Najbliżej z Mamą mamy Biedronki i Kaufland - bez tych marketów trudno byłoby nam się obejść, więc mamy szczęście. Z obu jednak tylko Biedra zatroszczyła się o krem orzechowy marki własnej. I to nie będący, przynajmniej u nas, na półkach zawsze. Długo nas nie interesował, bo jakoś tak "szpanersko wegańska" linia nas do siebie trochę zniechęcała. Miałyśmy wrażenie, jak by atrakcyjność produktów, które z zasady są wege, opierali właśnie na wegańskości. Poza tym, ogromna część tej wege oferty nie ciekawi nas w sposób naturalny, bo nie jesteśmy wegankami. Wiele z kolei po prostu nie wyglądała na oferującą wysoką jakość. A jednak to, że nie zawsze mamy możliwość kupienia ulubionego (Sante) Auchan Peanut Paste Smooth 100%, w końcu namówiłam Mamę, by kupić i spróbować ten. Nie chciałam bez sensu tkwić w uprzedzeniu. Gdy jednak chciałyśmy kupić, zniknął. Na szczęście wrócił, a wtedy obie już go zapragnęłyśmy. I oto jest.
Go Vege Krem z orzeszków ziemnych / Creme de Amendoim to krem 100 % z orzeszków ziemnych, gładki, produkowany dla Biedronki.
| przed i po uporaniu się z olejem |
Na wierzchu wydzieliła się średnia ilość oleju, z czego zlałam jakieś ponad 2 łyżki, może nawet 2,5, a resztę, czyli pewnie nawet niecałe 0,5 łyżeczki wymieszałam mniej więcej. Nie było to trudne, bo pasta okazała się miękka i lejąca. Niby rzadkawa, ale jednocześnie pełna, nieoleista. Widać w niej jedynie kropeczki, nie drobinki.
W trakcie jedzenia zalepiała bardzo, wydawało się, że trochę gęstnieje, ale nie jakoś bardzo. Trwało to krótko, bo rozpływała się łatwo, wykazując rzadkawość. Na pewno jednak nie oleistość. Choć z jednej strony wydawała się przyjemnie mało tłusta, brakowało jej sytości, konkretu. Była niemal idealnie gładka, bez drobinek. Gdy ją tak jadłam, z czasem zaczęła wydawać mi się przez to aż dziwna, osobliwa.
W smaku pasta najpierw wręcz uderzyła słodyczą. Wydała mi się słodziuteńka, bardzo maślana. Była to czysta, naturalna słodycz fistaszków, wzbogacona o prażono-ciepły aspekt. Miał w sobie coś suchego.
Słodycz poszła we wręcz nugatowym kierunku, zatapiając prażenie. Przez pewien czas grzecznie trzymało się na uboczu, dodając głównie jakby ciepłej nutki. Fistaszkowość należała do orzeszków bez skórek.
Mniej więcej w połowie rozpływania się porcji w ustach w maślano-nugatowej toni odnotowałam lekką oleistość. Pewną mdławość?
Tu nagle wskoczyło prażenie. W zasadzie wciąż średnie, ale znaczące i skupiające na sobie uwagę. Pomyślałam o maśle orzechowym typu amerykańskiego (peanut butter), dosłodzonym i kremowym. Pojedyncze kropeczki epizodycznie pojawiały się na języku, a prażona nuta zasugerowała odrobinkę soli - właśnie z PB.
Po prażono-amerykańskim odbiciu słodycz osiągnęła apogeum, a pasta zniknęła zostawiając posmak.
Po zjedzeniu czułam wysoką, niemal nugatową słodycz maślano-fistaszkową, a także prażoną nutkę jakby leciutko słonego "peanut butter", także o niebagatelnej słodyczy. Miało to taki... ciepły charakter.
Krem uważam za dobry, tak obiektywnie. Tylko i aż tyle. Smaczny, jednak mimo że naturalna, trochę mi przeszkadzała aż tak wysoka słodycz zestawiona z wyraźnym prażeniem. Ono nie było co prawda bardzo za mocne, ale jakoś rozjeżdżało się z niemal nugatową słodziuteńkością fistaszków. Pojawiła się za jego sprawą sugestia amerykańskiego masła orzechowego z solą, co było ciekawe... Odebrałam to jednak jako... ja wiem? Fistaszki prażone lekko, a bardzo długo, że aż w słodko-rozrzedzoną maślaność poszły? Do tego wolałabym, by nie był aż tak gładki, a bardziej drobinkowy. Sporo mam więc zarzutów raczej natury bardzo subiektywnej.
Mamie pasta nie smakowała zbytnio: "Zjem, bo zjem, ale ta za wysoka słodycz nawet na tostach się przebija i przeszkadza, tak jak i te prażenie mocne". Też ubolewa nad brakiem miazgowości i obie wiemy, że tego kremu więcej nie kupimy.
ocena: 7/10
kupiłam: Biedronka
cena: 9,99 zł (za 500g)
kaloryczność: 631 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: prażone orzechy ziemne
-----------------------------------------------------------
Go Vege Peanut Butter Smooth 100% orzeszków ziemnych to krem 100 % z orzeszków ziemnych, gładki, produkowany dla Biedronki; wersja od 2026.
Choć stwierdziłam, że nie wrócę do tego kremu, jednak z Mamą wróciłyśmy. Z prostej przyczyny: skończyłam nam się ten, który kupujemy zawsze (Sante Auchan Peanut Paste Smooth 100 %), a podczas mojej ostatniej wizyty w Auchan nie zrobiłam zapasu, bo trafiłam na pusty karton. Przy tym nieplanowanym powrocie zauważyłam, że trochę zmieniły się wartości. A i kolor pasty wydał mi się jakiś inny.
Po otwarciu słoika rozszedł się średnio mocno, acz znacząco prażonych arachidów. I tym razem w głowie pojawiła mi się myśl o suchych orzeszkach, prażonych na sucho. Pobrzmiewała przy nich słoność - tak silna, że aż upewniłam się, czy w składzie nadal nie pojawiła się sól. Pierwsza różnica wychwycona.
Na wierzchu tym razem w ogóle nie wydzielił się olej - oto i druga różnica. Mieszając krem trafiłam na konsystencję lejącą, ale nie bardzo rzadką, a jakby dość zwięzłą. Krem ciągnął się, zapowiadając gęstawość, nie gęstość. Wyglądał na idealnie gładki, choć widać w nim pojedyncze kropeczki.
Podczas jedzenia krem jakby lekko gęstniał i zalepiał usta porządnie. Wydawał się wręcz kleisty. Rozpływał się w umiarkowanym tempie, potem znacząco rzednąc, choć nie tracąc na konkrecie. Był kremowy, choć w porywach sprawiał wrażenie proszkowego. Nie miazgowego, a proszkowego. Bez kawałków czy drobinek, więc jako tako przedstawił się jako kremowy i niezbyt tłusty. Końcowo znikał niemal wodniście.
W smaku tkwiła kolejna różnica.
Krem przywitał mnie średnio wysoką słodyczą leciutko prażonych fistaszków. Wydały mi się lekko maślane i nieco ciepłe.
To poczucie ciepła, związane z prażeniem, a także rosnąca słodycz wpisały arachidy w niemal nugatowe realia. Prażenie cały czas trzymało się średnio-niskiego poziomu, ale nugatowości dopowiedziało coś... suchego? Wyobraziłam sobie krucho-suchawy nugat, jakieś brytyjskie krówki "fudge" z fistaszków bez skórek zmielonych na masło orzechowe.
Ten smakowo suchawy motyw z czasem, mniej więcej w połowie rozpływania się porcji w ustach jednak znikał w prażeniu, które pokierowało nugatowo słodkie orzeszki w stronę wręcz lekko dosłodzonego masła orzechowego typu amerykańskiego. Tylko że takiego bez soli. Tym razem motyw "peanut butter" wydał mi się słabszy, niemal nieuchwytny.
Końcowo za to odnotowałam lekką jakby wodnistą oleistość, która mieszała się z łagodnymi słodko-maślanymi arachidami.
Po zjedzeniu zostało trochę suche wrażenie oraz posmak właśnie sucho wyprażonych, łagodnych fistaszków, jakby rozrzedzonych trochę wodą i olejem.
Krem wydał mi się inny. Nie bardzo, ale jednak. Łagodniejszy. Z poprzednich lat, z 2023, miało w sobie oleisty, nijaki akcent, ale i tak ogólnie smakowało nugatowo-peanut butterowo, złudnie słonawo. W nowszym z 2026 najpierw orzeszki pokazały się jako suche, potem łagodne, nugatowo-słodkie, a dopiero na końcu pojawiła się ta oleistość, wręcz wodnistość. Odebrałam je jako... jakby najpierw je trochę odtłuścili, a potem próbowali to wyrównać olejem arachidowym. Utrzymało więc swoją ocenę i poziom, acz zmianę odnotowałam. Utwierdziłam się też, że w moim odczuciu to 7 trochę naciągane, bo wielki plus tego kremu to po prostu dostępność w sklepach.
Resztę słoja jadła Mama na śniadania. Jej opinia: "W pierwszej chwili jak spróbowałam, wydało mi się okropne. Potem jak już jadłam to... po prostu kiepsko-może być, ale pierwsze skojarzenie zostało. A kojarzyło mi się z czymś dziwnym, zupełnie niefistaszkowym, czego nie umiałam uchwycić. Jakieś takie... próchnowate, prażone...".
ocena: 7/10
kupiłam: Biedronka
cena: 13,50 zł (za 500g)
kaloryczność: 627 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: prażone orzechy ziemne
Za dużo w du......ie
OdpowiedzUsuńJeśli masz takowy problem, to nie do mnie, a lepiej do apteki po lek na hemoroidy.
Usuń