czwartek, 20 kwietnia 2023

Zotter Amalfi Lemon & Sage Marzipan / Amalfizitrone & Salbeimarzipan ciemna 70 % z marcepanem z szałwią oraz cytrynowym kremem na bazie przecieru z cytryn, ciemnej czekolady i białej ryżowej czekolady

Uwielbiam szałwię. Lubię zaparzoną, kocham jej zapach (zwykłej, niebieskiej, jak i białej); smak także jest mi miły, gdy chodzi o zioła. Bardzo praktyczna i przydatna w czarostwie roślina ogólnie jednak wydaje mi się niedoceniana. Jakże się ucieszyłam, gdy zobaczyłam czekoladę z nią! Miałam nadzieję, że będzie wyraźnym dodatkiem, choć obawiałam się, że to nie ona miała być gwiazdą degustacji, bo już w samym opisie Zotter skupił się na... cytrynach. Otóż dodał wyjątkowe, bo Amalfi, które swoją nazwę zawdzięczają włoskiemu wybrzeżu, z którego pochodzą. Nazywa się je też królowymi cytryn, a uprawia je tam od 2000 lat, choć kultura z tym związana na pewien czas zanikła. Są chronione oznaczeniem pochodzenia regionalnego. 


Zotter Amalfi Lemon & Sage Marzipan / Amalfizitrone & Salbeimarzipan to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao nadziewana (31%) marcepanem z szałwią oraz (30%) cytrynowym kremem na bazie przecieru z cytryn, ciemnej czekolady i białej ryżowej czekolady.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach mocno palonej, trochę ziemistej  czekolady o karmelowej słodyczy i cytryny. Ich zapach wyraźniej płynął od spodu. Odważnie zawłaszczyły sobie nieco miejsca na pierwszym planie, podkreślając soczystą czarną ziemię. Wierzch wydał mi się łagodniejszy, w czekoladowo-migdałowy sposób. Po przełamaniu cytryna jeszcze się nasiliła, kojarząc się ze słodką masą/konfiturą cytrynową ze skórkami, a ja odnotowałam też szałwię. Marcepan wraz z czekoladą z kolei zasugerował nutkę piernikowo-ciemno chlebową.

Tabliczka była średnio konkretna. Przy łamaniu trzasnęła za sprawą bardzo grubej warstwy czekolady, odsłaniając nadzienia. Czekolada wgniatała się w nie, bo były bardzo plastyczne, mimo że "pełne".
Marcepan był miękko-konkretny, jednak nie zbity. Ewidentnie grudkowaty i wilgotny, rozłażący się przy robieniu kęsa.
Dolne nadzienie także było gęste, ale ani trochę nie twarde, a miękkie i bardzo, bardzo maziste. Do tego lepko-plastyczne i tłuste. 
W ustach czekolada rozpływała się gładko i kremowo. Nadzienia prędko dawały o sobie znać, rozpływając się mniej więcej równo, z tym, że grudki marcepanu szybciej się ujawniały dosłownie wyłażąc spod czekolady. Zostawały też dłużej. Całość rozpływała się w tempie umiarkowanym.
Krem cytrynowy okazał się bardziej spójny z czekoladą. Również był kremowy i czekoladowo gęstawy, acz tłustszy od niej. Mimo że mazisty i tłusty, to w zasadzie lekki. Rozpuszczał się jakby na tłuste mleko. Szybko jednak wykazywał także soczystość, która rozrzedzała całość, przyspieszając jej rozpuszczanie się.
Wydawało mi się, że nasącza to i tak już wilgotny, niezbity marcepan. W nim znalazła się siekana szałwia - mnóstwo mikroskopijnych drobinek, ale i sporo większych kawałków. Niektóre krucho trzeszczące, twardawe gałązki wydały mi się zaskakująco spore. Zostawały do pociamkania na koniec wraz z lekko trzeszczącymi miękkimi marcepanowymi "wiórkami" migdałów.
Całość była średnio harmonijna - jak dla mnie nadzienia wyszły nieco za delikatnie-miękko.

Czekolada przywitała się palonym duetem kawy i karmelowej słodyczy, do którego szybko dołączyła ziemia. Pomyślałam o wilgotnej czarnej, wręcz soczystej i kwaskawej. Musiała nieco przesiąknąć wnętrzem, bo cytrynowe echo ewidentnie czuć niemal od razu. Odnotowałam też jakby aluzję do piernika.

Marcepan dał o sobie znać bardzo szybko, wkradając się do czekolady jakby migdałowo-piernikowo-chlebową nutką i także słodyczą. Delikatnie pobrzmiewał migdałowością prawie cały czas, robiąc za nienachalne tło. Subtelna ziołowa nutka dbała jednocześnie o gorzkość.
Nadzienie cytrynowe z kolei podkręciło soczystość i... zlewało się z czekoladą.

Krem okazał się bowiem znacząco czekoladowy. Choć także mocno słodki, sporo w nim gorzkości zarówno kakao, jak i cytrynowej skórki. Kwaśność cytryny nie była mocna, ale wyraźnie przeplatała wszystko inne. Do głowy przyszła mi konfitura, masa z cytryn. Połączyły intensywny sok, skórkę, ale nie brakowało im słodyczy. Cytryny w pewnym momencie zdominowały kompozycję zupełnie. Trwało to chwilę, a potem podkreśliły ziemistość. Następnie słodycz, może na zasadzie kontrastu, bardziej zwróciła na siebie uwagę, mignęła mi pudrowość. Zrobiło się też bardziej maślano, a ja poczułam nutę białej czekolady i roślinność - nie tylko "wegańską" (ryżową), ale chyba też ocierającą się o zioła. Do tego dołączył karmel. Cytryna jednak stała na drodze ciężkości.

Wsparła ją rześko-ziołowa nuta szałwii, podkreślając konkretnie skórkę cytrynową. Chyba właśnie szałwia dopowiedziała słodyczy, która chwilami niebezpiecznie zmierzała ku grzaniu i drapaniu, ostrość ziołowego piernika. Wyskoczyła z subtelnie pobrzmiewającego marcepanu jakoś w połowie rozpływania się kęsa. Jej kwaskawo-goryczkowaty, specyficzny smak czuć świetnie i genialnie połączył cytrynę z migdałami. W kompozycji nie była jednak wyczuwalna bardzo. 
Na pewno w marcepanie spróbowanym osobno, w zasadzie dominowała swą ziołowością i przygłuszała trochę migdały (no i na koniec).

Te miały w pełni poważny, marcepanowy wydźwięk. On był "czysty" smakowo, przejrzysty właśnie w migdałowość. Marcepan ewidentnie nakręcał się z czekoladowymi wątkami. A to wiązało się też z wysoką słodyczą. Szałwia walczyła z nią o wytrawniejszy wydźwięk, wplatając ziołowość nieco goryczkowatą i świeżą.

Słodycz skumulowała się, jednak pod koniec sama czekolada wydała się z kolei bardziej gorzko-ziemista, cierpka i soczysta.

Pozostałe na koniec drobinki marcepanu z siekaną szałwią zaprezentowały swój smak, czyli właśnie przede wszystkim smakowicie ziołową szałwię na delikatnie migdałowym tle. Wreszcie to ona była numerem 1. Choć szałwia sama w sobie końcowo wyszła szlachetnie słodko, neutralizowała ogólną słodycz.

W posmaku została cierpkość kakao, ziołowa słodkawa goryczka szałwii i nutka palonej, cierpkiej kawy, ziemi, a także piernika. Te mieszały się z wyrazistą cytryną, cały czas walczącą o dominację. Było mi bardzo słodko, i to niestety w dość przeciętny sposób. Słodycz usilnie próbowała podyktować cytrynie pudrowy wydźwięk.

Całość bardzo mi smakowała, jednak mam ogromny żal do kompozycji, że w zasadzie szałwia przez większość czasu pełniła jedynie funkcje dopełniające, podkreślające. To, jak smakował sam marcepan mnie urzekło. Był tak intensywnie szałwiowy, że z ochotą zjadłabym ciemną tabliczkę z samym takim marcepanem. W tej czekoladzie bowiem pierwszą rolę grał krem cytrynowy. Rzeczywiście mocno cytrynowy, ale nie kwachowaty. Podobał mi się smak skórek, konfitury i soczystość, ale nie leżała mi słodycz, którą dodał. Wolałabym, by inaczej rozwiązano tę kwestię, a nie robiąc go m.in. na bazie białej ryżowej czekolady. Nie wyszło za słodko, ale dla mnie troszeczkę... niezgranie tak, jak bym chciała? Chyba. W dodatku wolałabym, by nadzienia nie były aż tak miękkie. Ubolewam nad tym, bo gdyby tak to poprawić, byłoby 10. To najlepsza tabliczka Zottera z tego rzutu nowości, które jadłam.


ocena: 9/10
kupiłam: zotter.pl
cena: 17,90 zł (cena półkowa za 70 g)
kaloryczność: 502 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, marcepan (migdały, cukier, syrop cukru inwertowanego), surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowe, syrop skrobiowy, sok z cytryny, napój ryżowy w proszku (ryż, olej słonecznikowy, sól), napój ryżowy (woda, ryż, olej słonecznikowy, sól morska), koncentrat soku z cytryny, szałwia, sól, lecytyna słonecznikowa, sproszkowana wanilia, olejek szałwiowy

2 komentarze:

  1. W tym roku jakoś nie zamówiłam żadnych nowości, no i teraz żałuję, nie powiem, że nie hahahaha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja je jadłam, jak tylko weszły. Z tej edycji wiosennej wzięłam tylko jedną i bardzo mi podpadła łuskami słodu, które mordowały, musiałam je z ust wyjmować i przez to 0 przyjemności z jedzenia.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.