
Będąc w górach, zawsze, ale to zawsze, oprócz szlaków górskich, muszę odwiedzić także jakiekolwiek miasto / miasteczko położone w pobliżu. Przejść się zaludnioną uliczką (w sezonie), czy tą kompletnie opustoszałą. Odetchnąć powietrzem i klimatem górskiego miasta i, nie oszukujmy się, kupić coś słodkiego. Szczególną przyjemność sprawia mi wyszukiwanie jakiś mniej znanych firm i odkrywanie ich. Kiedy dodatkowo takie firmy oferują w dodatku tak regionalne, wyszukane smaki...
Moim ostatnim odkryciem jest firma
Góralskie Praliny, oferująca praliny w kształcie oscypków i tabliczki w kształcie Tatr. Żadnej czekolady nie kupiłam, ze względu na cenę (nie wiem, na ile 18 zł jest za wygląd, a na ile ze względu na jakość składników, a co za tym idzie - smak), ale obok pralinek nie mogłam przejść obojętnie.
Czekoladek firmy Góralskie Praliny kupiłam kilka, dzisiejszy wpis (żeby nie był za długi) będzie o tylko trzech, serowych smakach.
Pakowane są w foliowe torebeczki, lub w kartonowe "sztabki złota" (te drugie są droższe :P ).
Bundz
Pierwsza pralinka, po którą sięgnęłam to ta całkowicie biała, z bundzem, czyli twarogiem z mleka owczego. Gdy zbliżyłam ją do nosa, poczułam ten charakterystyczny, bardzo delikatny "owczy" zapach i, o wiele silniejszy, aromat białej czekolady.

Biała czekolada stanowi grubą warstwę. W smaku jest bardzo słodka (aż drapie w gardle) i słodko-śmietankowa, niczym śmietana kremówka. Przebija się w niej, bardzo subtelnie, lekko serowy, minimalnie, prawie niewyczuwalny, kwaskowaty posmak. Kiedy czekolada rozpada się, rozpuszczając prawie całkowicie, smak twarogu owczego staje się coraz intensywniejszy, lecz wymieszany z kolejną falą słodkości. Nadzienie, to rzadki, ale o konsystencji wciąż stałej, krem z malutkimi grudkami sera, co skojarzyło mi się z dwukrotnie przemielonym sernikiem. Krem jest bardzo delikatny, a te grudki stanowią ciekawe urozmaicenie. W smaku jest chyba równie słodki jak czekolada, i podobnie jak ona - kompletnie biały.
Cała twarogowość nieco zanika przy nadmiernej słodyczy, aczkolwiek ta "owcza" nutka cały czas gdzieś w tle była. Szkoda, że ta pralinka jest przesłodzona po prostu...
ocena: 7/10
kupiłam: Góralskie Praliny
cena: 2 zł
kaloryczność: nie podano
czy kupię znów: nie
Bryndza

Pralinka z jednej strony lekko żółta, a z drugiej kompletnie biała, to czekoladka z bryndzą, czyli serem miękkim podpuszczkowym z mleka owczego. Zapach ma słodko-czekoladowy z serową nutką.
Czekolada jest w smaku taka sama, jak w poprzedniej pralince, czyli bardzo słodka i śmietankowa z "owczą" nutką. Za sprawą tłustawości dość szybko się rozpuszcza.
Wnętrze to biały krem, kompletnie gładki, bez najmniejszej grudki, delikatny i gęsto-lejący. Wydaje mi się, że to nadzienie jest nieco tłustsze, niż w wersji z bundzem. W smaku jest to bez wątpienia słonawa serowa masa, bardzo intensywna. Nie całkowicie, bo krem ogólnie wciąż pozostaje słodki, ale tutaj to smak sera wyprzedza słodycz.
Jedząc tę pralinkę, nic mnie w gardle nie drapało. W ustach pozostawał interesujący, słodko-słonawy owczy posmak, wymieszany z białą czekoladą. Szkoda, że ta czekolada jest taka słodka, ale na szczęście smak słonego sera całkiem nieźle sobie radzi z równoważeniem jej.
kupiłam: Góralskie Praliny
cena: 2 zł
kaloryczność: nie podano
czy kupię znów: może
Oscypek
Na sam koniec zostawiłam sobie pralinkę, którą typowałam na najlepszą. Oscypki wręcz uwielbiam, a dwa poprzednie sery jadłam tylko kilka razy w życiu, tak więc, do tej wariacji smakowej miałam największe oczekiwania. Nie wiem, czy ma to jakikolwiek sens, ale właśnie tak było.
Zapach sera jest tutaj wyraźniejszy, niż w dwóch poprzednich smakach, co było dobrym znakiem.

Czekolada, koloru lekko żółtego, takiego serowego, a nie chemicznego, jest w smaku bardzo słodka, z silną, śmietankową nutą i prawie tak samo silnym, posmakiem wędzonego owczego sera.
Kiedy czekolada ustępuje, a robi to dość szybko (wiadomo - biała czekolada), w ustach rozchodzi się smak, który jednoznacznie skojarzył mi się z moimi wszystkimi wycieczkami w polskich górach. Owczy, wędzony ser. To jest to, co czuć tutaj najbardziej. Słodycz, wciąż silna, w tej pralince zostaje w końcu gdzieś w tyle. Krem, słonawo-wędzony ma w sobie całe mnóstwo kawałków twardego, wędzonego sera (oscypka oczywiście), które dodatkowo napędzają ten smak. Lekko słone, delikatne i wyraziste zarazem. Nawet ten, kto nie jest znawcą serów, wyczuje tu silny, wędzony smak.
Przyznać muszę, że połączenie oscypek-czekolada, jest tak dziwne i interesujące, że aż ciężko to porównać do czegokolwiek. Powiem tylko tyle, że jest to smak, który chociażby za tę "dziwną inność" dostaje najwyższą możliwą ocenę, a ja chętnie zjadłabym to w formie tabliczki.
ocena: 10/10
kupiłam: Góralskie Praliny
cena: 2 zł
kaloryczność: nie podano
czy kupię znów: tak, przy okazji