sobota, 27 sierpnia 2022

Karuna Organic candied ginger in 100 % cocoa mass Chuncho kandyzowany imbir w czekoladzie 100%

Nie lubię przysłowia "darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby", tak jak i nie lubię nietrafionych prezentów. Nie lubię takich dostawać, a jak sama dam komuś coś nietrafionego, jestem na siebie wściekła. Producentowi czekolad Karuna dokładnie napisałam, co chcę, wyjaśniając, że dodatki, mleczne czy wegańskie zamienniki mnie nie ciekawią. A jednak w paczce i tak znalazł się bonus. W dodatku taki właśnie bardzo nietrafiony, bo o ile lubię imbir-przyprawę oraz imbir świeży w indyjskiej kuchni, tak kandyzowany, jak wszystko inne kandyzowane, mnie odpycha. W dodatku bakalie w czekoladzie to produkt wyjątkowo nie w moim typie. A jednak zabrałam się za to, bo... co zrobić? Mama wprost nie cierpi imbiru ogółem, a jej żołądek źle na niego reaguje. Poza tym, w zasadzie z takimi produktami nie miewam do czynienia, więc zawsze to jakieś nowe doświadczenie. Przekonywałam też siebie, że to nie może być takie zabójcze, skoro to produkują; np. Zotter Candied Ginger kiedyś mi smakował.

Karuna Chocolate Bio Ingwer kristallisiert in 100% Kakaomasse Chuncho, Peru / Organic candied ginger enrobed in 100% cocoa mass Chuncho, Peru to kandyzowany imbir w ciemnej czekoladzie o zawartości 100 % kakao Chuncho z Peru; opakowanie zawiera 50g.

Po otwarciu poczułam wyrazisty zapach cytryn i wiśni z twarogowo-kefirowym tłem. Był kwaśny i mieszał się z goryczką dymu i ziemi, dopiero dopuszczając pod swe skrzydła trochę ostro-imbirowych i cukrowych akcentów. W tych kryły się ciężkie, "babcino"-mydlane wątki, ale nie wychodziły przed charakterną czekoladę o wydźwięku wina.

W opakowaniu było kilka całkiem sporych, więcej średniej wielkości pałeczek, częściowo całkiem sowicie oblanych czekoladą, co wyglądało jak miniaturowe lody. Całkiem ciekawie (choć do mnie taka estetyka niezbyt przemawia). Nie liczyłam, ale wszystkie są na zdjęciu z monetą. Czekolada była twardawa, ale jednocześnie polewowa i już w dotyku tłusta. Imbir cechowała kamienność. Pokrywał go kryształkowy cukier.
Czekolada trzymała się imbiru porządnie, ale dało się ją zgryźć.
Zarówno sama, jak i z imbirem wykazywała podobne cechy. W ustach rozpływała się powoli i bardzo maziście, zostawiała smugi, racząc mnie przy tym oleistością. Nie wydała mi się jednak ani bardzo tłusta, ani ciężka. Znikała dość rzadko - to poczucie wzmacniał cukier z imbiru. Rozpuszczał się częściowo w miarę szybko, zostawiając... część właściwą, czyli imbir (który jakby resztę, część cukru pochłonął). Zdążył już nieco nasiąknąć i trochę zmięknąć. I tak jednak zwartość i twardawość sobie zachował. Sucha warstwa rzężąco-cukrowa z wierzchu (jak zawilgocony cukier?) kryła zwarto-wilgotniejszy środek pełen włókien korzenia, zaskakująco jednak przyjaźnie miękkich. Gryziony, raz czy dwa, dosłownie sekundowo skojarzył mi się z wyjątkowo twardymi galaretkami - w zasadzie takimi do uporania się z nimi. Potem jednak okazał się grudkowy jak zawilgocony, nasączony sokiem, posklejany w miękkawe kamyki cukier. Kleił się trochę do zębów, acz szybko im odpuszczał. Chwilami pod koniec pokusił się o lekką soczystość.
Próbowałam też pogryźć wszystko razem, ale wówczas było to nieprzyjemnie twarde, kryształkowe, a czekolada wyszła polewowo-ulepkowato.
Najlepiej sprawdzało się rozpuszczanie i częściowe, epizodyczne podgryzanie. Wtedy czekolada ładnie się rozpływała, cukier szybko znikał, a imbir nasiąkał i wydawał się trochę soczysty.
Szczerze jednak nie wiem, jaki sposób na to jest ok. Bardzo subiektywnie żaden.

W smaku czekolada uderzała kwaśną smołą, cytryną i goryczką dymu... który zaraz okazał się bardziej przypalonymi orzechami. Gorzkość zrobiła się orzechowa, by błyskawicznie złagodnieć. Zmieniła się w orzechową maślaność, z lekką tylko goryczką w tle. Kwaskawa cytryna, delikatne echo wiśni i wina zakręciły się na tyłach, puszczając przodem kwasek inny.
Oto orzechy wmieszały się w kwaskawy twaróg. Doszukałam się w tym czegoś dusznego, jakby to nieco podfermentowano-starawy nabiał z gorzkawymi orzechami był.

Wszystko to czuć zarówno przy czekoladzie zgryzanej, jak i z imbirem. Tylko że z imbirem wydało mi się karykaturalnie mocne, bo cukier z imbiru odzywał się szybko, nie pasując ani trochę. Czułam smak czekolady setki, a obok... jakbym wzięła do ust łyżeczkę cukru. To co prawda jakby karmelowy cukier, ale i tak ciężki, babciny. Kandyzowana cukrowość irytowała. Dołączył do tego mydlany smak imbiru, który wyraźnie przebił się przez czekoladę, acz ta całkiem nieźle z nim walczyła... przez krótką chwilę.

Imbir swoją obecność zdradzał już po paru sekundach, ale sam w sobie wyraźnie zwracał na siebie uwagę dopiero w połowie rozpływania się kęsa. Okazał się mydlano-słodki, acz tylko początkowo. Zaraz to porzucił i swoją słodycz dopasował się do maślanej czekolady. Pomyślałam o imbirowych ciastkach z dużą ilością cukru. Były ostro-korzenne. Mocno rozgrzewały gardło, w czym udział miał też cukier. 
W kęsach z większą ilością czekolady, wraz z nią, ziemiście-orzechową, pokusił się o sugestię pierników, przypalonego ciasta korzennego / imbirowego. Gdy cukier zniknął, słodkawo-pikantny imbir z cytrusowo-dymną czekoladą wydały mi się zaskakująco spójne. A potem...

Zwłaszcza, gdy czekolada częściowo zniknęła czy gdy szybciej pogryzłam, imbir wydał mi się soczystszy, co podkreślił kwasek czekolady, a następnie piorunująco ostry. Soczystość odeszła w zapomnienie, a pikanteria dosłownie gryzła w język. Przypominał trochę mieszankę imbiru przyprawy (w proszku) oraz imbiru świeżego korzenia. Był więc w pewien sposób korzenny, ale też świeżawy i złudnie owocowy... Tylko że piekielnie przy tym gryzący (a echo cukru pobrzmiewało w najlepsze). W końcu ostrość imbiru przyprawy zaczynała dominować. Mocno już grzała gardło i gryzła język. Ostry, a jednak wciąż z mydlanym, kandyzowano-cukrowym echem, imbir zagłuszył wszystko inne. W tym gryzieniu, paleniu, drapaniu pod koniec nawet sama imbirowość trochę się zawieruszyła.

Po zjedzeniu czułam palenie w język i gardło, posmak imbiru ostrego i gryzącego, przyprawo-korzeniowego, ale też ewidentnie ucukrzonego. Czułam lekką cierpkość i goryczkę czekolady, motyw cytrynowej kwaśności, ale niestety też kandyzowany, ciężki motyw.

Całość wydała mi się dziwna. Miała odpychający, niestety dość długi, etap, ale ogólnie to nie było tragiczne... Tak bardzo, obiektywnie, gdy myślę np. o ludziach, którzy lubią ostre jedzenie. Gdyby zmienić proporcje, może komuś w ogóle wydałoby się to smaczne. Setka z Peru, a więc cytrusowo-ziemista, dymna, idealnie pasowała do soczyście ostrego imbiru. Skojarzenie z piernikiem na plus, ale... ten kontrast z kandyzowaną słodyczą zupełnie mi nie odpowiadał. W zasadzie, tak bardzo subiektywnie, odrzucało mnie bardzo, bardzo. Konsystencja też mi się nie podobała.
Jako ciekawostka ok, ale tylko tolerującym wysoką ostrość. Dla mnie to było nie do zjedzenia - jedna pałeczka mi wystarczyła. Piekielne palenie imbiru i tyle cukru, kandyzowanie - po prostu nie; ogół mnie nie przekonuje. Bardzo subiektywnie i szczerze pewnie jakieś 2/10 bym wystawiła (punkt tylko za dobrą czekoladę), ale to nie taki czysto zły produkt. Kompletnie nie dla mnie. Może gdyby imbir był suszony czy coś, lepiej by wyszło? Inne proporcje... bo dobrą czekoladę kandyzowano-palące draństwo zagłuszyło. Po malutkiej ilości miałam dość, a mój jęzor błagał o litość. Mam po prostu niską tolerancję na ostrość i cukier, a produkt nie był ciekawy, by się go męczyć. Był niespotykany, ale nie ciekawy.

Zanim reszta powędrowała do ojca, jedną pałeczkę z ciekawości zgarnęła Mama (nienawidzi imbiru, ale wiedziała, że Karuna to "marka od tych czekolad do degustacji" i trochę ją rozbawiło, co też mi wpadło - chyba nie wierzyła, że to może być tak straszne). Początkowo zachowała spokój, nadgryzła bez przekonania i nagle usłyszałam: "O Boże, o ja... o rany, co za... jakie to okropne. Co to ma być? Bez sensu to jakieś, okropny imbir zabił wszystko i pali w język". Zgodziłyśmy się, że to produkt dla masochistów. Z tym, że wiem, że jest kandyzowany imbir jako produkt - ludzie lubią... stąd to coś zostawiam bez oceny. Nie chcę wystawić niskiej kandyzowanemu imbirowi za to, że jest kandyzowanym imbirem.


ocena: -
kupiłam: dostałam od karunachocolate.it
cena: cena sklepowa za 50g to 4,80 €; ja dostałam
kaloryczność: 374 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: kandyzowany imbir (imbir 55%, surowy cukier trzcinowy), miazga kakaowa Chuncho z Peru

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.