piątek, 7 stycznia 2022

lody Gelatelli Vegan Banana Chunk

Choć unikam wege produktów, to jednak niektórym smakom z takiej linii B&J's dałam szansę. Były spoko na jednorazowe podejście. B&J's Non-Dairy Chunky Monkey wyszły tak, że mogłabym do nich wrócić, ale na pewno nie w cenie 25 zł. Zatem gdy tylko w Lidlu pojawił się zamiennik to wiedziałam, że muszę go mieć. Z lidlowych lodów w zasadzie interesuje mnie tylko linia Premium - tylko albo aż. Odbiega od innych wyższą jakością. Nawet pogarszane warianty na rynku wciąż jawią mi się jako stosunkowo lepsze od innych, porównywalne do np. Haagen-Dazs. A jak z tymi? Nie mogłam się doczekać, aż sprawdzę.

Gelatelli Vegan Banana Chunk Vegan Ice Dessert with Banana, Chocolate Chunks & Walnut Pieces to "wegańskie lody z bananem na bazie migdałów z 8 % kawałkami czekolady ciemnej i 5 % kawałkami orzecha włoskiego" (powiedziałabym: wegańskie lody o smaku bananowym na bazie "mleka" migdałowego). Masa lodów to 500ml / 400g.

Od razu po otwarciu poczułam strasznie silną słodycz, ale z wyraźnym (choć lekkim) bananowym wątkiem. Poniekąd dokładał się do niej. Trąciła cukrem (acz nie tylko), ale... jak jakieś zacukrzone ciasto bananowo-... migdałowe / orzechowe? Orzechowy akcent również czuć, co zwłaszcza w trakcie jedzenia dodatkowo wzmocniła gorzkawa nutka czekolady i kakao. Wtedy zapach orzechów włoskich i migdałów aż mnie zaskoczył. Bardzo daleko w tle pobrzmiewała "sztucznawa waniliowatość" - słodka i taka, bez której by się obyło, bo przeszkadzała.

Nakładając, odebrałam masę lodową jako jedynie trochę twardawą, co było miłym zaskoczeniem. Jednocześnie jako konkretną i zwartą, sytą. Prędko miękła. Dodano dużo małych i średnich kawałków, parę połówek orzechów i chyba jeszcze więcej kawałków czekoladowych, które okazały się cienkimi kwadratami (ok 1 cm kwadratowy).
Lody mimo że szybko miękły, dochodząc do przyjaźniejszej temperatury, nie topiły się szybko. W zasadzie zmieniały się w gęstawy, jakby dodatkowo zagęszczony, lekko gumiasto-ciągnący krem, co w sumie było w miarę w porządku. Okazały się tłuste, ale nie ciężkie. Tłuste dość... oleiście i śmietankowo migdałowo. Zawarły w sobie wodnisty element. Całościowo wyszły przystępnie, nieźle udając śmietankowe lody.
Orzechy to godne pochwały pod względem świeżości kawałeczki, wielkie połówki i średnie kawałki. Lekko chrupały, by potem pochwalić się soczystą miękkością. Większość miała skórki. Wielkość lwiej części nie satysfakcjonowała, ale na ilość narzekać nie mogę. Lody były nimi bogato wypełnione tylko że... cóż, masa była pełna dosłownie mikroskopijnych drobinek i drobinek samych skórek, że czasem trudno o łyżeczkę bez nich.
Kawałki czekoladowe to istotnie czekolada. Blaszki w zasadzie - grube na milimetr / dwa w większości około 1 cm kwadratowy + klika połamanych. Były kamienne i rozpływały się... prawie wcale. Wykładałam je na talerzyk, by doszły do temp. pokojowej, potem dłuuugo trzymałam pod policzkiem i dopiero brałam na język. Gdy zaczynałam je obracać i ssać, wreszcie ulegały. Miękły ulepkowato i rozpływały się powoli. Przedstawiły się jako tłusta i mazista czekolada z plastiku. Chwilami kojarzyły się z zamszem przez chropowatość / pylistość. Były potworne i męczące.
Ogół więc do zmiany (na pewno takiej czekolady bym nie zostawiła!), ale znośny.

Już od pierwszych sekund po spróbowaniu czułam, że słodycz jest za wysoka. Uderzała cukrem, na który naskakiwały do granic możliwości słodkie, dojrzałe i naturalne banany. Miały wydźwięk mleka bananowego (zrobionego samemu) i przecieru. Nie były mocnym smakiem, ale czuć je wyraźnie. Jak masa lodowa się rozchodziła w ustach, im więcej ogólnie jadłam, tym miałam wrażenie, że intensywność każdorazowo nieco spada. Smak bananowy czułam cały czas, ale tylko epizodycznie wyskakiwał. Chwilami mieszał się z owocową soczystością, nawet lekkim cytrusowym kwaskiem. Ten podsuwał na myśl jogurt bananowy... jogurtowo-bananowy shake lub... bananowe ciasto? Odnotowałam specyficzną nutę oleju kokosowego (mnie kojarzy się trochę z zimnymi ogniami), co wraz z cukrem wywołało skojarzenie z bananowym zakalcem.
Motyw migdało-orzechów obecny w masie dodatkowo to podkręcał. Go z kolei nakręcały drobinki i skórki orzechów włoskich (ale może też migdałów?), od których masa także nimi przesiąkła.
Chwilami niestety pod naporem słodyczy smaki aż się rozmywały, a ja doszukałam się lekkiej wodnistości i dosłownie echa (ale jednak) sztuczności (syropu glukozowego?).

Wyraziste dodatki na szczęście odciągały uwagę od wad.

Orzechy włoskie zachowały w pełni swój intensywny smak. Były świeże, niektóre łagodniejsze, ale sporo wyszło dość gorzko, co podbijała skórka. W masie lodowej podkreśliły migdałową nutkę, a same bardzo zacnie przełamywały słodycz.

Smak czekolady przeznaczono jedynie dla cierpliwych. Jak już jednak kawałki łaskawie go upuściły... Świetnie wpasowały się tu mocnym, zadowalająco gorzkim kakao. Goryczka i cierpkość przełamywała słodycz, podkreślała orzechy i dodawała czekoladowo-kakaowy wątek. Kawałki te wprawdzie były też trochę cukrowe, ale ogółem wcale nie tak mocno słodkie... Nieco margarynowe, a jednak wyraźnie palono kakaowe. W starciu zdarzało im się zagłuszać bananowość bazy, a uwypuklić jej cytrusową nutę i orzechowy aspekt.

Po dodatkach jednak baza najpierw przedstawiała się jako kontrastowo jeszcze słodsza, niewiarygodnie cukrowa, acz... wciąż dość soczysta. Bananowa nutka a to słabła, a to nieco po chwili znów odzyskiwała impet. I choć był to impet przesłodzonego ciasta bananowego lub shake'a / mleka  / jogurtu takowego, towarzyszyło jej coś... Kryło się w słodyczy: coś cukierkowego. Sztucznie-słodki akcent zaburzał całość i do soczystości dopuszczał wodnistość. To jednak zakrywały wyraziste dodatki (rozmieszczone w końcu w całym pudle na gęsto).

Po zjedzeniu został posmak cukru i dziwnej, słodkiej sztuczności, ale też bananowo-migdałowo zakalcowy? Trochę oleisty... Wyraźnie czułam gorzkość orzechów włoski i kakao - tego zwykłego, proszkowego, ale też... jakby goryczkę oleju kokosowego? Lekką cierpkość (ani pozytywną, ani negatywną) i owocowy kwasek (a raczej tylko jego sugestię). Czułam się też przytłoczona tłuszczem, jakbym na ustach miała olej, a zacukrzenie fizyczne bardzo, bardzo mi doskwierało w gardle, i w ślinie - na smak bowiem gorzkie dodatki nieźle to zwalczyły.

Lody na pewno wyszły bardziej słodko i sztucznawo od BJ. Na szczęście wcale nie była to sztuczność bananowa, a jakby... słodyczy (chyba syropu glukozowego). Ogólnie za słodkie, ale wciąż przyzwoicie bananowe z dobrymi dodatkami: zacnymi orzechami włoskimi. Wyraźnie czułam kwasek cytryny, co kompletnie mi tu nie pasowało i za beznadziejne uważam kawałki czekolady. Kamienio-plastik wymagający pracy. Jak na wegańskie lody sama baza wyszła za to bardzo zacnie, miękko i śmietankowo, niby trochę wodniście, ale wciąż gęstawo-kremowo. 


ocena: 6/10
kupiłam: Lidl
cena: 9,99 zł (za 400g / 500ml)
kaloryczność: 249 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: woda, cukier, tłuszcz kokosowy, syrop glukozowy, kawałki orzechów włoskich, przecier bananowy 5%, miazga kakaowa, przecier z migdałów 2,5%, inulina, emulgatory: mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych, stabilizatory: mączka chleba świętojańskiego, guma guar; naturalny aromat z soku bananowego, zagęszczony sok cytrynowy, tłuszcz kakaowy, przeciwutleniacz: kwas askorbinowy; syrop cukru skarmelizowanego

2 komentarze:

  1. Nie kupiłabym bo skład mają marny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, co mi wtedy było. Może się nie wczytałam? Musiałam jakiegoś zaćmienia dostać.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.