wtorek, 25 sierpnia 2015

lody Ben&Jerry's Boom Chocolatta! Cookie Core

Pierwszy poranek w USA. Z samego rana, kiedy jeszcze wszyscy spali, zeszłam do kuchni. Śniadanie, kawa... a potem się zaczęło. Łowy. Zajrzałam wszędzie, gdzie mogłam znaleźć coś do jedzenia z kategorii 'coś słodkiego'. Czekoladki Hershey's? Hm, jadłam tego sporo ostatnim razem, a te czekolady i w Polsce, drogo, bo drogo, ale dostanę. Chwila! Jeszcze zamrażarka! A może tam coś znajdę? 

Uchwaliłam drzwiczki, a tam w świetle zamrażarkowych reflektorów... nowość: Ben&Jerry's Boom Chocolatta! Cookie Core mocha & caramel ice cream with chocolate cookies, fudge flakes & a chocolate cookie core.

Wyjęłam, obejrzałam. Czego się dowiedziałam? Lody kawowo-kakaowe (mocha) z kawałkami czekolady i lody karmelowe z czekoladowymi ciasteczkami z ciasteczkowo-czekoladowym rdzeniem. Przyznam, że widziałam te lody ostatnio w internecie i odrobinę mnie zaciekawiły. Może nie miałam zamiaru kupić, ale zastanawiałam się, w jakiej to jest formie.

Po otwarciu zauważyłam, że są podzielone, jak producent przekazał. Okrąg podzielony równo, na dwa kolory, a w środku mniejsza, ciemna, okrągła plama.
Bez zastanowienia zaczęłam od części brązowej, czyli, jak się chyba każdy domyśli - kawowej. Z góry założyłam, że będzie lepsza.

To, co mi od razu rzuciło się w oczy, to gęstość lodów: nieprzesadnie zbite, ale w pełni zaspakajające, bo po prostu konkretne. Czuć też to, że zostały zrobione na śmietance, co objawia się także w odrobinie przyjemnego tłuszczyku.

Przejdźmy jednak do konkretnych smaków.

Lody kawowe są dobre, ale na tym koniec. Są bowiem bardziej śmietankowo-mleczne, niż mocno kawowe. Wiem, że te wszystkie kawy typu mocha, to właściwie mleko z dodatkami (w tym wypadku z kakao), ale w lodach mogli sypnąć tej kawy więcej. Goryczka jest naprawdę słaba, za słaba. Nie czuć wyrazistości kawy, ale ogromny plus, że nie są przesłodzone, a tylko zwyczajnie słodkie. W zasadzie... smakują jak lody czekoladowe, mające w sobie minimalnie kawową nutkę.

W tej części zatopiono kawałki masy czekoladowej, czyli po prostu większe i mniejsze kawałki ciemnej czekolady, które mają konsystencję doskonałą; nie są przemrożone, a w ustach od razu zaczynają się rozpuszczać, chociaż potrafią też nieźle chrupnąć. To nie jest mleczno-czekoladowy, tłusty zlepek, a kształtne i nieco twarde kawałki. Rozpuszczanie ułatwia im lekka tłustawość, na którą jednak narzekać nie mogę. Pasowała tam. Ogólnie czekolada jest taka, jaką lubię, czyli słodko-gorzka (z naciskiem na to drugie), co z kolei świetnie pasuje do mlecznej kawy.

Część biała od razu nastawiła mnie do siebie trochę bardziej negatywnie. W końcu karmel ma inny kolor. Może tutaj nie jest to czysta biel, ale złotawy kolor też nie. Gdy ją spróbowałam, wydała mi się bardziej śmietankowa i silnie maślana, niż karmelowa. Jakbym miała już to jakoś nazwać, byłoby to toffi. Jedyne, czego nie mogę jej odmówić, to słodycz; przytłacza i tak już lekką goryczkę drugiej części. Sama karmelowa masa wypada bardzo pospolite, wręcz kiepsko.

W tej części zatopione są kawałki ciastek; cudownie wilgotne, rozpuszczające się nieco tylko wolniej od lodów. Przez to przypominają mi raczej kakaowy biszkopt, niż ciasteczka. Oprócz tego mają gorzkawy smak, który nie podchodzi tylko z kakao, ale też ze smaku bardzo dobrze wypieczonych ciastek. Te kawałeczki są rewelacyjne, trochę sprowadzają do poziomu tę pseudo-karmelową słodycz.

Zwieńczeniem jest solidnie czekoladowe centrum. Tworzy je rdzeń, idący przez całe lody: od góry do dołu. Odkryłam to dopiero w miarę, jak nakładałam porcje sobie po trochu.
Najpierw pozwolę sobie omówić jego konsystencję, bo bez wątpienia zasługuje na chociaż chwilę uwagi. Rdzeń ten jest dość twardy, bo przemrożony, ale także bardziej miękki, niż zwykła czekolada. Nie jest zbyt zbity, ale sos to na pewno nie jest. Chrupkie to jest, między zębami chrzęści, niczym cukier, ale też rozpuszcza się.
Porównałam ten środek do cukru, ale z cukrem... to on nie ma nic wspólnego! W ogóle nie jest słodki i w sumie... jest najbardziej gorzki ze wszystkich dodatków w tych lodach. Czekoladowy, przez duże ''C', ale ma w sobie też coś, co skojarzyło mi się z trochę za długi pieczonymi ciasteczkami. Smaczne to było i ciekawe.

Gdyby ciastka były zatopione w lodach kawowych, karmelowa część mogłaby dla mnie nie istnieć. Do kawowej mam jedno jedyne zastrzeżenie: więcej goryczy. Czy to tej kawowej, czy kakaowej. Cieszę się jednak, że nie były przesłodzone. Smaczne lody, ale w zasadzie... nic nadzwyczajnego. Za dużo tu tego wszystkiego i zrobił się mały chaos nie gruncie rzeczy, wszystkiego jest tylko po trochu.

(Czy tylko mi dziwnie kojarzy się to zdjęcie? Haha)

ocena: 7/10
kupiłam: poczęstowałam się
cena: jak wyżej
kaloryczność: 281 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

śmietanka, odtłuszczone mleko, syrop cukrowy (cukier, woda), woda, cukier, olej sojowy, kakao, żółtka jaj, masło (śmietanka, sól), ekstrakt z kawy, syrop kukurydziany, mąka ryżowa, mąka ziemniaczana, mąka pszenna, olej kokosowy, brązowy cukier, ekstrakt z wanilii, sól, wodorowęglan sodu, naturalny aromat, kakao w proszku, lecytyna sojowa, jaja, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, mleko, koncentrat białka serwatki, guma guar, karagen, tłuszcz mleczny

36 komentarzy:

  1. charlottemadness25 sierpnia 2015 05:44

    Często widuję je na Insta. Z Twojej recenzji wynika,że szału nie robią.Może są trochę przereklamowane,jak inne produkty typu "popularne, a w smaku beznadziejne".Może inne smaki są lepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdradzę tylko tyle, że owszem są, ale założę się, że większość jest tego typu - nieco przekombinowana.

      Usuń
  2. Ben&Jerry's <3 zabiłabym za możliwość kupna tych lodów w Polsce. Tak wiem, ten za bardzo cię nie zachwycił, ale skoro mi smakowała wersja sernikowa ( a za sernikami nie przepadam) to o czymś świadczy. Pewnie o tym, że mam obsesję i nie jestem obiektywna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, a ja... akurat sernikowych nie jadłam! Chciałam, ale nie miałam jak. :(

      Usuń
  3. Czytam Twój opis tych lodów i mówię sobie ''będzie się działo!!!" A tu lekko się rozczarowałam i mój entuzjazm opadł... Lody zachwyciły mnie sposobem podania, tym że są podzielone na dwa różne smaki. Ale lody o smaku kawy to lody kawowe, a nie mleczne...
    Ale myślę, że bym się na nie skusiła, chociażby dlatego rdzenia *-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można by wyjeść sam rdzeń (nieee, wcale nie próbowałam wygrzebywać go łyżką). :P

      Usuń
  4. Zobaczyłam tytuł i w mojej głowie pojawiła się myśl: "Nienawidzę Cię". Oczywiście tylko przez chwilę i.. Z wielkiej zazdrości. :) Co ja z tą zawiścią ostatnio mam? :D

    Ale ale. Widzę że szału to nie ma :) Szkoda, że niestety kawowe dały ciała. Ja po rzeczach kawowych zawsze oczekuję najwyższej półki. Taki mały kawosz. Nasze krajowe lidlowskie to jednak dobre podróby, bo wyglądają ojj bliźniaczo :) Co do smaków chyba również jest podobnie. Jedyne na co się ślinię to to czekoladowe ufo centralne! Mniam :)

    Przy Twoich recenzjach zza oceanu pęknie mi serce :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest też kilka paskudztw, więc będziesz miała okazję także pośmiać się szyderczo i złośliwie. ;) Haha.

      Usuń
  5. Ben&Jerry's to lody, na które mam ogrooomną ochotę. ;/ Może akurat nie na taki smak, bo kawowych produktów nie lubię (samą kawę to uwielbiam…), ale wiem, że marka ma świetną gamę innych smaków, na których myśl…och! :D Mam nadzieję, że zobaczę tu niedługo recenzje i innych, oby lepszych smakowo. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. AAAAAA.... idźcie z tymi lodami! :D Czytam o nich od 4 lat i dalej na tym muszę poprzestać! Dałabyś 7 ? A ja dałabym milion bo kocham lody z ciasteczkami ^^ Moje na razie ulubione to gałkowe z Sowy ;) Skład? Po co psuć przyjemność konsumpcji xDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wylatuj mi tu z milionem za szybko! Są o wiele lepsze lody właśnie z ciasteczkami od tych. :P

      Usuń
    2. wiesz każdy lubi co innego :) Ja dzisiaj jadłam batona milka oreo i szalałam xDD

      Usuń
    3. Po tym komentarzu to myślałam, że dychę siekniesz. :P

      Usuń
    4. Trzeba było posolić. xD

      Usuń
  7. Po tak znanych i popularnych lodach spodziewałam się efektu "WOW", a może właśnie dla tego go nie ma, bo są przereklamowane? Ja tego nie wiem i pewnie się nie dowiem ;) Miło by było gdyby były w Polsce, z chęcią bym spróbowała. Może inne smaki zaskoczą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie zdradzę tylko, że pierwsze wrażenie o firmie to było rozczarowanie, ale potem... no cóż, to tak, jak nie można ocenić książki po przeczytaniu pierwszej strony.

      Usuń
  8. Jeśli chodzi Ci o pośladki, z między których wyłania się smołowy stolec, to wcale tego nie widzę.

    Lody kuszą mnie nawet bardziej niż Haageny, bo niedostępne - wiadomo. Tyłka nie urywają (a jednak; patrz: zdjęcie), tak się mogę pocieszać. Gorzej, że nasze gusta są rozbieżne :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście, że nie o to chodziło! Gdzie by tam! Nas takie skojarzenia się nie trzymają! :D

      Usuń
    2. haageny i tak sa najlepsze xD

      Usuń
  9. Mimo, że kawowe to dla nas tak super wyglądają, że z chęcią byśmy po nie sięgnęły :P Chociaż pewnie naszych ulubionych z masłem orzechowym z tygodnia amerykańskiego nie przebiją :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Wyglądają jak przysłane prosto z niebios :') Oczywiście niedostępne w Polsce, a jak...

    http://worshipingmornings.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Boooooże *o* Chcę chociaż powąchać pudełko! :< :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam, ale z brownie są lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Widziałam je będąc w Niemczech ale jakoś pożałowałam tych 5 euro i nie skusiałam się na nie... może następnym razem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam bym ich nie kupiła - są ciekawsze smaki. ;P

      Usuń
  14. Nie moje smaki (zbyt czekoladowo, wiem, czepiam się :p ), ale trzeba przyznać że wizualnie zachęcają. Btw jestem niemalże w 100% pewna, że w jeden cukierni w moim mieście je sprzedają, tyle że jakieś pojedyncze smaki. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. a probowalas innych ben&jerry? ja osobiscie <3 te lody i zaluje ze ich w pl nie ma :(
    ps.gdzie dokładnie w usa byłas? masz tam rodzine?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam i to całkiem sporo - recenzje niedługo.

      Na Alasce przez kilkanaście dni, a reszta pobytu utrzymywała się w okolicach Parkton - Nowy York. I tak, mam tam rodzinę - wszyscy "od strony" mamy. ;)

      Usuń
  16. Oj zazdroszcze tych testów B&J - ja ja uwielbiam.
    Na Alasce nigdy nie byłam ale NYC- to miasto w ktorym mam plan kiedys zamieszkać ;)
    ps.jak Ty to robisz ze taki chudziak i tyle slodkosci wcina?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkanie w NYC? O nie, już widzę to codzienne stanie w korkach!

      Po prostu zachowuję pewien umiar: nie przekraczam swojego zapotrzebowania kalorycznego (bardzo na oko licząc) i trochę trenuję na siłowni / biegam, żeby mieć kondycję na szlaki górskie. ;)

      Usuń
  17. Rowerem korki nie straszne ;).
    No to widze ze wszystko spalasz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mam po prostu dobry metabolizm. :D

      A rowerem... to umiem tylko stacjonarnym jeździć. :P

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.