środa, 7 czerwca 2023

Meiji Kouka 86 % Cacao ciemna

Koniec przygody z plantacyjnymi Meiji nie oznaczał końca poznawania marki. Zdecydowałam się jeszcze na dwie propozycje zwyklejsze. Przy nich jeszcze bardziej raziło mnie "czekoladkowe" podejście Japończyków do czekolady, ale trudno. Jak widać, nie zawsze można mieć tabliczkę. A ciekawiło mnie, jak taką prostszą, zwyklejszą czekoladę wykonała firma. Wszak ma tak ogromny asortyment... Linia Kouka oferuje ciemną czekoladę w formie oddzielnie pakowanych czekoladek, a samo słowo "kouka" oznacza sukces i wyróżnienie, a także przyjemną woń.

Meiji Kouka 86 % Cacao to ciemna czekolada o zawartości 86% kakao.


Zapach to bardzo intensywna kawa, wyraźnie gorzka, ale jednocześnie likierowo słodka. Pomyślałam o nieco cierpkim i wręcz cukrowym likierze kawowym, ale też ciężkawej, karmelowo-waniliowej whisky. W głowie pojawiło mi się mnóstwo cukierków typu trufle (np. Odry) w dobrej jakościowo polewie kakaowej, a także trochę ziemi. Do tego czułam łagodniejszą, choć też dość konkretną, słodycz nugatu z orzechów laskowych. Przewinęła się również myśl o surowym batonie (raw barze) laskowo-daktylowym, właśnie z tym niemal naturalnie karmelowym akcentem daktyli i ich lekką soczystością (mowa o suszonych typu wilgotnego lub świeżych).

Mini czekoladko-tabliczki były niemal czarne i już w dotyku trochę polewowe, a jednocześnie kremowe. Cechowała je twardość, acz przy łamaniu wydawały średnio głośne trzasko-pyknięcia. Brzmiały jednak na bardzo masywne i gęsto kremowe.
W ustach rozpływały się bardzo ochoczo, w tempie wolno-umiarkowanym, mięknąc błyskawicznie i zalepiając, a także wykazując trochę tłustawą mazistość. Tę jednak przełamał pyłkowy efekt. Czekolada zmieniała się w aksamitny, plastyczny krem, który pod koniec upuszczał trochę soczystości, by zniknąć w wodnisty sposób i pozostawić po sobie pyłkową suchość.

W smaku pierwsza zaznaczyła się grzybowa nuta, szybko zapraszająca gorzkość. Ta należała do czarnej ziemi oraz skórek orzechów. Pomyślałam o laskowych, choć może i delikatnie podprażone fistaszki się obok nich znalazły. Z tym, że laskowe ewidentnie miały skórki, arachidy zaś nie...

I to one wprowadziły ogólną, słodkawą maślaność, pewne złagodzenie.

Co nie znaczny, że ogólnie zrobiło się bardzo łagodnie, bo poczułam także wyrazistą, czarną ziemię - taką nieco suchawą, zdradzającą zawilgocenie niżej... raczej czystą, może z niedawno podlanej doniczki z jakimś wonnym kwiatem. Dołączyły do niej cukierki typu trufle z zapachu oraz kawa... cierpkawo-cukrowa i likierowa. Kawowa cierpkość nie cały czas oddawała jednak likier kawowy. Czasem była to bardziej po prostu kawa, czasem likier... nawet bardziej kakaowy? Prażenie wyklarowało się jako średnio mocne.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa maślaność zrobiła się wyraźnie związana z orzechami, idąc w nugatowym kierunku. Masywny i słodki nugat z orzechów laskowych cechowała lekka cukrowość, choć nie był nazbyt słodki. Pomyślałam o kremowym, acz zbitym nugacie z dodatkiem cierpko-pylistego kakao w proszku, a także z nutą aromatu waniliowego.

Ziemistość zasugerowała też lekko cierpkiego, orzechowego sprasowanego batona typu raw bar. Pomyślałam o wariancie laskowo-daktylowym, przy czym daktyle zaserwowały sporo naturalnej, jakby soczyście karmelowej słodyczy, uprzyjemniając słodycz wzrastającą epizodycznie. Chwilami wydawała mi się ryzykownie cukrowa, acz nie strasznie za wysoka. O to zadbała kawa, która mogła stanowić element wspomnianego surowego batona. Kawy trzymała się już nie tyle likierowość, co rozgrzewanie.

Pod koniec spod waniliowo-nugatowej słodyczy bardziej wyłamała się cukrowość, choć nie był to czysto biały cukier, a raczej "ciepła" cukrowość czegoś: likieru, trufli.

Po zjedzeniu został posmak goryczkowato ziemisty, znów trochę grzybowy, acz wyraźnie bardziej jak niektóre mousse'y kakaowe. Nie był mocno gorzki, ale wyrazisty i dosadny. Czułam lekką maślaność, ale nie przełożyła się na mocne złagodzenie z racji obecności cierpkiego kakao i poważnej, acz cukrowej nuty trufli. Ogół wydał mi się ciężko słodki.

Całość wyszła całkiem smacznie. Choć wyraźnie czuć nutę kakao w proszku i maślane złagodzenie, to zostały zaserwowane w przyjemnym, bo truflowym i nugatowo-laskowym stylu. Słodycz chwilami chyliła się ku cukrowej, ale likierowo-daktylowe wątki nadały jej charakteru. Ziemista czy grzybowa nuta mousse'u może nie była wyszukana, ale jak najbardziej w porządku.
Niezbyt podobała mi się bardzo mięknąca i znikająca rzadko, dość szybko jak na tak ciemną czekoladę, konsystencja, ale nie była nieprzyjemna, a po prostu nie moja.
Nie była to wyszukana czekolada, ale w miarę ciekawa. Szkoda tylko, że zawartość aż 86% raczej trudno zgadnąć - dałabym jej góra 80%.


ocena: 8/10
kupiłam: ebay
cena: $5,29 (za 70g)
kaloryczność: 580 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, kakao w proszku, cukier, tłuszcz kakaowy, emulgator, aromat

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.