piątek, 4 czerwca 2021

(Słodki Przystanek) Beskid No Sugar Darkmilk Peru Satipo BIO 60 % ciemna mleczna bez cukru

Przy czekoladach o zawartości 100 % kakao powtarzam jak mantrę, że czekolada według mnie trochę cukru potrzebuje. Oczywiście są wyjątki potwierdzające regułę, a więc tabliczki, którym nie trzeba ani grama, a w tym... Zotter Labooko Milk Chocolate "dark style" 70 % czy Labooko 80% / 20% Milk Chocolate Super Dark - obie wprost obłędne i... z dodatkiem mleka. Zupełnie tak jak obiekt dzisiejszej recenzji. Wprawdzie kakao już mniej, ale co tam. Z nostalgią pomyślałam, że cóż - gdy odkryłam ciemne mleczne, był to mój ulubiony typ czekolady.

Beskid Bean-to-Bar Chocolate No Sugar Darkmilk Peru Satipo BIO 60 % to ciemna mleczna czekolada o zawartości 60 % kakao z Peru; bez cukru.
Czas konszowania i rafinowania to min. 48 godzin.

Kiedy tylko rozchyliłam papierek, poczułam wyrazisty zapach mleka i dymu, którego kłęby prędko odsłoniły orzechy (mieszankę laskowych, włoskich, pekan). Chwilami mleko wydawało mi się dominujące. Odnotowałam kwaśność kefiru / maślanki czy nawet jogurtu, charakterniejszym twarogiem splatających się z cytrusami, m.in. limonką. Jej skórka zataczała krąg do dymu, przy czym pojawiła się leciutka słodycz. Zasugerowała delikatne, wilgotne kwiaty. W trakcie jedzenia te zdawały się zakrywać lekką, słodkawą korzenność.

Przy łamaniu tabliczka trzaskała jak ciemna, bo i podobnie twardo-zbita była.
W ustach rozpływała się bardzo powoli i leniwie, zmieniając się w lepką papkę jak daktyle. Cechowała ją gęstość, wręcz ciężkość, acz wpisana w kremowe realia. Tu zarejestrowałam też lekką proszkowość, ale... wyszło to przyjemnie charakternie, chwilami wręcz szorstko.

W smaku od początku czułam gorzki dym. Dała o sobie znać palona cierpkość, łącząca go z orzechami, które osnuwał. Do gorzkawych włoskich zaczęły dołączać pekany i laskowe. Przy orzechach wyłapałam kwaskawą nutkę ziemi. Upuszczała kwasek i cierpkość, dodając do tego dziwną, przenikliwą, ściągającą... metaliczność? Pomyślałam o smole i przyprawo-ziołach.

Tuż-tuż za tym wszystkim rozlało się tsunami mleka. Pełnego, wyrazistego. Zalewało usta swym smakiem, chwilowo kojarząc się z lepkim, wilgotnym twarogiem, a zaraz potem i śmietanką. Kryło swoistą naturalną słodycz i akcent mleka w proszku po prostu. Kręcąca się wokół kwaśność złagodniała, ale nie poddała się.

Nad wszystkim wciąż czuwał gorzkawy dym i orzechy. Nie było za ich sprawą bardzo gorzko, ale gorzko-wytrawnie z wyraźną nutą... naturalnej słodyczy. W połowie rozpływania się kęsa zrobiło się zaskakująco słodko.
Nagle gorzkość wydała mi się nieco palona i goryczkowato-ostra. Zaczerpnęła to z ziemi i przemodelowała w wyrazistą, rozgrzewająco-pikantną korzenność. Przyprawy piernikowe szalały niczym piasek podczas burzy piaskowej. Wydała mi się aż gryząca, bardzo mocna. Tym samym wyszła na prowadzenie. Pomyślałam o ciastkach korzennych z mnóstwem goździków, cynamonu i imbiru. Takimi w towarzystwie mleka oczywiście, co je nieco uładzało.

Ziemia po tym wszystkim wciąż była wyczuwalna, ale jej kwasek wydał mi się bardziej zmieszany z soczystością. Czyżbym wyłapała ananasa, cytrynę i limonkę? Ta ostatnia swym kwaskiem i goryczką skórki otworzyła drogę soczystości. Przy przyprawach korzennych mignęły mi jakieś czerwone (dżem truskawkowy, wiśniowy albo coś żurawinowego). Łagodniejsza ziemia zaczęła przeistaczać się w rośliny... tropikalne? Mnóstwo kwiatów. Wilgotnych, żywych, wonnych. Łączyły w harmonijny i łagodny sposób nabiał z cytrusami, by nie było zgrzytów. Dym od siebie dodał liście tabaki, może akurat szykowane pod cygara. Nieźle wyczuwalnej limonce także ewidentnie to odpowiadało.

Podkreśliła w mlecznej strefie kwaskawy twaróg, a następnie kefir czy / i maślankę. Te wraz z kwiatami w drugiej połowie rozpływania się kęsa dominowały. W cytrusach obudziły słodycz, dopuszczając do korzenności pomarańczę. W ogóle pomyślałam o ciastkach-piernikach pieczonych aż do... karmelowości?

W posmaku została nuta właśnie goryczkowato-soczyście pierniczkowa, trochę karmelowo-tabakowa, ale i gorzkawy smak dymu i orzechów. Również po prostu mleczny (z motywem mleka w proszku), naturalnie słodkawy i orzeźwiający jak kefir i owoce. A także rozgrzewanie dwóch rodzajów: korzenne, jak i egzotyczne, słoneczne.

Dym, orzechy, przenikliwa smolistość i pikanteria oraz owoce egzotyczne, w tym cytrusy, wyraźnie czułam także w Beskid Peru Satipo 100 %. Tamta jednak wyszła bardziej owocowo i gorzko (kawowo), ale wiadomo, że mleko wiele zmieniło.
Podobne było nawet mokre zalepianie, ale... dzisiaj przedstawiana bardziej kojarzyła się z papką z daktyli. Była podobna do Zottera "dark style" 70 %, ale bardziej proszkowa.
Dym, rośliny i ananasa czułam także w Beskid Peru 70 %, która była karmelowo słodsza, ale... o dziwo nie aż tak bardzo, jak bym się spodziewała. Na pewno była soczystsza. I różni je nuta kawy, wiśni.
Mam taką swoją teorię, że w tej nie czułam kawy, bo jeśli taka w niej jest, to bardzo delikatna, a w moim słowniku skojarzeniowym kawa nie występuje u mnie naturalnie obok mleka.
Czekolada zachwyciła mnie swoją dynamiką i różnorodnością. Smakowała gorzkawo-szlachetnie, ale nie wytrawnie, wciąż słodkawo. Tylko że nie słodko, a jakby została utemperowana mlekiem.


ocena: 10/10
kupiłam: Słodki Przystanek (dostałam)
cena: 18,90 zł (za 60 g; ja dostałam)
kaloryczność: nie podana
czy kupię znów: nie

Skład: ziarna kakaowca, mleko pełne w proszku

6 komentarzy:

  1. Dzień dobry Kimiko.
    Jak zawsze cudowny opis.
    Mnie już od jakiegoś czasu frapuje taka kwestia...
    Czy jest jakaś czekolada, która jest tak bardzo "Pani", że potrafi Pani powiedzieć, że się z nią utożsamia?...
    Ta jedna jedyna?
    Ulubiona??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Ciekawe pytanie, jednak odpowiedź prawdopodobnie Cię rozczaruje. Nie ma takiej. Czekolady muszą u mnie pasować do nastroju, dnia. Zdarza się, że jednego dnia potrzebuję 90% kakao i wówczas nawet najlepsza 70% "to nie będzie to". Niektóre czekolady z kolei są tak limitowane, że jadłam je tylko raz i nie mam, jak wrócić.
      Kilka jednak przytoczyć na pewno mogę. Otóż taką była Domori IL Blend 70 %, których tabliczek zjadłam mnóstwo, ale... już ją wycofali.
      Inne to Akesson's 75 % Forastero Brazil, Zotter Labooko Bolivia 90% (i tę na przestrzeni moich powrotów do niej zdążyli już zmienić, ale obie - sprzed i po zmianach - kocham), Idilio Origins 5nto i 2ndo, Pralus 75% Tanzanie, Brazil, Indonesie; Original Beans Arhuaco Businchari 82%, kilka Beskidów (ale ich oferta jest zbyt płynna i zmienna, by podać jedną), Erithaj Ba Lai 74%, a jeszcze po dwie-trzy Duffy's, Morin, Domori. Np. deszczowego dnia inna tabliczka będzie bardziej oddawała mnie niż słonecznego. Inna, gdy czekam na jakieś ważne wydarzenie, inna w dzień, gdy odczuwam stres.

      Usuń
  2. Papka jak daktyle i tsunami mleka, mów mi tak jeszcze. Już sam brak cukru w czekoladzie mi się podoba. Po taką deserówkę sięgnęłabym bez problemu, zwłaszcza mleczną deserówkę. Ziemie i limonki na 'nie', ale ja ich nigdy nie czuję, także potencjalnie luz. Tak wymienione nuty: "Dym, orzechy, przenikliwa smolistość i pikanteria oraz owoce egzotyczne, w tym cytrusy" zupełnie mi się nie podobają, ale potem dostałam parę głasków, więc werdykt brzmi: zjadłabym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ło, wszyscy bogowie ze wszystkich wierzeń, religii świata! "Mleczna deserówka" co Ty mi tu prawisz?!
      Zauważ, że gdyby nie te wszystkie nuty, miałabyś... samo mleko? Właśnie te wszystkie nuty czynią ją tak szlachetną i zacną.

      Usuń
  3. Pierwszy raz mam styczność z czekoladą dwuskładnikową. Nigdy takiej nie widziałam, więc nawet nie miałam swiadomości że takie istnieją ;)
    Brzmi mojo zatem ale limonka trochę zapał gasi :/ koniec końców brak cukru i tak raczej by mnie przekonał ostatecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Nie widziałaś nawet tych, które są tylko z kakao i cukru? Choćby na moim blogu nie raz takie były.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.