sobota, 7 stycznia 2023

(Mountain Food S.A.S.) Cocoa Fusion Colombia Tumaco 70 % ciemna z Kolumbii

Gdy tylko zobaczyłam tę czekoladę w gazetce Biedronki w ramach tygodnia produktów z Kolumbii, wiedziałam, że ja chcę. W żadnej z moich Biedronek, a także dalszych odwiedzonych przy okazji, nie było. W Biedronkach innych znanych mi osób, które zaangażowałam w poszukiwania, też. Chcąc nie chcąc, o czekoladzie zapomniałam. Jakoś dzień po degustacji Chapon Colombie 75%, długo po tamtych poszukiwaniach, w Biedrze zerknęłam na półkę z produktami walniętymi bez ładu i składu, by sprawdzić, czy nic fajnego dla Mamy nie ma i... Nagle, na wysokości moich oczu, ujrzałam karton tych czekolad. Tylko czystych (w gazetce były też np. z marakują). To było, jakbym dostała znak od wszechświata. Więc kupiłam. I zjadłam o dziwo na dniach. 

Cocoa Fusion Colombia Tumaco 70% to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao z Kolumbii, wyprodukowana przez Mountain Food S.A.S.

Po otwarciu zagrzmiał zapach kawy i dymu. Kawę musiano palić dość mocno, acz łagodziła ją sugestia drzew i kwiatów. Poczułam orzechy laskowe w cukrze, cukrowej toni... co przywiodło na myśl przesłodzone lody orzechowe na bazie śmietanki i mleka, a więc nieco lżejsze... z lub w polewie kakaowej. Takiej z lekko truflowo-alkoholowym echem? Pomyślałam o lodach w waflu, acz niekoniecznie... W trakcie degustacji raz czy dwa doszukałam się nuty popcornu (ale jakby w lodach?). Dołączyły do nich banany w ciemnej czekoladzie. Wyobraziłam sobie twarde chipsy bananowe nią oblane, ale że słodycz zdradzała pewną pudrowość... może to jakieś bardziej suszono-liofilizowane były?

Zaskakująco, niemal czarno ciemna tabliczka, w  dotyku sprawiała wrażenie tłusto-ulepkowatej. Cechowała ją twardość wynikająca z grubości, jak również z gęstości. Jej trzask był mocarny, acz o przytłumionym charakterze. Ujawnił bardzo zwarty przekrój.
W ustach rozpływała się w umiarkowanym tempie, w tłusto-maślany, kremowy sposób. Wydawało się, jakby bazowo była maślano-zbita, a opływała niczym topiące się lekkie, mleczne lody typu gelato (włoskie). Pokrywała podniebienie smugami, z czasem wykazywała lekką, cierpkawiuteńką pylistość. Jakby to te lody były nieco pudrowe.

W smaku pierwsza przywitała się słodycz ewidentnie cukrowa, ale z czasem wzbogacająca się o palony charakter. Mimo wszystko zbyt karmelową jej bym tak szybko nie nazwała...

Dopiero gdy w ciągu kolejnych sekund wyłapałam popcornowo-zbożową nutę, cukrowość mieszająca się z tym rzeczywiście w lekki karmel zaobfitowała. Karmel na równi szedł z białym cukrem, podnosząc ogólnie słodycz.

Wtedy mignęła kawa.... zaparzona albo jako wariant czegoś (na pewno nie same ziarna). Gorzka i palona, może jakieś ciasto kawowe z polewą kakaową. Motyw dobrej jakościowo polewy przepędził kawę. Polewa oblała lody... zdradzała likierowo-cukrowe, alkoholowe zapędy. Ta, a może sos kakaowy, musiała ściekać z lodów na bazie mleka i śmietanki, które utrzymywał zwykły, choć nieźle wypieczony wafelek. Wariant... może jakieś orzechowo-kawowe?

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa baza złagodniała, przytoczyła maślaność. Śmietanka nie próżnowała, acz pomagając sobie zbożowo-popcornową nutą z czasem przeszła w orzechy... Laskowe? Średnio jednoznaczne, delikatne... Trzymała się ich dziwna pudrowość, przez co pomyślałam a to o orzechowych lodach gelato, a to... o orzechach obcukrzonych i... W końcu zaczęły wypierać je fistaszki. Te dały się poznać jako nieco wytrawniejsze i zmieszane z czymś kakaowym.

Z pomocą przyszła im polewa, która oblała w tym czasie banany i zdążyła już na nich zastygnąć. Tu do wysokiej słodyczy już opisywanej dołączyła charakterystyczna dla bananów (taka ciut-ciut, niemal życzeniowo, soczystsza) oraz pudrowa. Poniekąd wiązały się, poniekąd płynęły sobie, rosnąc, obok.

Pudrowość i słodycz, z cierpkawo-polewowymi i prażono-palono-pieczonymi aspektami poszczególnych nut, przytoczyły z czasem obraz kwiatów, łagodzących kompozycję, a także drzew. Drzew rozgrzanych słońcem. Wyłapałam cierpkość dymu, prażenie wzrosło i...

Pod koniec na pierwszy plan nagle wstrzelił się popcorn. Popcorn w karmelu (niesłony) i po prostu wyraźnie zbożowy popcorn. Przygłuszył niemal wszystko, zostawiając sobie słodycz. Okazało się, iż to ku niemu spoglądały orzechy, ale jeszcze wtedy zabrakło im śmiałości. Oto popcorn szalał, okrył się słodyczą i w końcu nieco w niej osiadł.

Wanilia podszepnęła popcorn waniliowy (wyobrażenie - nie wiem, czy taki istnieje) albo np. lody w wariancie "karmelowy popcorn", z popcornem (takie dziwa pewnie są; nie jadłam, bo mnie odrzuca na myśl o nich). Zasłodziła kompletnie, zadrapała w gardle, w czym pomógł jej cukier... Cukier puder, zmieszany z jakimś kwiatowym pudrem? Albo nutą jakiegoś likieru kwiatowego?

Posmak był za to cierpki aż zaskakująco, bardziej dymno-kawowy i jak cukrowo-cierpkawy likier ciemnoczekoladowy / kakaowy. Czułam mieszankę zwykłego kakao i popcornu w karmelu ze śmietanką, więc znów wróciła myśl o lodach. Zrobiło się za słodko w sposób cukrowo-waniliowy. Sytuację próbowały ratować kwiaty, ale niezbyt im szło. Przynajmniej popcorn zmienił się w drzewa i kawę jako wariant czegoś (lodów, ciasta).

Całość była zdecydowanie za słodka, ale nie brakowało w niej ciekawych nut. Cierpkość, gorzkość dymu, kawy, drzewno-orzechowe wątki z czasem przekładające się na szokująco jednoznaczny popcorn - niespotykane! Także charakter "czegoś", czyli nie kakao, a polewa kakaowa, lody, ciasta w jakiś wariantach... Bardzo jednak żałuję, że to nuty aż tak nie moje - choćby popcorn - dominowały. Przez to chwilami niezbyt mi smakowała. Niezbyt, ale całościowo jednak na tyle, by ją zjeść z lekką przyjemnością.
Słodycz... przesadzona przez wanilię i cukier, chwilami podpełzała pod karmel, ale nigdy nie wyszła jakoś ambitniej.
Konsystencja niezbyt w moim typie, bo maślana i jak na ciemną szybko znikająca.
Czekolada okazała się nie moja, a jednak obiektywnie interesująca i na pewno nie źle zrobiona, a w kwestii wyrobu zwyczajna.

Choć śmietankowo-kwiatowy wątek czułam też w Chapon Colombie 75%, czekolady były kompletnie inne (mimo że odrobinka kawy się zaplątała w obu). Także w Beskid RAW Colombia Tumaco Dark 67 %, która choć od dzisiaj opisywanej była o wiele bardziej kompleksowa, też inna, bo surowa i bogatsza w nuty po prostu, miała już więcej więcej z dzisiejszą wspólnego. Banany (liofilizowane) i alkoholowość (ajerkoniak), zetknęły się z niedookreślonymi orzechami i nabiałem.
"Bananowa kasza na mleku" Tibitó Chocolate Chocó 70 % pasuje chyba najbardziej (do tych bananów w polewie, zbożowej nuty i mlecznych lodów). Tibito wyszła jednak kwaśniej od cytrusów i kefiru, jogurtu. Co ciekawe, jak ona była zaskakująco jasna, tak dzisiejsza zaskakująco ciemna.


ocena: 7/10
kupiłam: Biedronka
cena: 12,29 zł (za 60g)
kaloryczność: 561,8 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, naturalny aromat

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.