piątek, 19 sierpnia 2022

Halba Giandino Lait mleczna z nadzieniem migdałowym

Kiedyś chciałam móc zjeść, spróbować jak najwięcej czekolad. Obecnie do szczęścia potrzebne mi tylko czyste ciemne, jednak to w kwestii jedzenia. Do szczęścia potrzebuję także pisania. Stąd obecnie zdarza mi się próbować pewnych czekolad z przymrużeniem oka. Gdy np. dostałam sporo czekolad od Halby, marki szwajcarskie niedostępnej w Polsce, nie wątpiłam w ich jakość (bo dawno temu pokochałam Fair Dunkle Schweizer Bio-Schokolade 70 %), stwierdziłam, że zerknę, cóż to. W dodatku miło było wiedzieć, czym nieustannie zachwyca się Mama - to do niej trafiały prawie wszystkie te mleczne, co bardzo ją cieszyło. I tylko czekała na kolejne, i... zrobiła się przez nie coraz bardziej wymagająca co do dostępnych u nas słodyczy czekoladowych (ot, taka ciekawostka). Jakoś naturalne, oczywiste było dla mnie, że po orzechowych (zwykłej i bio) kolejną otworzoną po prostu musi być jeszcze jedna mleczna orzechowa tabliczka. Tym razem jednak z orzechami w innej formie, lecz w dniu degustacji zorientowałam się, że to nie "tabliczka nugatowa", a z kremem migdałowym. W składzie znalazłam jednak też laskowce, więc okazało się, iż to jeszcze lepszy wybór, myśląc "po którą mleczną sięgnąć", skoro na koniec została tabliczka z całymi migdałami. Ta więc zapewniała jeszcze ciekawsze przejście.


Halba Giandino Lait to mleczna czekolada (gianduja, czyli z miazgą z orzechów laskowych?) nadziewana kremem migdałowym (powiedziałabym, że migdałowo-śmietankowym).

Po otwarciu poczułam bardzo słodki, orzechowy zapach należący do mleczno-orzechowego kremu, zrównanego z wyrazistymi migdałami o marcepanowym, może lekko olejkowym charakterze. Był wyraźniejszy, gdy nachylałam się nad spodem. Wierzch wydał mi się bardziej laskowo orzechowy, ale w sumie... całość właśnie taka była - orzechowa i głęboko mleczna. Czułam pewne ciepło (prażoną nutę?), a wydźwięk dość poważny. Trochę nugatowy; po przełamaniu nasilił się aromat prażonych migdałów i orzechowo-mlecznego kremu. Słodki, ale nie banalny.

Jakby nieco lepkawa tabliczka w dotyku wydała mi się masywna, konkretna i potencjalnie twarda, jednak przy łamaniu, a dokładniej rwaniu, wyszło, jak bardzo się myliłam. Średniej grubości warstwa zwartej, ale delikatnej czekolady skrywała sporo miękkiego, mazistego nadzienia. Wyglądało na trochę lepkawe i oleiste. Wypełniało cały środek, a nie każdą kostkę osobno.
Przy robieniu kęsa czekolada nieco wgniatała się we wnętrze.
W ustach rozpływała się gęsto i miękko, w średnio-szybkawym tempie, odsłaniając spójne z nią nadzienie.
Ono rozpływało się znacznie szybciej. Było bardzo miękkie, aż rzadkawe. Okazało się niemal idealnie gładkie i kremowo-tłuste w oleiście-śmietankowy sposób. Na mój gust zdecydowanie za tłuste. Całość najpierw zalepiała usta, potem oklejała je oleistymi smugami i rzedła we właśnie oleistym sensie. Pod koniec rozpływania się kęsa nugat pokusił się o sugestię pylistości, po czym całość znikała rzadko wodniście-oleiście.

W smaku czekolada uderzyła słodyczą, podszytą nugatowym motywem. Szybko zalała usta ogromem mleka niemal zagęszczonego cukrem. Może z nutką wanilii? Wydała mi się giandujowata, więc obstawiam, że nie tylko przesiąkła nadzieniem, ale też sama zawierała orzechy laskowe.

Orzechy szybko zdradzały swoją obecność, harmonijnie łącząc się z wyraziście mleczną, z czasem nieco maślaną bazą, która zrobiła się przepotężnie słodka. 

Nugat okazał się... tworem ciekawym. Wyraźnie podpinał się pod czekoladę za sprawą cukru i mleka, wręcz śmietanki oraz orzechów, ale prędko odzywały się migdały. To one wyszły na pierwszy plan. Z jednej strony idealnie wpisały się w orzechową słodycz swoim naturalnie słodkawym smakiem. Raz czy dwa błysnęła nawet myśl o mleku / śmietance migdałowej. Z drugiej zaś nadały całości głębi i pewnej szlachetności. Zahaczyły o marcepan i nawet lekką goryczkę. Może olejek migdałowy?

Słodycz rosła, przez co mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa krem wydał mi się aż mdławy w smak, a słodki cukrowo. Na pewno jednak był głównie migdałowy (migdałowo-śmietankowy). Do tego doszła lekka oleistość, spłycająca smak... Maślano-śmietankowe fale przyniosły z czasem bardziej ogólnie orzechowy splot pralinowy (wciąż z udziałem migdałów oczywiście).
Zwłaszcza przy kęsach brzegowych, a więc tam, gdzie więcej czekolady, a nie prawie samo nadzienie, myślałam o produktach inspirowanych Kinder Bueno, a więc mocno orzechowych i błogo mlecznych, niemal śmietankowych. Nie odważyły się jednak wyjść przed migdały, które też zawładnęły częścią śmietanki, jawiąc się jako wyraźnie migdałowy, ale z nutą marcepanu, mleczny krem. 

Z czasem migdały przedstawiły się jako mocno prażone. Za ich sprawą kompozycja wyszła znacznie poważniej (nie typowo nugatowo czy np. tak "dziecięco") oraz ciepło. Wszystko z nutką czekolady oraz worem cukru.

Pod koniec właśnie bardziej o czekoladzie typu gianduja myślałam, wciąż słodkiej, ale już w sposób zwyczajny i bardziej męczący. Migdały również się jej trzymały. Niestety cukier drapał w gardle, aż odwracając uwagę od orzechowości.

Po zjedzeniu został posmak cukru, razem z drapaniem w gardle, ale także motyw prażonych migdałów i słodko-orzechowy jakby kremu orzechowo-marcepanowo-śmietankowego. Było za słodko, ale szlachetnie, w ciekawym stylu.

To bardzo niespotykana, interesująca kompozycja, zrobiona bardzo dobrze, jednak bardzo nie w moim typie. Ta słodycz była uzasadniona i zrozumiała, ale nie lubię takich smaków, jak się okazuje. Podobnie z miękkością - rozumiem, bo to ogólnie tabliczka giandujowata, z kremem, ale takie rwanie się i oleistość mnie odpychają. Doceniam wykonanie i jestem pełna podziwu, że mimo ogromu cukru, wyrazistość poszczególnych składników została zachowana. Mimo to, ta tłusta miękkość i słodycz były tak nie moje, że kostka to szczyt moich możliwości (by nie jeść na siłę, krzywiąc się). Bardzo odlegle (ale jednak) skojarzyła mi się z Schuetzli białą z nadzieniem migdałowo-śmietankowym.
Reszta powędrowała do Mamy, którą zachwyciła. Podsumowała: "Była taka mięciutka, że w sumie nie wiem, czy w moim stylu, ale ta była pozytywnie, ciekawie miękka. I jak cudownie migdały w niej czuć! I mleko, śmietankę... W dodatku tak śmiesznie, bo najpierw to raczej orzechy laskowe, a potem dopiero tak te migdały uderzyły. Czuć jakość, klasę po prostu. Co prawda mogłaby być mniej słodka, ale w sumie to była taka słodycz zrozumiała. Całość naprawdę niespotykana i pyszna." Zgodziłyśmy się z Mamą, że patrząc na to, czym ta tabliczka jest, trudno jej cokolwiek zarzucić.

Założyłabym się, że to czekolada z dodaną miazgą z orzechów (jak Halba Noisettes Milch Lait?), nie zaś czysta Halba Milch Lait. Czysta była wyraźniej waniliowa i nie miękka. 


ocena: 9/10
kupiłam: halba.ch (dostałam)
cena: nie znam
kaloryczność: 594 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, migdały 10%, pełne mleko w proszku, olej kokosowy, orzechy laskowe, odtłuszczone mleko w proszku, masło klarowane, pasta z orzechów laskowych, lecytyna sojowa, aromaty naturalne

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.