czwartek, 4 maja 2023

Raaka 63 % Cacao Tahini Swirl Unroasted Dark Chocolate ciemna surowa 75 % z Dominikany i czekolada biała kokosowa z tahini

W przypadku tej tabliczki żywiłam o wiele większe nadzieje niż do Raaka Oat Haus 60 % Cacao Pumpkin Swirl Unroasted Dark Chocolate. W tamtej było mi za dużo wszystkiego, ale nawet pomijając to - wiem, że dynia w np. czekoladzie raczej się tak wyraźnie nie wyeksponuje. Tahini jednak, dla mnie jako dla wielbicielki sezamu, już dało pole do popisu, gdy wyobrażałam sobie, jak może wyjść taka czekolada z nim. Chałwowo? 
Jako ciekawostkę dodam, że znowu przypadkiem ułożyła mi się mini seria, bo na udziwniane, nadziewane itd. czekolady w semestrze zimowym przeznaczyłam sobie piątki. I traf chciał, że ta przypadła na piątek po Zotterze Miso Caramel and Sesame - sezamowa seria? O tak! A że nieplanowana? Przynajmniej humor sobie jeszcze bardziej poprawiłam, bo mnie to aż rozbawiło. Tym bardziej, że sezam nie jest częstym dodatkiem do czekolad. 
Do produkcji tej tabliczki użyto tahini marki Seed + Mill, zrobione z sezamu z Etiopii.

Raaka 63 % Cacao Tahini Swirl Unroasted Dark Chocolate to ciemna surowa czekolada o zawartości 75% kakao z Republiki Dominikany, z regionu Zorzal (w czekoladzie ciemnej*) i czekolada biała kokosowa (wegańska) z tahini (miazgą 100% z sezamu).

Gdy tylko otworzyłam, poczułam ogrom słodkiego mleczna kokosowego i kremu-miazgi 100% z kokosa oraz subtelną nutkę czekoladowej chałwy w tle. Do tego pojawił się mocno palony, trochę mleczny karmel. Słodycz ogólna jednak była dość niska, bowiem sporo płynęło ziemistości i orzechów z ciemnej części. Wszystko przeplotła minimalnie kwaskawa soczystość, łącząca w sobie cytrusy i jakby świeżego kokosa.

Choć ilościowo ciemna przeważała i była bazą, jasnej nie pożałowano - niekiedy stanowiła naprawdę grubą warstwę, zrównując się z ciemną, ale nigdy osobno. Ciemnej natomiast zdarzyło się wystąpić samej, ale to malutkie fragmenty.
W dotyku tabliczkę całościowo cechowała drobna ulepkowatość. Części beżowe były bardziej proszkowe, ewidentnie skore do mięknięcia, z sugestią lepkości, a ciemne tłusto-kremowe. Trochę jakby do ciemnej dolepiono utabliczkowioną gładką pastę 100% orzechów.
Łamana, okazała się twarda i masywna, jakby bardzo pełna. Tam, gdzie białej było malutko, nawet trzaskała. Trochę się kruszyła. Przy odgryzaniu kawałka części jasne zaskoczyły mnie swoją miękkością masła - aż się wgniatały.
W ustach czekolada ogólnie rozpływała się w tempie średnim, tłusto-kremowo. Ogólnie miała w sobie coś z ulepka. Ciemna była gładka, aż trochę śliskawa, a mimo to także minimalnie pylista. Odznaczała się gęstością i mazistością, czym zalepiała usta porządnie.
Beżowa (czy raczej koloru ecru) czekolada była dodatkiem do ciemnej. Znaczącym jednak (bo miejscami było jej naprawdę dużo). Dodawała całości miękkości, bo ona była... dosłownie miękkim kremem zmienionym w tabliczkę. Okazała się tłusta niczym miazga z sezamu wymieszana z ciepłym masłem. Była lekko proszkowo-chropowata. Trafiały się też pojedyncze zmielone, lekko trzeszczące wiórki kokosowe (może też drobinki sezamu?).

W smaku, niezależnie od tego, jak umieszczałam kawałek w ustach czy jak się nie wgryzałam, czekolada witała mnie słodyczą. Przeważnie mleczną, acz czasem bardziej miodowo-mleczną (nawet w przypadku, gdzie trafiło się bez białej, i tak myśli kierowały się ku karmelowi zrobionemu z miodu, chyba lekko mlecznemu). Wydaje mi się, że ciemna lekko przesiąkła kokosową i tyle.

Mleczko kokosowe rozchodziło się po ustach błyskawicznie. Na jego fali płynęła nutka jakby mlecznej chałwy. W pierwszej chwili wydała mi się bardzo nieśmiała. Do tego dołączyła maślaność, a ja pomyślałam o nugato-chałwie, bo jasna część miała wydźwięk właśnie też nugatowy. To bardzo roślinna, złożona biała czekolada, w której i sezam okazał się bardzo świeży. Powiedziałabym, że surowy, delikatny.
W przypadku jasnej spróbowanej osobno, sam sezam ciut-ciut bardziej wyczuwalny, ale też nie tak, jak można by się spodziewać. Całościowo wyszła właśnie kokosowo z nutą sezamu, a także z pojedynczymi szpileczkami soli. Wkłuwała je w kompozycję raz po raz.

Czekolada ciemna początkowo płynęła jedynie w tle jako łagodna gorzkość. Zawarła w sobie maślaność i sporo orzechów. Dopiero po paru chwilach dołączyła do jasnej odważnie. Wprowadziła gorzkość, która zaczęła rosnąć, eksponując czarną, wilgotną ziemię i odrobinkę wina czy raczej beczki z winem. Jej goryczka z kompozycji wydobyła olej kokosowy, a także chyba sezamowy.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa słodycz drastycznie wzrosła - kumulowała się słodycz obu czekolad. Pomyślałam o palonym karmelu z miodu za sprawą ciemnej czekolady i o cukrze kokosowym za sprawą jasnej (ma on specyficznie, rześko-karmelowy smak). Jednak jasna i cała jej mleczność, słodziuteńkość robiła także aluzje do wanilii. I w końcu... to mi się zaskakująco miodowe wydało. Jakby tak były tam: bardzo miodowy nugat sezamowo-kokosowy i równie miodowa chałwa, a także brownie z miodem. Brownie w wersji zdrowej... kokosowe, z olejem kokosowym (i sezamowym?), acz lepkie od miodu. Wszystko to potrafiło aż raz czy dwa zadrapać w gardle.

Jasna część miała w sobie roślinną rześkość, co poniekąd "rozładowało" tę słodycz. Odnotowałam w niej kwasek kokosa, co razem przywiodło na myśl świeżego kokosa (nie miałam do czynienia z takim świeżym-surowym orzechem, ale tak go sobie wyobrażam). Do tego, zwłaszcza po tym, jak panoszyć się zaczęły słodkości, dodała odrobinę słoności. Raz po raz przełamała nią słodycz, kierując uwagę na czekoladę ciemną. Nie wyszło to jednak najlepiej, ta nawet odrobinę pobrzmiewająca słonawość, jeszcze bardziej osłabiała sezamowość.

Ciemna część jeszcze lepiej zadbała o to, by nie zrobiło się za słodko, przeszywając kompozycję soczystością. Najpierw mignęły mi słodko-kwaskawe pomarańcze, nasączające czarną ziemię. Może to też karmelizowano-kandyzowane pomarańcze? Ziemistość i orzechy trochę je przygłuszyły, łącząc z odległym kwaskiem kokosa w mniej jednoznaczny splot. Może to zdrowe brownie nasączone pomarańczą / wypełnione skórką? Takie też z ziemistym echem.

Potem jednak soczystość wychynęła z kokosowo-sezamowej toni i zdrowego brownie z olejem kokosowym i/lub sezamowym jako soczyste, wytrawne wino czerwone... Takie winne wiśnie? Też trzymały się ziemistości. Nie śmiały wyłonić się bardziej, uwalniając się z drewnianych beczek tylko epizodycznie. Przemknęła mi też myśl o słodkiej whisky, biorąc pod uwagę całą karmelowość, ziemię i... roślinność sezamu? 

Pod koniec, przy ziemistości i soczystości ciemnej, sezam zdecydował się na bardziej świeży, delikatny charakter. Wciąż przegrywał z kokosowym duetem mleczka i oleju, ale czuć go. Lekka goryczka ogólna nieco pomogła. Słodycz zelżała - jako że to ciemna zostawała na koniec - odlegle sugerując bardzo czekoladową chałwę / nugato-chałwę.

Po zjedzeniu został posmak goryczkowatej czekolady o orzechowo-ziemistym charakterze, zdrowego brownie kokosowego, lekko nasączonego pomarańczą, z nutką oleju kokosowego oraz sezamu. Mimo ogólnie wysokiej słodyczy i "tłustszych nut" (maślaność, nugat, oleiste brownie), czułam rześkość.
Gdy zjadłam akurat kęs, gdzie to jasnej część było bardzo dużo, dochodziło do tego echo soli.

Czekolada mi smakowała, ale też trochę rozczarowała. Wyraźnie czuć w niej charakterek ciemnej czekolady - dużo ziemi, orzechów i soczystość pomarańczy, wiśni przechodzących w wino były cudowne. Kokosowość też wyszła zacnie, bardzo mlecznie, a olej kokosowy był nutą "w punkt" (nie narzucał się). Wysoka słodycz została umiejętnie przełamana. Jej złożony charakter okazał się więc miły. A jednak brakowało mi... sezamu. Czuć go bardzo delikatnie. Wyszedł surowo-roślinnie, trzymał się za mleczkiem. Nugat sezamowy to jedynie wątek, do chałwy to w ogóle w zasadzie tabliczka tylko aluzje robiła. Tego mi żal. W dodatku nie jestem przekonana, czy akurat do tej kompozycji pasuje ten region i właśnie te owocowe, soczyste akcenty. A już na pewno według mnie nie pasowała tam sól. Niby łatwo przejść nad jej obecnością do porządku dziennego, bo nie było jej dużo, ale po prostu nie rozumiem, po co ona tam.
Konsystencja była taka sobie - w zasadzie ciemna całościowo wyszła w porządku, choć właśnie jako ciemna wydała mi się nazbyt tłusta, a jasna... no, taka miękkość do mnie nie przemawia, ale była kremowa, "pastowa", wcale nie taka zła. Całość była zgrana i przyjemna jako ciekawostka, ale bez szału. Smakowo spokojnie mogłaby mieć 8 - gdyby to nie miała być czekolada sezamowa. Jako że tytułowy element tak nie zagrał, ocenę obniżyłam.


ocena: 7/10
cena: € 3,38 (za 50g; dostałam rabat)
kaloryczność: 520 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, prażony kokos, pasta 100% z sezamu "tahini" Seed + Mill, lecytyna słonecznikowa, różowa sól morska

*Sama ciemna czekolada to chyba 75% kakao, ale na opakowaniu z przodu jest 63%, bo tyle to składniki kakaowe całości, czyli dolicza się kokosa, tahini etc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.