sobota, 13 listopada 2021

Ecor Dalla Nostra Filiera Cacao Extra Dark Chocolate 72 % ciemna z Dominikany

Przy Vivani 75 % pisałam o tym, że postanowiłam dać szansę kilku zwykłym czystym ciemnym tabliczkom nieznanych mi marek, by nie zbankrutować z samymi do degustacji o określonych regionach, niskiej gramaturze i wysokiej cenie. Czystej ciemnej czekolady przejadam bowiem za dużo, by do takich się ograniczyć, a że uwielbiam odkrywać smaki ukryte w tabliczkach i pisać o nich, nie odpowiadało mi ograniczenie się do tych znanych i lubianych do zagryzania (np. Lindt 70 % lub 85 %, Gross 70 %, ale też biedronowy Cachet 70 % lub niebiedronkowy 80 %, Auchan 70 % lub 85 %, Carrefour Bio 70 %). Wśród tych do odkrywania, wyhaczyłam tajemniczą, ekologiczną markę włoską... Znaczy się włoskie czekolady produkowane dla jakiejś niemieckiej marki EcorNatura(co wprawiło mnie w dyskomfort, bo nie bardzo wiedziałam, o co chodzi). Przynajmniej jasno na opakowaniu napisali, że kakao zakupiono od kooperatywy Conacado.

 Ecor Dalla Nostra Filiera Cacao Cioccolato Extra Fondente / Extra Dark Chocolate 72 % to ciemna czekolada o zawartości 72 % kakao z Republiki Dominikany.

Po otwarciu poczułam palony zapach kawy i pierników w czekoladzie ciemnej / dobrej polewie kakaowej. Tliła się w nich pewna soczystość słodu i... korzennych mas owocowych? Podszyte lekką ziemią... Od początku jednak bardziej zwracała na siebie uwagę bardzo wysoka słodycz - wprawdzie też palono-karmelowa, ale aż... "deserowa", co podkreśliło skojarzenie z piernikami. Zwłaszcza w trakcie degustacji w zapachu doszukałam się soczystych owoców... gęstych, lepkich, aż sprasowanych suszonych... śliwek, moreli i żurawiny? Jako miks? Ewentualnie jakieś bliżej nieokreślone nadzienie korzenne na bazie jabłek pod polewą pierników?

Ciemna tabliczka w dotyku wydała mi się dość tłusta, a przy łamaniu średnio twarda. Trzaskała jednak ładnie, dość głośno.
W ustach rozpływała się ochoczo, wykazując idealną gładkość. Szybko ujawniła się jej wysoka tłustość, jakby nieco mleczna i skora do mięknięcia, pozostawiająca tłuste fale (a'la bardzo tłuste mleko). Rozpływała się jednak w tempie umiarkowanym. Jednocześnie była lekko wodnista, co mi nie odpowiadało.

W smaku dosłownie uderzyły pierniki w polewie ciemnoczekoladowej lub kakaowej o odważnej cierpkości najwyższej jakości. Mignęły orzechy i zostały na dłużej.

Czekoladowe pierniki podszyła maślaność, swoista ciastowość, że gorzkawość wyszła bardzo subtelnie.
Dodatkowo przyczyniła się do tego szybko pojawiająca się słodycz. Wyraźnie palona, karmelowa, ale delikatna. Chwilami zahaczała o miód, jednak oczami wyobraźni patrzyłam głównie na palony cukier, lekko zabrązowiony, ale wciąż cukier. Słodycz pochodziła od tych pierników... ale nie tylko. 
Miała w sobie coś soczystego. W tle doszukałam się drobnej nutki żółtych dżemów, w zasadzie jedynie ich soczystości... jakby zamkniętej w aż maślano-bułeczkowym wypieku.

Cierpkawość kakao podszepnęło muląco słodką śliwkę. Najpierw kalifornijską śliwkę suszoną (ale aż farfoclowo-miękko-rozlazłą), potem zaś więcej różnych śliwek, w tym świeżych i surowych. Może też brzoskwiń albo śliwek żółtych? Niemal zasładzających, a po chwili ususzających się i wchodzących w strefę słodyczy muląco-piernikowo-korzennej. Zbieranina suszonych, sprasowanych owoców - żurawiny, moreli? Ewentualnie... puszkowych do ciast?... Korzennych? W lepkim syropie lub miodzie? Były na tyle delikatną nutą, na tyle niejednoznaczne, że mogłyby być wszystkim tym. Odnotowałam słodką ostrość albo raczej lekkie drapanie. Śliwki w drugiej połowie rozpływania się kęsa zrobiły się kwaskawo-wędzone, wytrawniejsze, ale jednocześnie muląco słodkie. Kalifornijskie suszone, a jakże. 

Pomyślałam o wonnych, orientalnie-korzennych drzewach. Cynamon, kardamon? Lekka goryczka pojawiła się przy nich. Poczułam mnóstwo orzechów i migdałów. Złączyły drzewa z piernikami lepkimi od miodu. Pierniki rozgrzane i tylko co wyjęte z piekarnika, wonne migdały w cynamonie, cynamonowa kora, drzewa ciepłe... w kominku? Rozgrzane słońcem bezśnieżnej zimy? W pierniku pojawił się słód, który wemknął się poprzez śliwkę i migdały.

Wyraźnie zaznaczyła się palona goryczka. Pomyślałam o prażonych i aż odymionych orzechach oraz ziarnach kawy. Z orzechów nagle opadły co konkretniejsze skórki, dym... przepadł. Poczułam gorzkawą, delikatną kawę rozpuszczalną z pianką. Rozgrzała i zmieszała się ze słodyczą. Niczym łagodniutka kawa rozpuszczalna creme z pianką z karmelowo-miodowym słodkim podszyciem... Może nawet kawa mleczna? Cappuccino piernikowe? Wszystko to z czasem znacząco łagodniało. 

Słodycz narosła i obrosła orzechy. Ich splot wydał mi się nieco roślinny - już i drzewa odpuściły. Migdały... delikatne i wręcz słodkawe pod koniec wróciły do słodkawych, niemal maślanych pierników i cappuccino. Może i ono było migdałowe? Na pewno przesłodzone. Za nim pojawiło się cierpkawe kakao i muląco słodkie śliwki.

Właśnie cierpkość kakao i nieco śliwkowo-żurawinowa, wkomponowana w palono piernikowo-kawowe realia została w posmaku wraz z ogólną wysoką słodyczą.

Całość smakowała mi, mimo że wyszła za słodko (mimo miodowych zapędów, wciąż cukrowo, mimo że czuć, iż dodano trzcinowy, a nie biały), a pewne nuty były zbyt łagodzone. Pierniki obrośnięte maślanością, mleczna kawa, sporo orzechów... A jednak wszystko miało cudownie ciepły i przytulny wydźwięk. Nie podobała mi się jednak struktura: wysoce tłusta i szybko znikająca bez elementu konkretu. A mogło być pięknie...


ocena: 8/10
kupiłam: Allegro
cena: 9,92 zł (za 80g)
kaloryczność: 600 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: Masa kakaowa, cukier trzcinowy, masło kakaowe

2 komentarze:

  1. Zjadłabym dobre, nieprzecukrzone pierniczki w czekoladzie do wieczornej kawy. Ziemi niekoniecznie, nawet odrobiny (zostawię dla Ciebie ;*). Jak byłam dzieckiem, moim ulubionym dżemem był truskawkowy. W liceum i na studiach "żółty" morelowy. Przez chwilkę pomarańczowy, koniecznie rozsmarowany na omlecie. Korzenne przyprawy wypiłabym w jakimś fajnym napoju. Chcę wreszcie spróbować Pumpkin Spice Latte (piłam tylko Chai Latte, też trzeba odświeżyć wrażenia).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O fu, kiedyś piłam Pumpkin Spice Latte - zacukrzone, doprawione cynamonem mleko. Obstawiam, że żadne latte nie jest w stanie usatysfakcjonować mnie kawowo. A i jeśli o dynię chodzi - dodaje się do takich "przyprawy do dyni", czyli korzenne. Pewnie czasem można i na jakiś syrop dyniowy liczyć, ale to raczej pic na wodę.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.