warstwą czekolady ciemnej na dole.

Rozchylając papierek, poczułam mocno cynamonowo-orzechowy zapach w słodkiej toni. Spód wydał mi się bardziej czekoladowo-laskowcowy i aż lekko gorzkawy. Słodki w cynamonowo-karmelowy sposób, jak i w sumie całość, jednak... góra wydała mi się bardziej mleczna, zachowawcza. Mleczno-orzechowa, przy czym dominowały włoskie. Całość miała pierniczkowy klimat, który uderzył ze zdwojoną siłą po przełamaniu, kiedy to pojawiła się nuta śliwkowo dżemowa z charakterem podkręconym alkoholem (korzennego rumu?).

Całość wydała mi się dość konkretna, trzaskająca, ale niekoniecznie twarda. Na pewno nie całościowo. Mimo że zwarta, wyglądała na dość kruchą i straszyła, że się rozwali. Rozwarstwianie szło tak sobie... zależy od części (np. trudno oddzielić nugat od białej czekolady, ale powidła da się bez trudu wydobyć). Na pierwszy rzut oka za dużo do niej napchano, ale na szczęście dała radę. 
Jej twardość wynikała z grubości poszczególnych czekolad (gruba warstwa czekolady ciemnej na dole, grubawa mleczna i średnio cienka biała). 
Nugat okazał się konkretny i gęsty, jednak wykazujący pewną miękkawość. 
Krem powidlany niewątpliwie był za to plastycznie-miękkawy i wilgotniejszy, lepki.
W ustach czekolada mleczna rozpływała się w umiarkowanym tempie, idealnie tłusto-kremowo, gładko.  Biała podłapała tę tłustość, wnosząc odrobinkę pylistości. Ciemna zaś rozpływała się gładko, a jakby bardziej oleiście. Wszystkim jednak udało się zachować spójność.
Odsłaniały nadzienia, rozpływające się mniej więcej w równym tempie. Nugat spójniej z czekoladą, a krem powidlany szybciej wychodząc na przód i dopiero mieszając się z otoczeniem.
Otóż nugat cechowała tłustość i ciężkość maślano-śmietankowa. Bazowo idealnie gładki (a jednak z wyczuwalnym proszkowym cynamonem) i kremowy, zalepiał nieco. Nie przytłaczał jednak, bo poprzez śliskawość i też pewną tłustość wkradała się w jego gęstwinę druga warstwa.
Krem powidlany początkowo wykazywał lekko gumiastą zwartość i miękkość, by następnie pójść w ślisko-tłustawym kierunku, a na koniec zdecydować się na soczyście-lepką nadzienio-żelo-dżemowość. 
Mimo bazowej gładkości, w obu czułam proszkowość, osuszającą nieco tłustość, co w moim odczuciu wyszło bardzo na plus. Całość zaskoczyła mnie, jak zgrana się okazała.

W smaku czekolada mleczna zaserwowała mi karmelową słodycz, głęboką i pełną mleczność oraz prażoną nutkę orzechową. Wyszła lekko cierpkawo i korzennie.
Biała szybko dołożyła jej słodyczy i podkreśliła śmietankę, ale jako ona sama nikła.
Ciemna z kolei prędko uwypukliła goryczkę i cierpkość, jednak też nie jako ona sama. Otworzyła drogę goryczce wnętrza.

Nadzienia z ochotą to podłapały. Orzechowe podpięło się pod czekoladę splotem orzechów i maślaności, a także wyraźną, acz zachowawczą gorzkością. Od razu kontynuowało też cynamonowość, uderzając nią po paru chwilach. Przez chwilę (a także spróbowane osobno) wydało mi się głównie cynamonowe, przy czym słodko-gorzki, a zaraz gorzko-ostry cynamon aż wyprzedził orzechy. Potrafił zapiec w język. Tu jednak cudownie odnalazły się włoskie ze swoją goryczką. Nadzienie orzechowe z czasem wyraźniej upuściło sporo nugatowej słodyczy, na której to płaszczyźnie wychynęły laskowe.

Prawie równie szybko, acz wyraźnie i coraz wyraźniej dopiero w połowie rozpływania się kęsa, odzywały się powidła. Przeszywały całość po paru chwilach alkoholem, nakładając na niego wyraziste, lekko kwaskawe śliwki wędzone. Wędzono-suszone... charakterne i wtopione w czekoladowość. Poczułam ciepło przypraw i alkoholu, dodatkowo podkreślające cierpkość tej części. Soczystość zeszła się tu z palono-powidlanym, specyficznym motywem.

Nadzienia mieszały się ze sobą doskonale. Powidlany krem, także czekoladowość z czasem wyraźniej przejawiał, czym podkreślił czekolady. Rumem wyostrzył wytrawność, powagę. Cynamon przyprawił śliwkowe powidła, a gorzkość orzechów włoskich nadała charakteru. Paloność, powidlaność i cała ta korzenność przełożyły się na obraz pierniczków z kwaskawym dżemem śliwkowym w czekoladzie, a te... ustąpiły zaraz sporo miejsca orzechom laskowym w cynamonie. Wyraźniej poczułam karmel i pewną maślaność, wchodzącą z orzechowymi nutami.

Pod koniec kompozycja nieco złagodniała, zrobiło się nugatowo, ale wciąż bardzo korzennie. Maślano-śmietankowe nuty podkreśliły łagodniejsze czekolady, aż zadrapało mnie w gardle od przypraw, alkoholu i słodyczy. Splotły to w korzennym cieple, co domknęła czekoladowość, cierpkością mieszając się z soczystymi powidłami.

W posmaku została korzenność z cynamonem na czele, lekki motyw niemal cukrowego alkoholu i soczystość śliwkowych powideł, podkręconych cytryną. Wyraźnie czułam też orzechy, ale zbyt przemieszane, by jakieś wskazać.

Całość wyszła przepysznie. Nawet robiąc zdjęcia i wstępnie próbując miałam wątpliwości, ale gdy tak wszystko mieszało się w ustach i gęsto je zalepiało, odkryłam, że każda drobinka przypraw jest uzasadniona i pasująca.
Wyraźna orzechowość, zacna czekoladowość (bliżej nieokreślona, ale grunt że pyszna), zachowawcza, umiejętnie złamana karmelowo-palona słodycz genialnie zmieszały się z powidlano-czekoladowym kremem. Śliwki, orzechy włoskie i laskowe rewelacyjnie się zaprezentowały - każde miało czas się zaprezentować, a grały w jednej drużynie. Odrobinka alkoholu na plus, ogrom cynamonu niczego nie zaburzył.
Wydaje mi się, że krem powidlany był poprawionym z Plum Jam: bardziej dżemowo-czekoladowym niż maślanym. Charakterniejsze, nie tak słodziutkie otoczenie również wyszło mu na dobre. Mimo iż mieszanie czekolad do mnie nie przemawia, jedząc uznałam, że koniec końców nic bym nie zmieniła.


ocena: 10/10
kupiłam: foodieshop24.pl
cena: dostałam
kaloryczność: 538 kcal / 100 g
czy znów kupię: chciałabym móc

Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, powidła (mus ze śliwek), pełne mleko w proszku, orzechy laskowe, orzechy włoskie, rum, pełne mleko w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, olej z orzechów laskowych, syrop skrobiowy, proszek sojowy (soja, maltodekstryna, syrop kukurydziany), cynamon, słodka serwatka w proszku, pełny cukier trzcinowy, lecytyna sojowa, sól, sproszkowana wanilia, anyż

2 komentarze:

  1. Eee, super to z produkcją dla pracowników! Zwłaszcza że i tak możesz spróbować białych kruków. Skądinąd recenzja na czasie, tylko niemal rok obsuweczki :P Bardzo chętnie zjadłabym to połączenie, wydaje się moje. Pomijając zawartość kakao i moooże słodycz (wolałabym przypalanie samego alkoholu). Przebolałabym to kakao.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wolałabym bez przypalania. Za mocny alkohol zabija smak czekolady i wszelkie poszczególne fajne aspekty nadzienia.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.