środa, 19 października 2022

Karuna Peru Chuncho Pure Dark 100 % ciemna

Mimo wpadki Karuny, jaką był dodany mi bonus (imbir w czekoladzie), marka wciąż wydawała mi się bardzo zacna. Dlaczego nie? Nie ukrywam jednak, że ich setkę wybrałam tylko dlatego, że i tak to, co wybierałam było za darmo. Kupić bym nie kupiła (bo setki to nie w pełni mój typ), ale trochę ciekawiła. Gdy (już ją mając), przeczytałam na jakiejś stronie, że Karuna robi ją z ziaren kupowanych od Original Beans, a więc marki, którą kocham, zainteresowanie wzrosło kilkakrotnie. Niestety jednak oficjalnego potwierdzenia nie znalazłam. Mimo to, mogło być dobrze. Na stronie producenta przeczytałam, że dzisiaj opisywaną czekoladę robią z ziaren z regionu Quillabamba. Rosną tam ponad 100letnie drzewa, a więc tamtejsze kakao może być (według ekspertów) praojcem wielu podgatunków. Kupują je od kompanii Asocasel, która fermentuje i suszy ziarna od lokalnych farmerów. I... tu wreszcie jakaś zbieżna informacja (przywracająca nadzieję!): to Original Beans uruchomiło projekt, by to wszystko mogło działać, a więc by możliwy był eksport zacnego efektu pracy wspomnianych.
Śmiesznie się złożyło, że zaplanowałam ją niedługo po Cacaosuyo..... - też z Peru. Często jakoś ostatnio podświadomie jakieś mini serie sobie układam.

Karuna Chocolate Peru Chuncho Pure Dark 100 % to ciemna czekolada o zawartości 100 % kakao Chuncho z Peru, z doliny Urubamba, z regionu Quillabamba.

Po otwarciu miał miejsce cytrusowy wybuch. Cytryna przecierała szlaki limonce i innym cytrusom, a zaraz za nimi grzmiała wiśnia. Wszystkie kwaśne, soczyste i... jakby tak dodać je do... również kwaskawego deseru kefirowego. Kefirowo-twarogowego? Choć kefir dominował, były tu i łagodniejsze wątki właśnie twarogu, może maślanki... Maślane? Łagodzące i tonujące kwaśność. Doszły do nich wyraziste orzechy włoskie i gorzkawy dym. Z czasem przy wiśniach doszukałam się jeszcze niezbyt dojrzałych malin i truskawek - czyli też niby kwaśnych, ale jednak słodszych, łagodniejszych niż same wiśnie.

Tabliczka była bardzo, bardzo twarda, a przy łamaniu trzaskała, jakby była grubą, drewnianą dechą.
W ustach rozpływała się w średnim tempie, bardzo maziście, powlekając podniebienie oleistymi smugami. Mimo to, nie wyszła bardzo tłusto czy ciężko. W dodatku okazała się znacząco ziarnista. Rozkręcała się w niej bowiem soczystość i właśnie tak bardzo soczyście znikała.

W smaku pierwsza uderzyła kwaśna cytryna, za którą snuła się limonka. Lała się ich soczystość, orzeźwienie.

Za cytrusami, których zbierało się ogólnie coraz więcej, pojawiły się wiśnie. Także były kwaśne - raczej jak owoce jeszcze jasne. Kwaśność jednak zaraz zaczęły nieco redukować inne czerwone owoce. Trochę malin, truskawek - może też niezbyt dojrzałych, ale na pewno łagodniejszych.

Po chwili po ustach rozlał się kefir. Dominował, acz inny nabiał z ochotą do niego dołączał. Maślanka, tłusty twaróg utworzyły wraz z kefirem kwaskawy deser. Z czasem kefir i jego charakterna cierpkość zelżały na rzecz maślanki i... wręcz lekkiej maślaności? Albo wątku tłustego twarożku o subtelnej, w tym naturalnie "nabiałowej" słodyczy. 

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa do czerwonych owoców na dobre przeniknęły cytrusy. Cytryna przewodziła, choć pod wpływem innych zaczęła przebierać się w coś egzotyczniejszego. Nagle zawitała marakuja, łącząc kwaśność z owocową słodyczą.

W tym czasie do twarożku ktoś dosypał sporo orzechów włoskich. Pobrzmiewały też inne, ale to właśnie włoskie zadbały o podprowadzenie szlachetnej gorzkości dymu. Gdy ten przenikał na pierwszy plan, twarożek nagle okazał się bardzo miodowy. Złocisty miód zmieszał się z kwaskiem... Może sam nim trochę pobrzmiewał? Naturalny, wiejski twarożek z miodem wykazał się w pewnym momencie nawet lekką pikanterią, niknąc tym samym w dymie.

Dym był leciutko cierpki, ostrawo-kadzidlany. Przykrył co łagodniejsze, a także nieco przysłonił czerwone owoce. Mignęły czerwonym, pikantniejszym winem, ale zlały się z gorzkością. Alkoholowość czmychnęła.

Pod koniec na wierzch znów wypłynęły za to cytrusy i kwaśny nabiał w wydaniu lekko, jakby tylko naturalnie za ich sprawą, słodkawym.

Posmak to jednoznaczna cytrusowa, głównie cytrynowa maślanka. Soczyście-kwaskawa i orzeźwiająca.

Całość mi smakowała. Kwaśność owoców cytrusów i kefir, potem maślanka kupiły mnie. Owoce czerwone wolałabym dojrzałe, ale te wiśnie i inne i tak nieźle wyszły. Podobały mi się orzechy włoskie oraz to, że nie było zbyt maślano. Gorzkość, choć nie silna, też wyszła w porządku i pasowała do lekkiej słodyczy. Zacnie wyszły też niezwykle obrazowe cytrynowa maślanka czy twarożek z orzechami włoskimi i miodem. Konsystencja niesetkowa... no, częściowo.
Mimo to, czekolada wydała mi się nieszałowa. Nie mam jej zupełnie nic do zarzucenia, ale nie powaliła mnie na kolana. Jestem jednak pod wrażeniem, że z podobnego kakao co Original Beans Cusco Chuncho 100 % o nutach kwaśnego asfaltu, skwaśniałego miodu i whisky, wydobyli zupełnie co innego. Bardziej typowego dla Peru. A jednak obie były głównie kwaśne i miały specyficzne nuty "kwaskawego miodu", marakui czy nawet pewną pikanterię (OB to whisky, dzisiejsza kadzidlany dym).
Tak sobie pomyślałam, że wiedząc, że to pewnie ta sama czekolada, mogłabym skojarzyć ją z tą pokrywającą imbir, ale w ciemno? Sama nie wiem.


ocena: 9/10
kupiłam: dostałam od karunachocolate.it
cena: 6,45 € (cena sklepowa za 60g; ja dostałam)
kaloryczność: 597 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakao

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.