czwartek, 20 maja 2021

wafelek Sondey Rizer 2020 (po zmianach)

Mamie ostatnimi czasy też wszystko zaczęło się robić za słodkie. Jak pod moim wpływem zjadła Dare to Enjoy, a jakiś czas później skończyła po mnie My Motto i jej posmakowały, stwierdziła, że chyba obecnie także czekoladowe / kakaowe wafelki mogą być ok. Uznała, że chętnie wróci do Rizerów (recenzja z roku 2017). Jako że obie nas przerażają zbiorcze opakowania, stwierdziłam, że chociaż od sztuki-dwóch ją wybawię. Wtedy dostrzegłam zmianę. Mniej kremów?! Ogólnie zmiana włączyła mi w głowie czerwone światło. Przerażona przestudiowałam skład i... byłam w szoku, gdy zobaczyłam, że zmniejszyła się ilość cukru i tłuszczu. Hm... Za piękne, by było prawdziwe. Zadebiutował za to syrop glukozowy, którego chyba kakao się wystraszyło (tego dali mniej o 1,8%). Aż do spróbowania myślałam, że dodam tylko aktualizację pod starym postem, ale jednak nie.


Sondey Rizer mleczno-orzechowy to "wafelek z 35 % kremem orzechowo-kakaowym i 35 % kremem mlecznym z 12 % warstwą polewy kakaowej" marki własnej Lidla; sprzedawany w opakowaniach zbiorczych 10 x 25g.

Po otwarciu poczułam znajomy, bardzo słodki, ale i wyraźnie kakaowo-orzechowy zapach na tle dobrze wypieczonego wafelka.

Struktura nie zaskoczyła mnie niczym, bo chrupiąco-kruche, konkretne wafle skrywały gęste, tłusto-zbite, kremy. To może być kwestia temperatury / słabej pamięci, ale pokuszę się o stwierdzenie, że udział wafla po zmianach jest większy, a zwłaszcza krem brązowy był bardziej miękki. Biały wciąż był twardawo-suchszy, ale też delikatniejszy. Dawny, konkretniejszy Rizer bardziej mi się podobał, teraz chyba bliżej mu do Knoppersa (nie bez powodu latami wolałam Rizery). Ciemny krem wyszedł bardziej tłusto-oleisty i ziarniście cukrowy, zaś biały tłusto-proszkowy i zbity. Brązowy wydał mi się bardziej niż kiedyś wypełniony orzechami - niestety gorszymi niż dawniej.

W smaku czuć i wysoką słodycz, i tytułowe elementy. Dominował ciemny krem, a w nim orzechy laskowe, choć i kakao porządnie zaznaczyło swój lekko cierpkawy smak. Wyczuwalna gorzkość pochodziła jednak od orzechów. Te okazały się średniej jakości, gorzkie. Biały krem to dosłodził, aż nieco przesadnie. Spróbowany osobno był nieco śmietankowy. Zwalczyć go próbowała kakaowo-cukrowa polewa, pasująca do kremu orzechowego. Trochę podkręciła kakao, ale całościowo wyszło to już bardziej orzechowo-kakaowo, knoppersowo niż wyraźnie kakaowo (jak dawny Rizer). Wafel też równoważył smak porządnym smakiem mocnego wypieczenia i odrobinką soli. Całościowo właśnie, mimo silnej słodyczy, także ona miała spory udział.

Ogólnie wafel wyszedł więc podobnie, do tego, którego pamiętałam, ale teraz w ciemno bym obstawiała, że to raczej Knoppers, coś knoppersowego niż Rizer. Nowy Rizer wydał mi się bardziej smakowo wyrównany: czuć w nim słodki, orzechowo-kakałkowy krem, jak i silną cukrowo-mleczną część.
Niezły, ale już bez kakaowo-orzechowego rizerowego charakteru. Taki bardziej słodko-wafelkowy, rozmyty. Wprawdzie wciąż nie brak mu elementów przełamujących, ale gorzkość laskowców średnio do mnie przemówiła. Wolałam, jak słodycz przełamywało kakao.
Mama rozczarowała się. "Kiedyś Rizer miał taki charakter, był wyrazisty. Orzechy lepsze w nim były, kakao czuć, ale przyjemnie, słodko tak. A teraz? Wciąż dobry, ale taki po prostu wafelek, jeden z wielu. Tyle tych warstw, tak się napracowali, a jak się je to i tak jest po prostu słodko wafelkowo, knoppersowo miesza się to wszystko i tyle." Zjadła na raz 6, przy czym rozdzielała na warstwy też i dodała: "Jak wszystko oddzielnie się je, to lepiej, wyraziście bardziej. Brązowa część orzechowa, tych orzechów prawdziwych dużo i je czuć, ta biała taka mleczna i słodka była, a polewa kakaowa mi nie przeszkadzała. I tak jednak tyle tylko, że smaczne, zwyczajne.".
Dla mnie obecnie strasznie... nudne.


ocena: 8/10
kupiłam: Lidl (Mama kupiła)
cena: nie pamiętam
kaloryczność: 532 kcal / 100 g; sztuka (25g) - 133 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcze roślinne (palmowy, kokosowy), mąka pszenna, mleko w proszku odtłuszczone, 9% orzechy laskowe, 5% kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, mąka pszenna pełnoziarnista, syrop glukozowy, skrobia, bezwodny tłuszcz mleczny, sól, lecytyna sojowa, śmietanka w proszku, naturalne aromaty, substancja spulchniająca: węglany sodu

6 komentarzy:

  1. Nie umiałabym, jak Twoja mama, porównać smaku na przestrzeni lat. Nie chciałoby mi się, jak Tobie, przeczesywać składu w poszukiwaniu zmian. Słodycze z Lidla kupiłabym tylko wtedy, kiedy nie miałabym odpowiedników nigdzie indziej. Zaskoczyłaś mnie oceną, acz to dobrze, że nie miałaś przykrych doświadczeń. Spodziewałam się czegoś w rodzaju tych paskud Excelsiorów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie interesują wszelkie zmiany, bo zauważyłam tendencję, że cena rośnie, a skład się pogarsza i lubię wiedzieć, który producent tak sobie "ładnie" postępuje z konsumentami. Gdyby skład nie wpływał na smak / jakość, nie interesowałby mnie.
      Wiesz, to wciąż nie 8-ka w znaczeniu: "coś, co chciałabym jeść", ale muszę sprawiedliwie (jak sędzia haha) podchodzić, jak już oceniam. Nie wiem, dlaczego miałabym mu dużo niższą ocenę wystawić, skoro jest, czym jest i nie ma być niczym więcej niż wafelkiem.

      Usuń
  2. Ja he kochałam w okresie kiedy jakiś austriacki producent je robił dla Lidla (manner?). Potem skład i kraj produkcji uległ zmianie... i powrót do nich totalnie mnie rozczarował...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oryginalny Manner najmniej z wafli tego typu mi smakował: https://www.chwile-zaslodzenia.pl/2017/02/wafelek-manner-milk-hazelnut-wafer.html .

      Usuń
  3. Ja jestem z Knoppers team, podróbom nie ufam. 😣

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Podróby" potrafią wychodzić lepiej. Nie lubię tego słowa. Poza tym, przecież też właśnie knoppersowo wyszedł, stary był inny (lepszy). :>

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.