wtorek, 16 kwietnia 2024

Beskid Chocolate Wenezuela Chuao Czekolada Rzemieślnicza Gorzka 90 % Kakao ciemna z Wenezueli

Ciemne czekolady Beskid zawsze wychodzą rewelacyjnie, ale czasem żałuję, że trzymają się raczej zawartości 70% kakao. Na widok tej aż mi się oczy zaświeciły. Co prawda z regionu Chuao zazwyczaj wychodzą bardzo łagodne czekolady, ale... może właśnie dlatego tu zdecydowano się dać 90%? Aby zapewnić charakter? Wszak w 2020 Beskid Wenezuela Chuao 90 %  była naprawdę zachwycająca. Co się jednak pozmieniało? Nie mogłam się doczekać, a jeszcze tylko jako ciekawostkę dodam, że tam, na północnym wybrzeżu Wenezueli, ta szlachetna odmiana kakao jest hodowana od ponad 400 lat.


Beskid Chocolate Wenezuela Chuao Czekolada Rzemieślnicza Gorzka 90 % Kakao to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao trinitario z Wenezueli, z regionu Chuao; czas konszowania min. 72 godzin.

Po otwarciu poczułam wyrazisty zapach drewna, podkręconego wędzeniem, jakby cięte drewno mieszało się z drewnem wędzarniczym, do wędzenia, na którym właśnie wędzi się... coś. Czerwone owoce? Wplotły kwasek, ale nie był on czysto owocowy. Pomyślałam o wędzonym serniku, w którym przesadzono z ilością masła. Z owoców wyklarowały się maliny i żurawina, nieco w wytrawniejszym wydaniu. Do głowy przyszedł mi popiół i niedookreślone przyprawy. Podkreśliła je goryczka, wpisana w drzewno-żywiczną słodycz. Ta z kolei mieszała się z karmelem.

Twarda tabliczka wyglądała na kremową, a w dłoniach sprawiała wrażenie konkretnej i masywnej. Przy łamaniu trzaskała głośno, właśnie umacniając poczucie konkretu i obiecując gęstość. 
W ustach rozpływała się wolno. Mimo że bazowo zachowywała zbity kształt, pokrywała usta gęstymi i kremowymi smugami. Była maślano-śmietankowo tłusta i lekko soczysta. Z czasem i już do końca przejawiała lekką pylistość. Odrobinę ściągała na koniec.

W smaku pierwsza zaznaczyła się subtelna słodycz, przywodząca na myśl drobne kwiaty, pokryte rosą. Pomyślałam o pojedynczych konwaliach, dzwonkach, rosnących pośród drzew.

Słodyczy dołożył też zgaszony karmel... delikatny w sposób, jakby i on był nieco rozmyty świeżością rosy?
Karmel na pewno jednak palony do goryczki... W paloności dała o sobie znać delikatna gorzkość, sugerująca popiół i nie węgiel, a dosłownie "węgielek".

Kwiatki rosnące wśród drzew zaraz uległy właśnie drzewnemu splotowi. Czułam w nim drewno suche, goryczkowate ogólnie, ale też takie kojarzące się z wędzeniem... Na którym właśnie wędzą się czerwone owoce? Z czasem wyległy na przód tak, że to raczej owoce, których trzymała się drewniana nuta.
Wydały mi się kwaśne i lekko wytrawne - pierwsza do głowy przyszła mi żurawina.

Wprowadziła kwasek, acz nie był on ani czysto owocowy, ani szczególnie mocny. Częściowo wpisał się w za mocno maślany, aż ciężki sernik. Wyobraziłam sobie ciasto z wędzonego, tłustego twarogu.

Część wędzonego motywu przejęły migdały. Zarysowały wizję wędzono-karmelizowanych siebie, w palono cukrowej skorupce, która zaraz opadła, a na znaczeniu przybrała gorzkość.

Gorzkość rozbrzmiała z pełną mocą, dosłownie uderzyła. Była to siekierowa gorzkość, łącząca w sobie dym i popiół. Pomyślałam o kompletnie spalonym drewnie, a mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa gorzkość podkreśliła szczypta czarnego pieprzu.

Kwaskawe owoce za gorzkością stały się zdecydowanie wytrawniejszym splotem - za sprawą pieprzu ułożyły się w chutney... malinowy? Maliny przemieszały się z żurawiną i pobrzmiewały lekką goryczką (przypraw?). Na tej płaszczyźnie na moment wzrosła kwaśność, jakby tak wspomniany sos malinowy podkręcić wyjątkowo kwaśnym grejpfrutem.

Nagle gorzkość, jak zagrzmiała, tak zaczęła łagodnieć. Jakby od środka rozmywać ją zaczęła maślana nuta. Przypomniała też o tłustym serniku. Migdały wydały mi się też delikatniejsze - odrzuciły bowiem wędzoną i karmelizowaną nutę. Poniekąd wmieszały się w sernik. Jego słodycz zdawała się ulatywać.

Ostał się więc twarożek z istotnym udziałem kwaskawego, pełnego i wręcz śmietankowego jogurtu.

Gorzkość wróciła do drewna. Jakby drewno wyłoniło się z popiołu z nieco nowym pomysłem na siebie. Soczystość przypomniała mu o owocach, więc to poniekąd wciąż drewno, na którym się wędzą, ale częściowo starało się jakby od wędzenia odciąć. Zaopiekowało się słodyczą i owocowością. Przy drewnie grejpfrut wydał mi się wyrazistszy.

Słodycz, po tym jak karmel zniknął, stała na niskim poziomie, acz wydawała się niedookreślona. Drewno pokierowało ją w żywiczną stronę. Oto pojawiło się drewno cięte, po którym spłynęła żywica i zdążyła już stwardnieć.

Taka już sucha żywica, łącząca słodycz i goryczkę zakończyły kompozycję.

W posmaku wyłonił się lekki posmak wędzenia jako drewno wędzarnicze i wędzony twaróg, jogurtowy sernik z wysoką soczystością podyktowaną cierpko-słodkimi owocami. Pomyślałam o kwaśnej żurawinie i słodko-wytrawnym chutney malinowym, podkręconych grejpfrutem. Znów, chyba ośmielona owocami, wyłoniła się rześka rosa.

Całość była bardzo interesująca. Wędzono-palone nuty zmieszały ogrom drewna z nabiałem i sernikiem oraz owocami - żurawiną i chutney malinowym. Wędzony sernik ciekawie wyszedł, mieszając się ze słodyczą karmelu i żywicy. Subtelne akcenty kwiatów, rosy wraz z przesadzoną maślanością chwilami bardzo ugłaskiwały kompozycję, acz gorzkość miała swój naprawdę siekierowy debiut za sprawą dymu i popiołu. Niska słodycz, lekka, ale istotna kwaśność i gorzkość mogłyby mnie w sobie rozkochać, gdyby nie to, że przez pewien czas maślaność miała w moim odczuciu za duży udział.

Bardzo odlegle przywiodła na myśl Beskid Chocolate Wenezuela Puerto Cabello 70 % m.in. o nutach śmietanki i jogurtu, czerwonych owoców jako kompot, migdałów, drzew czy żywicy. W niej jednak było o wiele, wiele więcej słodyczy, która zaserwowała smakowite owoce suszone. 

Sernik z Beskid Wenezuela Chuao 90 % z 2020 mieszał się jednak bardziej z cytrusami, np. mandarynkami niż owocami czerwonymi jak w dzisiaj przedstawianej. Drzewa przechodziły w przyprawy, a i podlinkowana nie miała wędzonych nut. Minimalnie bardziej mnie zachwyciła - miała "to coś", co zadecydowało o maksymalnej ocenie. 


ocena: 9/10
kupiłam: Beskid Chocolate (dostałam)
cena: 25t zł (za 70 g; ja dostałam)
kaloryczność: 455 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym do niej wrócić

Skład: ziarno kakaowca, cukier trzcinowy nierafinowany

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.