czwartek, 2 czerwca 2022

Domori Fondente Criollo 80 % Dark Chocolate ciemna z Wenezueli (nowa 2021); + neapolitanka

Do tej tabliczki z odświeżonej linii blendów criollo chyba najbardziej mnie ciągnęło. Raz, że podobała mi się zawartość kakao, a dwa... Świetnie pamiętałam Domori Cacao Criollo 80 %, która mimo iż o pozornie słodkich nutach, była cudownie soczysta i mroczna. Co ciekawe, zanim wreszcie te zmienione tabliczki do mnie dotarły, chyba znowu zdążyły się zmienić, bo jak i w przypadku 70 %, na stronie producenta postać na kartoniku była nieco inna, niż u mnie.

Domori Fondente Criollo 80 % Dark Chocolate to ciemna czekolada zawierająca 80 % kakao Criollo (blend różnych podgatunków) z Wenezueli.

Po otwarciu poczułam słodko-gorzki zapach, przywodzący na myśl sezam i tahini (z goryczkowatą nutką oleju sezamowego?) oraz drzewa. Rozgrzane słońcem i może zahaczające o zastygłe, ciężkawo-słodkie żywice. Całość była mocno palona, ale zarazem soczysta. Zbyt soczysta na karmel w kwestii słodyczy. Po głowie zaczął mi chodzić jakiś "zdrowy karmel" jako np. spód ciasta - z daktyli, bananów i orzechów arachidowych. Tylko... czy ta soczystość nie była też jakby nieco alkoholowo-nasączona? Otulała to pewna delikatność, może lekko rześko-kwiatowa. Daktyle i orzechy, do których chyba dołączyły też migdały, łączyły się w nieco twardawy, suchawy splot. Kompozycja wydała mi się słodka, a jednocześnie naturalnie neutralnie-gorzkawa, stonowana i szlachetna.

Tabliczka przy łamaniu była bardzo twarda, masywna i pełna. Trzaskała głośno jak grube gałęzie pośród leśnej ciszy.
W ustach rozpływała się w średnio-wolnym tempie, ale chętnie. Podtrzymywała w nich pewną twardość, kojarząc się z bardzo gęstym, zwartym kremem. Może takim z ogromną ilością zastygającej czekolady, trochę budyniowatym. Była tłusta jak idealnie gładka tafla z masła orzechowego. Pod koniec rozrzedzała się, znikając jakoś tak czysto, zostawiając jedynie lekko tłustawą, prawie tylko domniemaną, smugę.

W smaku pierwsza błysnęła gorzkość, po czym jakby odskoczyła na bok.

Rozeszła się za to słodycz. Była wysoka, acz nie przesadzona. Konsekwentnie rozniosła daktylowo-soczysty motyw, zaraz jednak sama podając go w wątpliwość. Zasugerowała karmel z racji nasilającej się, palonej nuty. Karmel jednak musiał być to jakiś zdrowy i soczysty - zrobiony np. z daktyli, bananów, orzechów. Gęsty, papkowato-mulisty.

A jednak słowo "karmel" z głowy nie wychodziło właśnie z racji palenia. Poczułam wręcz dym. Kontynuował gorzkość i rozwijał ją. Przez moment myślałam o drewnie, beczkach stojących w jakiejś piwnicy, a potem... nadeszło złagodzenie. Nawet pewna maślaność i delikatnie-gorzkawe nuty sezamu oraz orzechów.

Sezam mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wyszedł na pierwszy plan. Podszyła go goryczka jakby oleju sezamowego... czy może arachidowego. Maślaność / tłustość płynęła sobie spokojnie obok, tonując kompozycję. Gorzkość nasyciła kawa. Czarna, mocna, a jednak... z sezamowym echem? Na pewien czas kawie udało się zalać pierwszy plan, po czym usłużnie usunęła się na tył, jakby odstawiona obok (ale wciąż obecna). 

Wzrosła ogólna orzechowość, trochę migdałów, a łagodząca maślaność i słodycz zasugerowały ciasto z nich. Karmel przedzierał się na przód, ale coś go powstrzymywało. Pojawił się w tym duszny wątek. Pomyślałam o orzechowym cieście z lekko chałwową nutką. Było to ciasto na zdrowo-karmelowym spodzie z suszonych owoców.

Pomyślałam o miąższystych... daktylach? Owocach słodko-mulistych, nieco kadzidlano-goryczkowatych? Były mocno ususzone, słodkie w aż karmelowo-miodowy, drapiący sposób. Z czasem zaczęła się z nich wyłamywać lekka soczystość... pomyślałam o figach i bananach. Może... rodzynkach? Miękko-wilgotnych i nie tyle bardzo soczystych, co nasączonych? 

Pod wpływem tej lekko wilgotnej nutki ciasto wydało mi się aż zakalcowe, wciąż maślane. Bliżej końca rosła orzechowość, drzewa. To było jak... wyważone ciasto przy kawie. W tej kawie znalazła się moc, ale sama kawa wydawała się po prostu dodatkiem. Kryła ziemię, może coś alkoholowego (jak słodka, o drewnianych nutach, whisky?), a więc odrobinkę ciepła / pikanterii.

A pierwszy plan zajęła raczej słodycz i... migdałowo-sezamowy splot, trochę chylący się ku tahini i orzechom ze skórkami. Czy to migdały, czy fistaszki - z lekką gorzkością na pewno. Pomyślałam o drzewach w nieco bardziej palono-żywicznym, ciężkawym, zastygłym kontekście... i to podpinało się pod klimat ciasta.

Fistaszki, migdały i sezam zostały w posmaku wraz z wysoką, niemal miodową i równocześnie paloną słodyczą. Niby nie były to w pełni owoce, a coś z pogranicza ich, a wypieku owocowego, bo na pewno czuć soczystość - daktyli i innych. Do tego zastygła żywica, a więc drewno i słodycz.
Posmak nie utrzymywał się tak długo, jak przyzwyczaiły mnie dawne Domori.

Całość była gorzko-słodka jak należy, bez jakiejkolwiek kwaśności, a z lekką soczystością. Palono-daktylowy, słodki wątek mieszał się z sezamowo-fistaszkowo-migdałową gorzkością, która choć łagodzona w maślano-ciastowy sposób, odnalazła towarzystwo kawy i drzew. Całość była dosadna, ale... dosadnie spokojna. Trochę jak... upojna noc na jakimś bankiecie w wyższych sferach - zabawa może i dla dorosłych, ale z zachowanym dystyngowaniem. Choć pyszna, to jednak żal mi dawnego mroku; wolałabym też nieco inną konsystencję.

Dawna wersja była bardziej poważna, nasączona, soczysta (czuć w niej, oprócz suszonych m.in. daktyli, sporo moreli i brzoskwiń) i wyraźniej alkoholowa (słodka w ten sposób, co whisky). Nowa wydała mi się ugłaskana, bardziej maślana. Może słodycz dawnej była wyższa, ale też głębsza, przy czym inne nuty wyszły soczyściej. A jednak i w nowej życia nie brak. Łączy je "soczysty zdrowy karmel", suszone, karmelowawe owoce i orzechowa ciastowość - choć dawna postawiła na migdały, nowa na sezam. Dym, kawa, paloność - to też znów czułam. Niestety jednak złagodzenie nowej nie rozkochało mnie w sobie tak, jak moc dawnej. Stara jawiła się jako buntownik z krzywo zawiązanym krawatem na opisanym wyżej bankiecie.


ocena: 9/10
cena: 39 zł (za 50 g - cena półkowa)
kaloryczność: 577 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy

-----------

Domori 80 % Dark Fondente Napolitain  to ciemna czekolada o zawartości 80 % kakao criollo z Wenezueli w formie neapolitanki (miniaturki ważącej 4,7g). 

Po rozchyleniu papierka poczułam wędzono-suszone śliwki z goryczką pestek. Do tego trochę ziemi i dużo pieprzu. Rozgrzewał jak ciepło bijące od ogniska. Wnosił też pikanterię jakby drewna i alkoholu związanych ze sobą. Mimo to, było też słodko.

Struktura neapolitanki była lżejsza niż pełnowymiarowych tabliczek; bardziej maślano-śmietankowa. W inny sposób, ale podobnie tłusta, co niezbyt mi się podobało (wolę tłustość masła orzechowego niż maślaną).

W smaku neapolitka przywitała mnie drzewami i pieprzem. Podkreślił ich korę, zasugerował beczki nasączone winem i... pieprzne wino kryjące. Mimo smaku pieprzu, nie było ostro; raczej gorzkawo.

W tle rozchodziła się maślaność, łagodząca to. Chwilami wydała mi się aż mleczna.
Wykorzystała to słodycz, wchodząc na pierwszy plan i rządząc się na nim. Pomyślałam o jasnym biszkopcie i suszonych, słodkich owocach... a także owocach skrytych w tymże biszkopcie? Wskazałabym brzoskwinie i morele. Dziwnie jednak moje myśli wracały do ich pestek.

Neapolitanka wydała mi się niby podobna do pełnowymiarowej (raczej do dawnej), ale karykaturalna. Owoce jakoś umykały zbyt szybko, a  słodycz zwalała się do nut zasadniczych, średnio do nich pasując. W tej czułam zaskakująco sporo pieprzu, co ogólnie gryzło się z delikatnością. 
Biorąc pod uwagę bardziej kremowo-delikatną konsystencję mam wrażenie, że coś zmienili w produkcji. Wyszła jak coś pomiędzy nową, a dawną. Czyli jak na pokazanie, czego się spodziewać mniej więcej, może być.

ocena: 9/10
kupiłam: Sekrety Czekolady (dostałam)
cena: -
kaloryczność: nie podana
czy znów kupię: mogłabym dostać

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.