środa, 12 maja 2021

Zotter Squaring the Circle 70% Dark Choc with Maple Sugar ciemna z syropem klonowym

Nie ukrywam, że daktylowa Squaring the Circle 50% Milk Choc with Date Sugar okazała się sporym rozczarowaniem. Może trochę bezpodstawnie nabrałam więc podejrzeń w stosunku do ostatniej już posiadanej tabliczki odnoszącej się do kwadratury koła. Kolejne dziwne słodzidło... Tym razem syrop. Jak on miał zmienić strukturę? Ciekawiło mnie to o tyle bardziej, że czekała mnie pewna czekolada z nim jako z dodatkiem, do porównania. Cóż, przynajmniej jego smak jest mi dość dobrze znany. Nie spodziewałam się więc wielkich niespodzianek w tej kwestii. Syrop klonowy lubię, choć nie jem, bo nie mam do czego.

Zotter Squaring the Circle 70% Dark Choc with Maple Sugar/ Quadratur des Kreises 70 % Dunkle Sschoko mit Ahornzucker to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao; słodzona syropem klonowym.

Gdy tylko otworzyłam folię, poczułam intensywną i wysoką słodycz syropu klonowego, kojarzącego się z karmelo-miodem z naturalnie orzechowo-drzewną naleciałością oraz palono-dymną, także trochę orzechowo gorzkawą bazę. Wydało mi się to lekko duszno-drapiące, iluzorycznie cukrowe. Po tym do głowy przyszły mi jakieś korzenne krówki i wypieki, melasa albo ciastka z nią i... lukrecją? Przesłodzone, ale z głębią.

W dotyku tabliczka wydała mi się jedwabista i jakby miała okazać się lepkawa.
Łamała się z głośnym trzaskiem, będąc bardzo twardą. Przy robieniu kęsa na jaw wyszła także jej nieco kamienna chrupkość.
W ustach twardość została podtrzymana. Mimo to, jak na ciemną czekoladę, znikała się dość szybko. Albo inaczej: trzeba było dać jej sporo czasu, by zaczęła się porządnie rozpuszczać, a potem już z górki. Zachowywała w nich zwartą twardość i jedwabistość, potem wygładzając się idealnie. Miarowo opływała dość rzadkawymi falami, trochę na jakby minimalnie lepką cukrową wodę.

W smaku czekolada od początku uderzyła słodyczą syropu klonowego, zasładzając już po chwili. Po ustach krok w krok za nią zaczęła się jednak na szczęście rozchodzić także palona gorzkość. Podkreślały się wzajemnie.

Słodycz wciągała w swą głębię, prezentując kolejne poziomy jakby soczystej miodowości, miodowo-orzechowego zasłodzenia i drzewnej karmelowości. Wszystko to za sprawą syropu klonowego, który jako on sam dominował zdecydowanie. Pod wpływem kakao jednak robił też wiele sugestii do drobniejszych nutek.

Palony wątek rozwinął się jako coraz to mocniejsza gorzkość orzechów i wypieków. Do głowy przyszły mi włoskie i laskowe - może nie pierwszej świeżości...? A nagle mnie olśniło: pekany! Wyłapałam nutę ziemi, w której pojawiła się cierpkawa ostrość, aż pleśniowe akcenty. Mimo to, klimat robił się dość chłodnawy. Orzechy jednak przodowały. Chyba zarejestrowałam też pewną nutę... węgla.

Węgiel w tle mieszał się z ziemią i lekką roślinnością, jakby lasu iglastego, drzew... Doszukałam się w tym lekkiego kwasku, a orzechy wydobyły... Śmietankowość? Pomyślałam o jakimś... śmietankowym deserze (lodach?) z rodzynko-winogronami (forma pośrednia?) i syropem klonowym / miodo-karmelem.

Syrop klonowy płynął litrami i mieszał się z coraz silniejszą maślanością, rosnącą w drugiej połowie rozpływania się kęsa. Skojarzyło mi się to z mulistym ciastem (może zakalcowo-węgielnym?) i gęsto-zbitymi, ciężkimi muffinkami z orzechami i syropem klonowym. To było... aż duszne. Nasiliła się nutka węgla, po czym... pomyślałam o palono-pieczonych (?) krówkach albo owsianych zlepkach z pieczonymi krówkami się kojarzącymi (typu Ania Crunchy Owsiany). Albo... o ciastkach melasowo-korzennych?  Flapjackach zajeżdżających krówką? Korzenność wzrosła i wraz ze słodyczą syropu klonowego drapała w gardle. Podkradła pleśniowe sugestie i poszła w lukrecjowym, ostro-chłodzącym i drapiącym kierunku.

Bliżej końca słodycz mieszała się z palono-kakaową cierpkością i mocno drapała jak miód, a jednak goryczka węgla i dymu przy asyście lukrecji wzrosła i zaflirtowała z kwaskiem. Drobna soczystość i chłodek lodów, lukrecji topiły się jednak w słodyczy. Skojarzyło mi się to z jakimiś twardymi, wytrawniejszymi ciastkami korzennymi i znów "krówkowymi" zlepkami owsianymi.

Po zjedzeniu został posmak palono-gorzki, orzechowo-ziemisty i wyraźnie - a może nawet wiodąco - słodki. Słodycz należała głównie do syropu klonowego, ale... po zjedzeniu większej ilości czułam się jakby zacukrzona. Nutka korzennego zasłodzenia, pieczonych zlepków i węglo-dymu też się trzymała, ale jakby... wpisała się w słodycz. Czułam się wręcz fizycznie tą słodyczą zalepiona, w ustach zrobiło się leciutko sucho.

Całość uważam za ciekawą i smaczną, głęboką, jednak... jak na ciemną czekoladę i tak przesłodzoną. Może w dobrym stylu, ale aż męcząco trochę. Ciężki smak i to wcale nie od kakao sprawił, że czułam się nieco nieswojo. Konsystencja zaś po prostu mi się nie podobała; choć jedwabistość była ciekawa i intrygująca (neutralnie). Spotkałam się już z takim przygłuszeniem kakao przez zamiennik zwykłego cukru (Surovital Klasyczna 70 %), ale jak widać syrop klonowy jest tak intensywny, że wyjątkowo łatwo z nim "przedobrzyć".


ocena: 7/10
kupiłam: biokredens.pl
cena: 16 zł (za 70 g)
kaloryczność: 580 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, syrop klonowy 29%, tłuszcz kakaowy

12 komentarzy:

  1. Bardzo lubię syrop klonowy w cieście, jako polewa na wierzch ( taka okrasa całości ). No ale nie mam z czym więc także u mnie rzadko kiedy gości.
    Ciekawi mnie jakby wypadł e czekoladowe. No ale pozostanie to w gestii moich niezrealizowanych domysłów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w jadłospisie nie gości, bo nie mam do czego. Mama jednak uwielbia i kilku próbowałam, a że to specyficzny smak, to i dobrze znam. Zapada w pamięć.

      Usuń
  2. "...to mleczna czekolada o zawartości 70 % kakao; słodzona syropem klonowym" - jesteś pewna, że mleczna? A może skopiowałaś opis, leniuszku, ze wspomnianej we wstępie mlecznej? ;> Całkiem mnie ciekawi wyrazista syropoklonowość, ale skoro musiałabym przystać na wysoką słodycz, to jednak podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znasz mnie chyba aż za dobrze (tak, skopiowałam).

      Sprawa niby ciekawa, ale słodycz odpycha. Podobnie mam z samym syropem - nie wyobrażam sobie dodawania go do czegokolwiek, takie to słodkie. Trochę eksperymentowałam z ciekawości raz czy drugi, ale tylko poznawczo.

      Usuń
  3. Ile ty tam tego wyczułaś! Nie mogę się nadziwić, że z gorzkiej czekolady tyle można wyciągnąć. Ja na pewno bym odpadła, bo twojego "za słodko" pewnie bym nawet nie poczuła. 😅 Ale syropu klonowego bym spróbowała! Tylko nie w gorzkiej czekoladzie. 🥞

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się chce czegoś czysty, bazowy smak poznać, to zdecydowanie lepiej nie w czymś, a samo, osobno. Za jakiś czas parę syropów klonowych na blogu się pojawi, więc może sobie coś wybierzesz. Już teraz zdradzę, że polecam lidlowy z tygodnia amerykańskiego - jak dla mnie najlepszy dotąd próbowany i przystępny cenowo.

      Usuń
  4. Nie lubię syropu klonowego - to sama słodycz, bez głębi.

    Chciałam zamówić czekolady wysyłkowo, lecz w okresie letnim doliczają ponad 30 zł do przesyłki , aby zapewnić czekoladom chłodne warunki podczas transportu... i chyba na razie muszę zrezygnować (fundusze...).

    Kimiko, powinna Pani być ambasadorem wszelkich sklepów z czekoladą i producentów czekolady. Nawet, jak pisze Pani, że czekolada jest niedobra, (oczywiście używając innych słów i porównań) to i tak w przedziwny sposób Pani kusi i zachęca do zakupu i spróbowania czekolady, poprzez niesamowity jej opis... (nie jestem osamotniona w tym stwierdzeniu), Pozdrawiam serdecznie ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest to sama słodycz, ma głębię. Wszystko zależy od tego, jakiej klasy i firmy się kupi. Są takie, które przypominają wodę z cukrem, a są specyficzne i wyraziste jak miód gryczany w porównaniu do miodów jasnych.

      Słusznie, że doliczają, bo inaczej strach pomyśleć, co by mogło przyjść. Czekolady muszą mieć odpowiednią temperaturę, toteż ja zawsze składam zamówienia wiosną i jesienią.

      Bardzo miło mi to czytać, aczkolwiek nie do końca się zgodzę. Nie chciałabym nikogo narazić na utratę życia lub zdrowia, np. pisząc coś o Wawelu (tak, nawet poetyckim językiem można wylać wiadro pomyj).

      Również pozdrawiam.

      Usuń
    2. Czyli prawdopodobnie trafiłam na nienajlepsze syropy klonowe... Bo w tym, który mieliśmy, cała rodzina czuła tylko jakby rozwodniony Cukier. Kupię jeszcze zatem inny lub inne i sprawdzę, gdyż myślałam, że tak właśnie smakuje syrop klonowy. Ale już np melasę czy syrop z buraka cukrowego uwielbiam.
      Zgodzę się oczywiście co do tych czekolad złej, po prostu złej jakości. Ale - proszę pomyśleć, gdyby jakiś sklep że wspaniałą czekoladą przy opisie każdej umieszczał Pani recenzję... Zdecydowanie wyróżniałoby się to... Na duży plus... Przecież w tych sklepach kupują koneserzy, milosnicy czekolady, ja myślę, że przydawałoby to zdecydowanie klimatu.

      Usuń
    3. Syrop klonowy, a zwłaszcza te, które lubię, a więc ciemne (polecam McEnnery z Lidla za około 15 zł) smakują jak karmelizowany / palony miód, który jest jakby bardziej "roślinny", "drzewny". Bardzo nie lubię tych, co smakują jak rozwodniony cukier - te są jasne i strasznie rzadkie.
      Nie próbowałam ani melasy, ani syropu z buraka na czysto, bo w ogóle słodkich syropów nie kupuję; nie są mi do niczego potrzebne. Syropy klonowe czy miody to próbuję od Mamy.

      To niewątpliwie byłoby miłe. Pochwalę się, że w Sekretach Czekolady czasem pojawiam się w opisach (głównie w sprawie, jakie nuty akurat czuć; bywają też linki).

      Usuń
    4. Rzeczywiście polecany przez Panią syrop klonowy jest zupełnie inny, smaczny, dobry zyskał nasze uznanie w kuchni :)
      Gratuluję Pani i trzymam mocno kciuki za dalszy rozwój pasji oraz spełnianie się w jej realizacji :)

      Usuń
    5. Ogromnie się cieszę, że mogłam w ten sposób pomóc.

      Dziękuję.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.