sobota, 30 sierpnia 2025

krem Ruda Kita Chai Masala | Orzech Ziemny, Migdał Crunch

Może niezbyt fortunnie wybrałam porę na jedzenie tego kremu, bo ostatnimi czasy wszystkie nowe poznawane, okazywały się przesłodzonymi rozczarowaniami. Miałam ochotę na dobry, mocno orzechowy krem, a jednak... Nie wiem dlaczego, ale ten mnie do siebie przywołał. Obstawiałam, że będzie słodki, ale obiecywana przez producenta eksplozja smaków i smakowa podróż do Indii... nie brzmiała zacukrzająco nieprzyjemnie.

Ruda Kita Chai Masala | Orzech Ziemny, Migdał Crunch to chrupiący krem z prażonych migdałów i orzechów arachidowych z mieszanką przypraw chai masala oraz kawałkami migdałów; słodzony.

Po otwarciu przywitał mnie intensywny zapach słodkich, lekko prażonych i dosłownie odrobinkę solonych fistaszków. W ich słodycz wpisała się nuta jakby rześkiego karmelu oraz słodkie migdały, podążające za nimi. Te nie były zbyt jednoznaczne, ale do nazwania. W dodatku same w sobie słodkie, a... gdy krem mieszałam i czasem też w trakcie jedzenia, jednocześnie lekko solone. Słodycz orzechów, mieszając się z prażeniem i karmelową nutą, przełożyła się na myśl o jakiś miodowych preclach. Raz po raz przemykała też wanilia. Wyraźnie czułam także ciepło przypraw, tworzących indyjski klimat, ale mających w sobie również coś z piernika. Czułam na pewno sporo ostro-soczystego imbiru i słodkiego cynamonu, jak również wytrawniejszy, goryczkowaty duet pieprzu i gałki muszkatołowej. Ogół mimo wysokiej słodyczy, to właśnie wytrawnością bardziej zwracał uwagę.
Po uporaniu się z olejem przyprawy i sól przybrały na znaczeniu, ale nie zdominowały kompozycji.

przed i po uporaniu się z olejem
Na wierzchu wydzieliło się trochę oleju. Zlałam prawie wszystko, czyli 2 łyżeczki. Dosłownie odrobinkę już przemieszałam. Przydało się to, ale nie było niezbędne. Krem był bowiem tłusty, trochę z widocznie oleistym efektem. Cechowała go lepkość i średnia gęstość, a mieszanie trochę utrudniały średniej wielkości kawałki migdałów. Skumulowały się na wierzchu, ale były w całej masie - z  tym, że na dole mniej. Po przemieszaniu więc się wyrównało i ich ilość uważam za sowitą, ale jeszcze nie przesadzoną. To wciąż krem z kawałkami, a nie jakiś zlep kawałków. Wciąż dało się raz po raz zagarniać sam krem, bez nich.
W ustach krem okazał się miękki i chwilowo leciutko gęstniejący, ale ogólnie średnio gęsty; nie był zbity. Czuć wysoką, oleistą tłustość, ale też konkret, masywność. Kawałki migdałów zdawały się trochę pospieszać rozpuszczanie się i na pewno niwelowały zalepianie. Krem próbował na chwilę zalepiać, ale szybko odpuszczał. Rozpływał się w tempie średnim, ujawniając chropowatość i proszkowość przypraw, a także znikomą miazgowość, która zatracała się w przyprawach.
Na próbę raz czy drugi trochę pogryzłam masę. Wtedy lekko trzeszczała.
Kawałki migdałów wolałam gryźć, gdy baza się rozpłynęła. Były twarde i chrupiące, a także nieco suchawe. Nie trafiłam na kawałki ze skórkami.
Drobinki okazały się przyprawami i chrupkawymi kawałeczkami orzeszków i migdałów, także ich mikroskopijnymi skórkami. Niektóre z drobinek gałki i kardamonu albo pieprzu były nieco pokaźniejsze i dało się je wyraźnie chrupnąć.

W smaku od razu poczułam wysoką słodycz cukru kokosowego. Dał się poznać jako rześko-karmelowy. Mimo rześkości, wprowadził ciepło. W słodycz wpisywały się również fistaszki. 

W słodycz po sekundzie czy dwóch na moment wkradła się lekka mydlaność. Zaraz jednak przyprawy ruszyły na podbój kompozycji i mydlaność okazała się ostro-ciepłym imbirem. Wydał mi się robić aluzje do soczystości, ale jednak osiadł w ciepełku przypraw. A te, nie szarżowały, a właśnie taki cieplutki, przytulny klimat przybrały. Imbir wprowadził wytrawniejsze gałkę muszkatołową i pieprz. Robiło się bardzo indyjsko.

Wytrawniejszy, indyjski motyw przypraw na pewien czas jakby trochę odłączał się od rosnącej, ciepłej słodyczy karmelu. Ta była dosadna, ale na szczęście głęboka i niebanalna.

Orzeszki ziemne nasiliły się. Okazały się naturalnie słodkie i lekko prażone, czym dopasowały się do ciepłego wydźwięku przypraw. Z lekkim ociąganiem ujawniło się migdałowe echo. Migdały mieszały się z fistaszkami, gdyż też były lekko prażone i bardzo słodkie w naturalny sposób.

Mniej więcej w połowie rozpływania się porcji w ustach cały czas rosnąca słodycz wzbogaciła się o wanilię. Wanilia pokierowała przyprawy w bardziej piernikowym kierunku. Rosła korzenna pikanteria. Przewinęły się goździki, kardamon, ale też jeszcze więcej pieprzu i imbiru. Słodycz zaczęła rozgrzewać w gardle, a przyprawy umocniły to poczucie. Goździki i anyż aż gryzły czasem w język. Co ciekawe, przysłoniły prażoność orzeszków i migdałów.

Arachidy i migdały jawiły się przy tym wszystkim jako słodziuteńkie i prażone znikomo. Prawie cały czas dominowały orzeszki ziemne, tylko gdy podgryzałam sporadycznie kawałki migdałów, oczywiście podkręcały właśnie migdałowość. Rzadko jednak gryzłam je "obok masy", bo nie wykorzystywały wtedy całego swojego potencjału - nie miały siły przebicia i zostawały w tyle za przyprawami. Mimo to, kawałki wtopione w masę nawet niegryzione trochę rozganiały słodycz.

Przyprawy miały epizody silniejsze i słabsze. Przy niektórych zagarnięciach migdały wywalczały w nich silniejszą ostrawą wytrawność. Subtelny akcent skórek migdałów miał w tym swój udział.

Korzenność łączyła w sobie indyjskie, orientalne klimaty z piernikiem, rozgrzewając porządnie, ale nie przytłaczając. Goździkowo-pieprzna ostrość potrafiła zaznaczyć się w gardle. Wysoka słodycz za to już trochę przesadzała. Natłok słodyczy przypraw, w tym wanilii i karmelu trochę męczył. Sól epizodycznie wydawała się gdzieś w oddali przemykać, ale w zasadzie była ukryta. Sporadycznie do głowy przychodziły mi jakieś przyprawione, miodowe precle oraz migdały i fistaszki oblane karmelem (nie karmelizowane). Fistaszki końcowo dominowały znacząco, a jako że słodycz zrobiła się bardzo wysoka, ocierały się o arachidowy nugat.

Gryzione na koniec kawałki migdałów to kompletnie zmieniały. Zerowały słodycz, ale nie pikanterię przypraw. Gdy zabierałam się za kawałki, lekko prażonym, słodkawym migdałom udawało się wyjść przed fistaszki i prawie przygłuszyć wszystko inne. Na kawałkach nie było skórek.

Po zjedzeniu został posmak słodkich, lekko prażonych arachidów i migdałów (to, które dominowały zależało od tego, jak dużo akurat zagarnęłam kawałków migdałów) oraz cała gama ostrych przypraw w klimacie indyjskim. Cynamon, imbir, pieprz, gałka muszkatołowa i goździki połączyły słodycz karmelu z domieszką wanilii z pewną wytrawnością i goryczką. Słodycz trochę aż drapała w gardle, ale przyprawy starały się to ograć, fundując ogólne poczucie drapania, rozgrzania. W posmaku odnalazło się też słonawe echo.

Krem uważam za bardzo ciekawy, jednak dla mnie trochę za słodki. Słodycz aż drapała i przytłaczała, acz muszę przyznać, że i tak w tej kompozycji nie było z tym tak źle. Miała towarzystwo, które nadało jej charakteru. Przyprawy, mimo iż pikantne i wyraziste, zrobiły tu kawał dobrej roboty. Rozgrzewały, przypiekały, ale nie zagłuszały orzechów. Czuć głównie arachidy, ale i migdały się pokazały. Ciekawe, że przyprawy wydobyły ich naturalną słodycz, a trochę schowały prażony element w swym cieple. Czuć dużo różnych przypraw, a nie tylko oklepany cynamon, i rzeczywiście łatwo pomyśleć o Indiach.
Wolę wersje gładkie niż chrupiące, jednak tutaj kawałki wyszły w porządku. Było ich sporo, ale nie za dużo, nie zaburzały kremowości. I na pewno trochę tonowały słodycz i zapędy pikanterii, wydobywając też migdałowy wątek z bazy.


ocena: 7/10
kupiłam: rudakita.pl
cena: 29 zł (za 200g)
kaloryczność: 561,4 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: migdały prażone 44%, orzechy ziemne prażone 28%, kawałki migdałów 15%, cukier kokosowy, cynamon, kardamon, imbir, gałka muszkatołowa, goździki, anyż, pieprz, wanilia, sól

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.