wtorek, 8 października 2019

Terravita Caramel Latte mleczna karmelowa z herbatnikami i kawą

Scholetty postanowiłyśmy z Mamą otwierać mniej więcej równo z nowościami Terravity, podobnymi smakami. Czekolady Terravity dostałam w ramach współpracy, bo nigdzie w sklepach nie mogłyśmy ich znaleźć. Znowu to w Mamie większy entuzjazm wzbudziły, ale to ja jakoś jestem przychylnie nastawiona do Terravity, doceniam, że się starają. Uznałam, że warto ich nowe smaki zaprezentować. Tym bardziej, że niektóre, jak dziś opisywany, naprawdę są ciekawe. Za tym, żeby od niego rozpocząć, optowałam ja. Raz, że pasował mi do Scholetty (chciałam mieć karmelowy duet w kolejności), a dwa, że skojarzył mi się z pysznym Lindtem Frozen Yoghurt Caramel & Cookies.

Terravita Caramel Latte to czekolada mleczna o zawartości 30 % kakao z aromatem caramel latte (karmelowym?), ciasteczkami maślanymi i kawą.

Po otwarciu poczułam dominującą kawę w mleczno-kakałkowym, słodko-tanim otoczeniu, w którym zaznaczyła się też karmelowo-pieczona nuta. Taniość napędzał sztuczny motyw - najpierw pomyślałam, że pewnie oprócz kawy dodali aromat kawowy, ale potem wydał mi się jakiś ogólny. Charakter tego to "słodycze kawowe", nie zaś czekolada.

Czekolada w dotyku również prezentowała ulepkowatość. Prawie topiła się w palcach, mimo twardości. Zasygnalizowała, że będzie tłusto-proszkowa. Trochę się kruszące się ciasteczka trzymały się porządnie. Nie poskąpiono ich. Przemówiło do mnie, że dodano połówki ciastkowych kulek i kulki, bo pojawiła się nadzieja na to, iż będą się wraz ze wszystkim rozpływać. Nie podobał mi się jednak ich kolor - blady jak... biały jak śnieg. Kawa to widoczne czarne kropeczki, co z kolei wyglądało fajnie.
W ustach czekolada rozpuszczała się powoli i trochę opornie, ale kremowo-gładko. Mimo że nie tłusta i nie ulepkowata, a bardzo gęsto-zbito, nie zalepiała... Ta gęstość wyszła wyraźnie śmietankowo-maślanie i byłaby idealnie gładka, gdyby nie drobinki mielonej kawy, ujawniające się po paru chwilach.
Ciastka okazały się świeżo-suche, nie za tłuste i lekkie. W porę chrupnięte, lekko chrupały, ale i zacnie rozpływały się wraz z resztą. Przełożyło się to na przyjemną spójność. Niestety, z racji ilości dodatków, całość i tak zahaczała o ulepek.

W smaku czekolada występ rozpoczęła silną słodyczą, którą stopniowo rozrzedzało mleko i maślaność. Mleko nie wydało mi się jednak wyjątkowo głębokie. Wpisało się raczej w mleczno-maślaną, słodziutką konwencję toffi. Słodyczy drogę szybko zastąpiła łagodna, gorzkawa kawa. Po paru sekundach wyszła na pierwszy plan, eliminując czekoladowość i... w sumie razem wyeliminowały wszystko inne. Cukrowo-mleczna kawa, ewidentnie cappuccinowate cappuccino dominowało przez większość czasu.

Chwilami wychylała się za tego lekka sztuczność. Najpierw to kawa wydała mi się jakaś słodyczowo-sztuczna, ale potem... Nie wiem, może to było coś sztucznawo-toffi-karmelowego? Taki tanio-tandetny motyw. Nie jestem pewna, czy i z ciastek się nie wydobywał.

One... niewiele wnosiły. Rozwaliły smak kawowo-cukrowo-mleczny, to fakt, ale nie przełamały słodyczy. Okazały się nijakie, za słabo wypieczone, a jednak mączne i... herbatnikowo-słodkie, w dość głuchy sposób. Raczej świeże, choć kiepskie.

Końcówka to splot delikatnej, ale gorzkawej kawy ze sztucznawym echem i coraz bardziej maślany motyw toffi. Stłumił mleczność, wprowadzając cukier.

Właśnie bardzo słodki "toffiowaty" karmel pozostał w posmaku wraz z lekką maślanością, cappuccinowatym akcentem i sztucznością. Czułam też tanie ciastka. Posmak przez może sekundę-dwie był przyjemny dzięki toffi, ale szybko zrobił się sztucznie zły.

Całość opisałabym jako... bardzo złożoną. "O, niezł...a kurde, jednak nie" - takie myśli co parę sekund mi się w głowie pojawiały. Słodycz w udany sposób przełamana kawą, ta częściowo również przyjemna, ciastka rozpływające się, nuta toffi... Fajnie, ale wszystko to miało jakieś "ale". Przełamana, ale i czekoladowość została tą kawą zabita. Kawa mielona? Super, tylko, że podążał za nią cień sztuczności. Zacna mleczność zgłuszona toffi... co samo w sobie nie byłoby złe, gdyby i za nim nie stała sztuczność. Przełożyło się to na... mało czekolady w czekoladzie. Ciastek niby dużo, a jakieś nijakie. Świeże, a bez wyrazu. Niby nie ulepek, ale coś nie ten... Ciekawa, smaczna jako słodycz, ale tak nie w moim stylu, za to tak bardzo w stylu Mamy, że tak jak Scholettę Caramel Liqueur Truffle po kostce jej oddałam. W Terravicie jednak od razu czuć, że jakość mogliby dopracować, mimo obiektywnych innych plusów i minusów.
Mama przyznała mi rację, że ciastka kiepskie, jednak stwierdziła: "W tym coś było, taka... ciekawa ta czekolada. Ta kawa i... coś, no taka... miała taki charakterek, warta spróbowania, ale nie żeby znowu kupić."
Mi skojarzyła się z Fazer Travel New York Iced Coffee & Mudcake. Niby wszystko bez wielkich wad, a jednak brak czegoś, co by sprawiło, że chciałabym to jeść. Ocenę wystawiłam jakoś bez przekonania, trochę naciągając ("a, niech ma").


ocena: 7/10
kupiłam: dostałam od Terravity
cena: -
kaloryczność: 521 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku pełne, miazga kakaowa, ciasteczka 8%, (mąka pszenna, cukier, tłuszcz palmowy, skrobia tapioka, skrobia pszenna, olej słonecznikowy, gluten pszenny, syrop glukozowo-fruktozowy, sól, substancje spulchniające: E503, E500), serwatka w proszku, kawa 1%, lecytyna sojowa, aromat 0,2%, ekstrakt wanilii

6 komentarzy:

  1. Rzeczywiście wydaje się ciekawa, chętnie bym spróbowała, ale raczej nie chciałabym zjeść całej tabliczki. Dla mnie w ogóle nazwa mogłaby się zatrzymać na "caramel" :p lubię kawę ale jakoś kawowe słodycze leżą dość nisko w mojej hierarchii. Ale muszę przyznać że opakowanie bardzo wpada w oko :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię, gdy mleczne czekolady topią się w palcach. Od cappuccino (napoju) wolałam czarną kawę, niemniej cappuccino jako smak kremów w czekoladach, ciastkach etc. zawsze było spoko. Dalej: toffi super, pomysł ciastek okej, ale skoro są żadne, to już lipka. Że ocena mocno naciągnięta w odniesieniu do Twojego gustu, zgodzę się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie moje oceny, gdybym miała odnosić się tylko do gustu (nie patrząc na półkę, cenę, pomysł, zgodność z tytułem) byłyby... Dzikie. Jak jednak ocenić nisko coś, co w sumie jest w porządku, ale czego po prostu nigdy bym nie kupiła, by sobie zjeść?

      Usuń
    2. Ocenianie w ogóle bywa trudne. Jak porównać czekoladę z notą 3 chi z jogurtem mającym taką samą? Niedola recenzenta!

      Usuń
    3. O, to fakt. Ważne, że my to rozumiemy, a inni to tam...

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.